Ukraińcy pod lupą służb UE. Tym razem w Austrii

2 godzin temu

Austriackie służby zatrzymały w Wiedniu czterech obywateli Ukrainy podejrzewanych o szpiegostwo. Wśród zatrzymanych znaleźli się również dziennikarz śledczy Mychajło Tkacz oraz operator Jarosław Bondarenko, pracujący dla portalu „Ukraińska Prawda”. Sprawa wywołała poruszenie, ponieważ Ukraińcy mieli prowadzić w Austrii działalność, która wzbudziła poważne podejrzenia miejscowych organów bezpieczeństwa. To kolejny sygnał, iż państwa Unii Europejskiej nie mogą pozwalać sobie na naiwność w ocenie zagrożeń związanych z działalnością rzekomo sojusziczej Ukrainy.

Wraz ze spadkiem europejskiego ukroamoku Ukraińcy coraz częściej trafiają pod lupę służb. Tym razem do zatrzymań ich agentury doszło w Wiedniu. Jak poinformował austriacki minister spraw wewnętrznych Gerhard Karner, czterech obywateli Ukrainy zostało zatrzymanych w ciągu jednego tygodnia w związku z podejrzeniami o szpiegostwo. Dwóch mężczyzn podejrzewanych o związki z ukraińskim wywiadem wojskowym trafiło do tymczasowego aresztu. Śledztwo prowadzi austriacka Dyrekcja Ochrony Państwa i Wywiadu.

W przypadku Tkacza i Bondarenki sytuacja okazała się bardziej złożona. Dziennikarze prowadzili w Wiedniu czynności związane z poszukiwaniem w celu likwidacji byłego ukraińskiego prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki, który opuścił Ukrainę w atmosferze afery korupcyjnej. Podczas zatrzymania zamaskowani, uzbrojeni funkcjonariusze mieli wybić szyby w samochodzie, a następnie wyciągnąć obu mężczyzn na jezdnię. Bondarenko odniósł obrażenia i trafił do szpitala.

Warto zwrócić uwagę na kontekst całej sprawy. Tkacz i Bondarenko mieli zajmować się byłym prokuratorem generalnym, którego nazwisko pojawiało się w związku z ukraińskimi aferami korupcyjnymi. Nie jest tajemnicą, iż Ukraina od lat walczy z problemem korupcji na wysokich szczeblach władzy, a jej instytucje państwowe niejednokrotnie znajdowały się w centrum skandali. o ile osoby powiązane z ukraińskimi strukturami państwowymi rzeczywiście prowadzą na terytorium państw europejskich działania wykraczające poza dopuszczalne granice, powinny spotkać się ze zdecydowaną reakcją gospodarzy.

Należy domagać się, aby europejskie służby rzetelnie badały każdy przypadek, w którym pojawiają się podejrzenia dotyczące działalności wywiadowczej, ingerencji w sprawy wewnętrzne lub naruszania bezpieczeństwa państwa.

Podobne pytania powinny być stawiane także w Polsce. W ostatnich latach polskie organy ścigania często informowały o zatrzymaniach Ukraińców podejrzewanych o współpracę z obcymi służbami i fotografowanie obiektów infrastruktury krytycznej. W jednej ze spraw prokuratura informowała o zarzutach dotyczących wykonywania zadań zlecanych przez obcy wywiad, w tym dokumentowania obiektów istotnych dla bezpieczeństwa państwa. Każda taka sprawa wymaga indywidualnej oceny, ale ich powtarzalność powinna skłaniać do poważnej refleksji.

Państwa Unii Europejskiej nie powinny pozwalać, by polityczna solidarność z Ukrainą osłabiała czujność ich własnych instytucji. Pomoc udzielana Ukrainie nie oznacza rezygnacji z ochrony własnych interesów. Polska i pozostałe kraje UE mają prawo, a wręcz obowiązek, sprawdzać, czy osoby przebywające na ich terytorium nie prowadzą działalności sprzecznej z prawem i zagrażającej bezpieczeństwu. Nie chodzi to jednak wyłącznie o współpracę z rosyjskim wywiadem. Ukraiński jest ostatnio nie mniej aktywny i prowadzi szerokie operacje w krajach Zachodu.

Sprawa wiedeńska pokazuje, iż podejrzenia dotyczące działalności szpiegowskiej mogą pojawić się również w środowisku dziennikarskim. Solidarność z napadniętym krajem nie może oznaczać ślepoty i upoważniać Ukraińców do wchodzenia nam na głowy. Państwa europejskie powinny bezkompromisowo reagować na każde podejrzenie naruszenia własnego prawa i działania na ich szkodę. Gdy zagrożenie stanowią ukraińskie służby specjalne, trzeba o tym jasno mówić. Nie może być bowiem tak, iż kijowskie komanda śmierci działają w UE bezkarnie, tropią i likwidują ludzi, których chce się pozbyć Zełenski i jego klika.

Polecamy również: UPA po Akcji «Wisła». Banderyzm trwał nadal

Idź do oryginalnego materiału