Garry Kasparow – światowej klasy szachista, a od lat jeden z najbardziej nieprzejednanych przeciwników Władimira Putina – wypowiedział słowa, które w Polsce powinny wybrzmieć jak syrena alarmowa. „Ukraina to jedyny powód, dla którego rosyjskich czołgów nie ma jeszcze obok granicy Polski” – stwierdził. Brutalnie, dosadnie i szczerze.
To zdanie wyraża to, czego wielu polityków nad Wisłą uporczywie nie chce zaakceptować: iż ukraiński opór przed rosyjską agresją działa jako realna tarcza bezpieczeństwa dla państw NATO na wschodniej flance. I iż wspieranie Ukrainy nie jest aktem charytatywnym, ale inwestycją w nasze własne przetrwanie.
Przeciwnik Putina rozumie zagrożenie. Politycy PiS, Konfederacji i Korony — niekoniecznie
Kasparow doskonale zna rosyjską mentalność, logikę Kremla i sposób, w jaki Putin prowadzi politykę. Ostrzega od lat, iż Rosja Putina funkcjonuje jak klasyczne imperium: atakuje tam, gdzie widzi słabość, chaos i brak determinacji. Gdyby Ukraina padła w 2022 roku – co, przypomnijmy, wielu „realistów” z ówczesnego polskiego obozu rządzącego uważało za przesądzone – front rosyjski przesunąłby się pod same granice NATO.
Tymczasem część polityków PiS, Konfederacji i ruchu Korony trwoni energię na atakowanie ukraińskich uchodźców w Polsce, podsycanie resentymentów, budowanie atmosfery nieufności i politycznego lęku, zamiast skupić się na tym, co najważniejsze: na bezpieczeństwie państwa. Retoryka typu „dość pomagania Ukrainie”, „najpierw Polacy”, „ukrainizacja Polski” czy „zagrożenie ze strony uchodźców” staje się – świadomie lub nie – wodą na młyn rosyjskiej propagandy.
Ukraińcy krwawią na froncie, broniąc swojego prawa do istnienia. Ale bronią także nas: Polaków, Bałtów, Słowaków, Rumunów — wszystkich, których Rosja zawsze postrzegała jako przestrzeń wpływów. Każdy dzień walki pod Bachmutem, Charkowem czy Zaporożem to dzień, którego rosyjskie wojska nie spędzają na przesuwaniu infrastruktury ofensywnej w stronę Suwałk czy Podlasia.
Kasparow wie to doskonale. Wie, iż imperia nie zatrzymują się same z siebie. Zatrzymują je tylko ci, którzy stawiają opór.
Kto dziś naprawdę stoi po stronie polskiego bezpieczeństwa?
To pytanie warto postawić głośno. Czy politycy, którzy atakują Ukraińców w Polsce, realnie wzmacniają nasze bezpieczeństwo?
Czy może osłabiają fundament solidarności między państwami, bez których wschodnia flanka NATO staje się bardziej podatna na presję Kremla? Nie trzeba być politologiem, by zrozumieć prostą zależność: jeżeli Ukraina przetrwa — bezpieczniejsza będzie Polska. jeżeli Ukraina upadnie — pierwszy test determinacji Sojuszu rozegra się na naszych granicach.
Kasparow przypomina coś, co powinno być politycznym ABC: agresor nie zatrzymuje się na własnym życzeniu. jeżeli ktoś ma wątpliwości, wystarczy spojrzeć na mapę rosyjskich wojen ostatnich 30 lat: Czeczenia, Gruzja, Krym, Donbas, Syria, pełnoskalowa inwazja na Ukrainę. Schemat jest zawsze ten sam.
Dlatego słowa Kasparowa nie są „opinią” celebryty czy emigranta politycznego. Są diagnozą człowieka, który rozumie Rosję lepiej niż niejeden „ekspert” z polskich studiów telewizyjnych.

4 godzin temu












