Ukraina pod ostrzałem rakiet. Sam Patriot nie rozwiąże problemu

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Ukraina pod ostrzałem rakiet. Sam Patriot nie rozwiąże problemu


Rosyjskie pociski balistyczne coraz mocniej obciążają ukraińską obronę powietrzną. Marek Budzisz wskazuje, iż Kijów potrzebuje kolejnych rakiet do Patriotów oraz zdolności niszczenia rosyjskich wyrzutni i stanowisk startowych. Dla Polski to lekcja twardego realizmu: tarcza bez miecza gwałtownie staje się kosztowną improwizacją.

Rakiety, których nie da się lekceważyć

Rosja uderza na Ukrainę tak, aby zużywać najdroższe i najrzadsze elementy obrony powietrznej. Drony można zwalczać wieloma środkami. Pociski balistyczne są inną kategorią zagrożenia: lecą szybko, dają mało czasu w reakcję i wymuszają użycie systemów najwyższej klasy. Dlatego według relacji WP Wiadomości Marek Budzisz, analityk Strategy&Future, zwraca uwagę, iż sam zapas rakiet przechwytujących do Patriotów nie zamyka sprawy.

Problem jest szerszy. o ile przeciwnik może spokojnie przygotować wyrzutnię, odpalić rakietę i powtórzyć cykl, państwo broniące się zostaje skazane na grę defensywną. To kosztuje życie cywilów, pieniądze sojuszników i czas polityków. Kijów potrzebuje przechwytywania, ale potrzebuje też rozpoznania, dalekiego rażenia i decyzji pozwalających bić w miejsca startu rosyjskich pocisków.

Patrioty są konieczne, ale nie są cudownym lekarstwem

Ukraińska obrona opiera się na kilku warstwach, ale w starciu z rosyjskimi pociskami balistycznymi szczególne znaczenie mają systemy Patriot. Dziennik Narodowy pisał już, iż Ukraina potrzebuje pocisków Patriot przed kolejnymi rosyjskimi uderzeniami. To prawda. Prawdą jest też to, iż każdy wystrzelony pocisk przechwytujący to ograniczony zasób, którego produkcja i dostawy zależą od polityki Zachodu.

The Guardian, powołując się na dane ukraińskich sił powietrznych, opisywał ostatni atak na Kijów, podczas którego obrona zestrzeliła większość dronów, ale nie strąciła żadnego pocisku balistycznego. W tym samym materiale wskazano, iż dostawy rakiet obrony powietrznej dla Ukrainy w pierwszym półroczu 2026 roku spadły do jednej trzeciej poziomu z 2025 roku, według słów Wołodymyra Zełenskiego. Ten techniczny szczegół ma wagę ludzkiego życia. Oznacza różnicę między alarmem a eksplozją.

Obrona musi sięgać dalej niż niebo nad miastem

Budzisz trafia w sedno, gdy przesuwa uwagę z samego Patriota na rosyjskie wyrzutnie i stanowiska startowe. Państwo, które czeka wyłącznie na nadlatującą rakietę, przyjmuje najgorsze warunki gry. Broni się na ostatnich kilometrach toru lotu, przy minimalnym czasie reakcji i przy ogromnym koszcie pojedynczego przechwycenia.

Dlatego potrzebne są zdolności ofensywne, rozpoznanie satelitarne i dronowe, szybkie przekazywanie danych, broń dalekiego zasięgu oraz zgoda polityczna na niszczenie narzędzi agresji. Ukraina rozwija uderzenia głębokie przeciw rosyjskiej infrastrukturze wojskowej i paliwowej. W tym kontekście warto czytać także nasze teksty o tym, jak Ukraina uderza w rosyjskie zaplecze, w tym rafinerie. To nie demonstracja dla kamer, ale próba przesunięcia kosztu wojny z ukraińskich miast na rosyjską machinę wojenną.

Polska lekcja z ukraińskiego nieba

Dla Polski wniosek jest prosty i niewygodny. Obrona powietrzna nie może być traktowana jako pojedynczy zakup, którym politycy chwalą się na konferencji. To system: radary, amunicja, produkcja, zapasy, rozpoznanie, dowodzenie, obrona cywilna i zdolność odwetu. Bez tego choćby najlepszy sprzęt zamienia się w drogi symbol.

Warszawa nie może oddawać tej sprawy w ręce rytuałów sojuszniczych. NATO jest konieczne, ale polskie bezpieczeństwo wymaga własnych mocy produkcyjnych i własnych decyzji. o ile amerykańskie magazyny mają ograniczenia, a amerykańskie zapasy Patriotów topnieją, Polska musi patrzeć dalej niż najbliższy komunikat z Waszyngtonu.

Stawka: życie, portfel i suwerenność

Rosyjska strategia jest brutalnie racjonalna: przeciążyć obronę, rozbić infrastrukturę, zmęczyć społeczeństwo, wymusić polityczne ustępstwa. Odpowiedź też musi być racjonalna. Więcej Patriotów dla Ukrainy ma sens, ale tylko jako część większej układanki, w której agresor traci możliwość bezkarnego startu rakiet.

Polska powinna pomagać Ukrainie przeciw Rosji, bo rosyjski imperializm jest realnym zagrożeniem dla naszego regionu. Równocześnie musi wyciągać z tej wojny lekcje dla siebie: produkować, magazynować, szkolić i budować odporność państwa. W polityce bezpieczeństwa nie ma miejsca na wiarę, iż ktoś zawsze zdąży dowieźć brakujące rakiety. Naród poważny najpierw liczy własne zdolności, a dopiero potem cudze obietnice.

Źródła: WP Wiadomości; The Guardian; Business Insider; wcześniejsze materiały Dziennika Narodowego.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału