UE wydała miliardy na kryzys energetyczny. Eksperci wskazują jeden poważny problem

1 godzina temu

Wojna na Bliskim Wschodzie wciąż powoduje konsekwencje dla zależnej od paliw kopalnych Europy. Opublikowany niedawno Raport Instytutu Jacquesa Delorsa pokazuje zarówno dobre, ale też i złe informacje na temat naszych działań na rzecz uniezależnienia się od paliw kopalnych. Owszem, UE odchodzi od paliw kopalnych. Raport pokazuje jednak, iż większość dotychczasowych działań to tak naprawdę leczenie objawów choroby, a nie przyczyn.

Wojna USA i Izraela z Iranem przyniosła poważne konsekwencje tysiące kilometrów od centrum konfliktu. Wzrost cen energii, przede wszystkim benzyny, załamanie importu, co doprowadziło do kryzysu w transporcie lotniczym – to pierwsze z brzegu przykłady. Permanentna, trwająca ponad trzy miesiące blokada cieśniny Ormuz pokazała słabość Europy.

Spadek importu gazu

Dokładnie 7 czerwca minęło 100 dni od wybuchu wojny z Iranem. Skutki konfliktu odbiły się echem na całym świecie i dotknęły wiele sektorów gospodarki. Jednocześnie w ciągu tych 100 dni energia wiatrowa i słoneczna po raz pierwszy w historii wygenerowały na świecie więcej energii elektrycznej niż gaz. W kwietniu tego roku OZE wygenerowały na całym świecie 22 proc. energii elektrycznej, podczas gdy udział gazu wyniósł 20 proc.

Prym wiedzie Europa, która wyraźnie zwróciła się ku czystej energii w obliczu szoku cenowego na rynku paliw kopalnych. Wzrost sprzedaży pomp ciepła i udziału pojazdów elektrycznych, a także rozwój energetyki słonecznej i magazynów energii pozwoliły obywatelom UE zaoszczędzić miliardy euro.

Źródło: IEEFA.

– Elektryfikacja będzie również globalną odpowiedzią, ponieważ energię elektryczną można produkować z różnych źródeł, a nie wyłącznie z węglowodorów. To będzie kolejny wielki trend, który będziemy obserwować, ponieważ bezpieczeństwo dostaw i przystępność cen energii mają fundamentalne znaczenie – uważa Patrick Pouyanné, dyr. generalny TotalEnergies.

Dane przedstawione przez IEEFA pokazują, iż całościowy import gazu LNG w okresie marzec-maj spadł o 1,2 proc. w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku. A LNG to najbardziej problematyczna sprawa, gdyż w ostatnich latach import tego gazu rósł. Także w tym roku, przed blokadą cieśniny Ormuz, był on największy od lat.

– UE zdała sobie sprawę, iż decyzja z 2022 roku o zwiększeniu importu LNG nie jest już możliwa do utrzymania. Ograniczenia podaży doprowadziły do spadku importu LNG, podkreślając pilną potrzebę dalszego ograniczania popytu na gaz, aby nie zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu Wspólnoty – stwierdziła główna analityczka energetyczna IEEFA Ana Maria Jaller-Makarewicz.

Ratunek ze Słońca

Dobrą informacją jest to – jak pokazuje analiza SolarPower Europe – UE zaoszczędziła 12,8 mld euro na imporcie gazu dzięki rozwojowi energetyki solarnej w tym roku.

– Energia słoneczna chroni Europejczyków przed jeszcze większymi skutkami najnowszego kryzysu paliw kopalnych. Istniejąca sieć instalacji fotowoltaicznych pozwoliła uniknąć dodatkowych kosztów importu gazu o wartości 12,8 mld euro do 2 czerwca. To średnio 136 mln euro dziennie – mówi Walburga Hemetsberger, dyr. generalna SolarPower Europe.

Teraz, kiedy mamy lato, energetyka słoneczna pozwoli na spore oszczędności. I to się już w tej chwili dzieje. Te 12,8 mld euro to oszczędności do 2 czerwca. Do 8 czerwca już kolejny miliard. Ten pozytywny licznik bije i daje nam szanse i czas na uwolnienie się od importu gazu.

  • Czytaj także: Wojna w Iranie obnaża słabość energetyczną Europy. Jest jeden wyjątek

Ponad 210 działań i 16 mld euro wydatków publicznych

Wojna zaskoczyła kraje UE, ale mimo to działania były szybkie. Instytut Jacquesa Delorsa pokazuje, iż prawie wszystkie państwa UE przyjęły już ponad 210 nadzwyczajnych środków, by zniwelować skutki kryzysu. Na cel przeznaczono 16 mld euro. Kwota ta stanowi dodatkowy koszt obok szacowanego wzrostu wydatków na import paliw kopalnych o 46 mld euro. Zatem łączny koszt wojny, jaką wywołały USA, Izrael i Iran, wynosi 62 mld euro.

Tu jednak dobre informacje się kończą.

Energy Crisis Tracker przygotowany przez Instytut Jacquesa Delorsa pokazuje, jakie działania podjęły poszczególne kraje UE na rzecz łagodzenia kryzysu energetycznego.

Owszem, 16 mld euro przeznaczonych na działania zapobiegawcze mogą robić wrażenie. Jednak analiza Instytutu Delorsa pokazuje, że tylko 7 państw członkowskich – Chorwacja, Estonia, Francja, Holandia, Portugalia, Hiszpania i Szwecja – przyjęło środki wyraźnie wspierające elektryfikację. Pozostałe państwa, w tym Polska, co ilustruje powyższy obrazek, podjęły jedynie krótkoterminowe działania. Obniżenie VAT, mrożenie cen itd. To główne działania na rzecz łagodzenia kryzysu, który nie wiadomo, kiedy się w ogóle skończy.

– Sto dni po rozpoczęciu konfliktu z Iranem UE mierzy się z rachunkiem energetycznym przekraczającym 60 mld euro. Mniej niż 5 proc. tej kwoty (2 mld euro) przeznaczono na działania związane z elektryfikacją – jedyną inwestycję strukturalną, która ogranicza obecną ekspozycję na ryzyko i buduje odporność energetyczną na przyszłość – zauważa Alice Moscovici, badaczka Instytutu Jacquesa Delorsa.

  • Czytaj także: Wielka elektryfikacja. Unia chce przyspieszenia wobec nowego kryzysu energetycznego

Polska wciąż jedzie na spalinach

Niestety, wspomniana wyżej Polska to kraj, który niestety ma duże zapóźnienia w rozwoju OZE i elektromobilności. To, jak pokazuje analiza Fundacji Instrat, niesie za sobą ogromne koszty.

Jak pokazuje Instrat, „rachunek” za kryzys wynosi co najmniej 10 miliardów złotych. Wzrost cen uderzył najbardziej w firmy transportowe i przewozowe, które korzystają z samochodów z silnikiem diesla.

Według analityków Polska praktycznie w ogóle nie inwestuje w bezpieczną energetycznie przyszłość.

– Musimy uniezależnić się od importu ropy i gazu oraz postawić na elektryfikację krajowego transportu. Im więcej aut elektrycznych napędzanych polską energią ze słońca i wiatru, tym pewniejsza będzie cena za przejechany kilometr i więcej pieniędzy zostanie w naszej gospodarce – mówi główny autor analizy, Michał Grabka. – Zachętą może być obniżona stawka VAT na ładowanie elektryków i społeczny leasing – tani najem dla mniej zamożnych – dodaje.

Bardzo dużo tracą ci, którzy jeżdżą dieslami, bo ten zdrożał najbardziej, tak iż choćby rządowy program CPN kilka zmienił, a budżet z tego powodu skurczył się już o 2 mld zł. Program CPN nie pomaga w odchodzeniu od paliw i przejściu na elektromobilność. Dlatego też Instrat rekomenduje, by z 6 mld zł wpływów z zapowiadanego podatku od zysków nadzwyczajnych sektora paliwowego przeznaczyć na działania zmniejszające zależność Polski od importowanych paliw kopalnych.

To m.in. rozwój społecznego leasingu europejskich pojazdów elektrycznych w miesięcznej cenie najmu do 450 zł. Francja realizuje podobny program, który umożliwia dostęp do elektromobilności także gospodarstwom domowym o niższych dochodach. Kolejnym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie jednolitego biletu lokalnego i regionalnego na transport publiczny po preferencyjnej stawce

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/JulieStar

Idź do oryginalnego materiału