UE rozszerza pomoc dla pracowników zagrożonych zwolnieniami

20 godzin temu

Instytucje UE zdecydowały o rozszerzeniu zakresu Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji dla Zwalnianych Pracowników (EFG). Dzięki nowym przepisom środki będą mogły być przeznaczone nie tylko na wsparcie pracowników zwalnianych z firm, które mają problemy finansowe, ale także pracowników zagrożonych utratą pracy z powodu restrukturyzacji firmy. Według europosła PiS Bogdana Rzońcy bez poważniejszych reform na rzecz konkurencyjności problemy firm w UE będą się pogłębiać, a ich skala przewyższy możliwości finansowe EFG.

– Europejski Fundusz Dostosowania do Globalizacji dla Zwalnianych Pracowników powstał wiele lat temu, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy globalizacji gospodarczej. On miał być kołem ratunkowym na wypadek nadzwyczajnych okoliczności, kiedy firmy upadały, plajtowały z obiektywnych powodów. Dzisiaj on funkcjonuje jako wsparcie dla wszystkich firm w Unii Europejskiej, które mają problemy na rynku – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Bogdan Rzońca, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

Fundusz EFG do tej pory wspierał pracowników i osoby samozatrudnione, które straciły pracę w wyniku restrukturyzacji firmy, pomagając im w powrocie na rynek pracy. Zmiany, które w maju br. zatwierdziła Rada Unii Europejskiej, rozszerzyły wsparcie na pracowników zagrożonych bezrobociem. Nowe zasady mają obowiązywać do końca 2027 roku, kiedy to wygaśnie obecny program EFG.

– Proces jest bardzo prosty. Firma, która ma kłopoty, restrukturyzuje się i zwalnia więcej niż 200 pracowników, musi zgłosić to swojemu rządowi i to on występuje o środki z funduszu globalizacji. Potem następuje ocena formalna tego wniosku. Po jej akceptacji, jeżeli wszystkie przesłanki formalne zostały spełnione, Parlament Europejski głosuje nad przyznaniem środków dla danej firmy. Te pieniądze są w większości przeznaczone na szkolenia pracowników, dokształcanie, wyposażenie ich w nowe kompetencje. Na ten cel trafia 90 proc. środków. Wszystko jest pod kontrolą Komisji Europejskiej, jak te pieniądze są później wykorzystane i rozliczane. Jednak kluczową kwestią jest to, żeby rząd danego kraju zgłosił do KE wniosek – podkreśla Bogdan Rzońca.

W rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady UE z 20 maja 2026 roku podkreślono, iż biorąc pod uwagę nierównomierne wykorzystanie wsparcia z EFG przez państwa członkowskie, Komisja powinna propagować jego wykorzystywanie poprzez szersze informowanie o dostępnych możliwościach finansowania. Ma to zwiększyć wykorzystanie funduszu w państwach, które dotąd rzadko występowały o wsparcie.

– W ciągu ostatnich sześciu lat, gdy jestem w Komisji Budżetowej, nie spotkałem się z ani jednym wnioskiem z Polski. Nie wiem, z czego to wynika. Być może firmy nie chcą zgłaszać swoich problemów do rządu, a być może dany rząd nie chciał pokazywać, iż w jego kraju są kłopoty z funkcjonowaniem firm. To wymaga specjalnej analizy. Nie znam powodów, dlaczego firmy z Rumunii, Bułgarii czy Polski nie sięgają do tego funduszu, głównie sięgają do niego firmy belgijskie, austriackie, niemieckie, chociażby amerykański oddział Goodyeara w Niemczech, także firmy z Holandii, czyli z bogatszych państw Unii Europejskiej – wskazuje europoseł PiS.

W latach 2021–2024 siedem państw członkowskich wnioskowało łącznie o blisko 60,19 mln euro z funduszy EFG. Francja wnioskowała o najwyższą kwotę (23,47 mln euro), następnie Belgia (18,3 mln euro) i Hiszpania (6,69 mln euro). Na kolejnych miejscach znalazły się Włochy (5,37 mln euro), Niemcy (2,98 mln euro) i Dania (1,88 mln euro). Jak poinformowała w lipcu Komisja Europejska, od 2007 roku EFG przeznaczył 737 mln euro na pomoc ponad 185 tys. pracowników w 20 krajach UE.

– Ostatnio sześć belgijskich firm wystąpiło do budżetu Unii Europejskiej o pomoc, bo albo się restrukturyzują, albo częściowo zwalniają, albo przenoszą swoją działalność na inne kontynenty. Austriacka firma motoryzacyjna napisała nie tak dawno, iż kończy swoją działalność w Austrii i przenosi się do Indii, bo tam jest tańsza energia – mówi Bogdan Rzońca.

W ubiegłym tygodniu KE zaproponowała 3,8 mln euro wsparcia z funduszu dla ponad 1,2 tys. byłych pracowników belgijskiej sieci hipermarketów Cora oraz 2,7 mln euro dla 670 pracowników zwolnionych z 20 hiszpańskich firm sektora motoryzacyjnego. W poprzednich miesiącach wnioski dotyczyły m.in. pracowników, którzy stracili pracę po bankructwie belgijskiego producenta szyb samochodowych Soliver i Liberty Steel Belgium, a także osobom zwolnionym przez firmę zajmującą się wyposażeniem wnętrz Casa czy przez austriackiego producenta motocykli KTM.

Zdaniem europosła sama zmiana zasad funkcjonowania EFG nie rozwiąże problemów europejskiego przemysłu, których źródłem są przede wszystkim pogarszająca się konkurencyjność unijnych przedsiębiorstw i rosnąca presja ze strony producentów spoza Unii Europejskiej.

– W tym momencie powstaje pytanie, czy Unia Europejska będzie tylko biernie obserwować upadłość firm unijnych i ekspansywność podmiotów chińskich, bo ofensywa inwestorów chińskich na rynek europejski jest powszechnie widoczna – podkreśla polityk. – Czy fundusz globalizacji powstał po to, żeby z budżetu Unii płacić tym firmom, które nie radzą sobie na rynku, bo Unia nie zadbała o równe warunki konkurencyjności względem na przykład przemysłu chińskiego i europejskiego? Czy UE stać na to, żeby zwiększyć fundusz dostosowania do globalizacji? Ale jeżeli zwiększymy EFG, bo tych upadłości jest coraz więcej, to podatnik się nas zapyta wprost, skąd będziemy brać te pieniądze.

Bogdan Rzońca powołuje się na raport Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) oraz Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), którego autorzy obliczyli, iż tylko w 2025 roku z europejskiego przemysłu do Chin bezpowrotnie „uciekło” 87 mld euro wartości dodanej. Najwięcej straciły najważniejsze sektory unijnego przemysłu: motoryzacja i elektromobilność (28,5 mld euro), maszyny i urządzenia (22,1 mld euro) oraz komponenty IT i elektronika (19,8 mld euro). Bezpośrednią i pośrednią stratę dla Polski analitycy oszacowali na 11,4 mld euro. Podkreślają, iż zagrożonych jest 45 tys. polskich miejsc pracy, zwłaszcza w sektorach produkcji baterii, części motoryzacyjnych, AGD oraz stali.

– Niedawno ktoś mądrze powiedział, iż najpierw w Unii Europejskiej powinna być tańsza energia, a dopiero później zielona. Na pewno te dwie rzeczy trzeba umiejętnie pogodzić. jeżeli tak się nie stanie, to będziemy mieć do czynienia z kolejnymi upadłościami firm w Unii Europejskiej, z ucieczką firm na inne kontynenty, najczęściej do Chin, Stanów Zjednoczonych, Indii, a także do Wielkiej Brytanii. Ten problem musi zostać zlikwidowany przez Komisję Europejską i Parlament Europejski. Musimy spowodować, żeby przedsiębiorcy w Unii mieli lepsze warunki do inwestowania i funkcjonowania – podkreśla Bogdan Rzońca.

Idź do oryginalnego materiału