Chleba od Donalda Tuska nikt nigdy nie dostał i z pewnością nie dostanie, nie dlatego, iż Donald Tusk nie jest piekarzem, ale z zupełnie innego powodu. Tusk jest politykiem, który zredukował rzymską doktrynę: „chleba i igrzysk”, do samych igrzysk i to jeszcze na bardzo niskim poziomie. Z drugiej strony do perfekcji opanował inną rzymską maksymę: „divie et impera” (dziel i rządź). Po zmiksowaniu okrojonej i pełnej maksymy powstał niestrawny koktajl tandetnego spektaklu politycznego i nieustannej prowokacji, a cała ta „artystyczna” działalność służy tylko i wyłącznie zagłuszaniu burczących brzuchów.
Donald Tusk wyreżyserował tysiąc takich spektakli i w tej liczbie nie ma żadnej przesady, tylko czysta matematyka. W sumie Tusk rządzi 10 lat, czyli około 3650 dni i przez ten czas niemal codziennie prowokował, gdyby choćby uznać, iż robił to co trzeci dzień i tak wynik przekroczy 1000. Oczywiście są to prowokacje w różnej skali, większość sprowadza się do krótkich wypowiedzi, inne przypominają zaplanowane jednoaktówki, ale przy najmniej raz w roku Polacy są zamęczani pełnometrażowymi gniotami. I taki właśnie gniot wczoraj Donald Tusk zapowiedział. Przed Kancelaria Prezesa Rady Ministrów ma stanąć pomnik Tadeusza Mazowieckiego pierwszego premiera „wolnej Polski”.
Młodzi Polacy być może nie zrozumieją na czym w tym przypadku polega prowokacja, ale Polacy pamiętający choćby schyłkowe czasy PRL-u, wiedzą doskonale, iż Donald Tusk kolejny raz wbija kij w mrowisko. Premiera najnowszego spektaklu została ogłoszona w rocznicę wyborów kontraktowych z 1989 roku, w których PZPR i partie satelickie miały zagwarantowane 65 proc. głosów w Sejmie, a także w rocznicę „Nocnej zmiany”, czyli politycznego spisku zakończonego obaleniem rządu Jana Olszewskiego w 1991 roku. W krótkim nagraniu Tusk zmieścił znacznie więcej prowokujących treści, zaprosił na „marsz patriotów”, który ma poprzedzić postawienie pomnika, chociaż całymi latami patriotyzm wyśmiewał i polskość nazywał za nienormalnością.
Tusk nawiązał też do słów wypowiedzianych przez aktorkę Joannę Szczepkowską w październiku 1989 roku, podczas wywiadu w Dzienniku Telewizyjnym: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Na końcu zaprosił wszystkich premierów, wymieniając ich tylko z imienia i wyraził prowokacyjną nadzieję, że: „Jarosław chyba nie od mówi? Jak myślicie?”.
Zbudujmy Premierowi pomnik! pic.twitter.com/r3NkrhHMOX
— Donald Tusk (@donaldtusk) June 4, 2026
Tadeusz Mazowiecki był posłem na Sejm w PRL-u, Czesław Kiszczak zasiadał w jego rządzie jako Minister Spraw Wewnętrznych. Nie kto inny tylko Mazowiecki opowiadał za politykę „grubej kreski”, co doprowadziło do tego, iż komunistyczni dygnitarze i tajni współpracownicy SB mogli robić wielkie biznesy i kariery. Nie można też zapominać o ministrze Balcerowiczu i jego „planie”, który doprowadził do bankructwa całych sektorów gospodarki, złodziejskiej wyprzedaży majątku narodowego i skrajnej biedy milionów Polaków.
Nie ma najmniejszych powodów, żeby stawiać pomnik Tadeuszowi Mazowieckiemu łącznie z tym, iż rzekomo był pierwszym premierem „wolnej Polski”. Po wyborach w 1989 roku nie było żadnej wolnej Polski, ale układ komunistów z częścią działaczy Solidarności i jak się później okazało wielu z nich było tajnymi współpracownikami SB. Równie dobrze można postawić pomnik Wojciechowi Jaruzelskiemu pierwszemu prezydentowi „wolnej Polski”. Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę z tych wszystkich i jeszcze wielu innych zakrętów historii, ale z pełną premedytacją robi to, co zawsze, bo nic innego nie potrafi.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

5 dni temu




