Donald Tusk twierdzi, iż Jarosław Kaczyński z dnia na dzień traci kontrolę nad Prawem i Sprawiedliwością. Premier powiedział w piątek w Sejmie, iż faktycznym liderem partii staje się Grzegorz Braun, szef Konfederacji Korony Polski. To ocena politycznego rywala, ale pada w chwili realnych napięć wewnątrz prawicy.
Diagnoza z sejmowej mównicy
Pytany przez dziennikarzy o ostatnie zawirowania w Prawie i Sprawiedliwości, Donald Tusk nie krył satysfakcji. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę, z dnia na dzień, nad PiS-em” – ocenił premier. Zaraz potem postawił mocniejszą tezę. Jego zdaniem to Grzegorz Braun, a nie prezes największej partii opozycyjnej, wyznacza dziś kierunek na prawej stronie sceny.
Tusk przekonywał, iż wielu polityków PiS ściga się z liderem Konfederacji Korony Polski. „Wyścig z Braunem o to, kto będzie bardziej antyukraiński, kto będzie bardziej przemocowy” – tak opisał ten mechanizm. Całość podsumował oceną, iż „pierwsze skrzypce zaczynają grać ludzie do siebie podobni i bardzo groźni”.
Kontekst sporu
Słowa premiera nie padły w próżni. Tłem są napięcia wokół stowarzyszenia „Rozwój Plus” założonego przez Mateusza Morawieckiego oraz głośne wypowiedzi Przemysława Czarnka na temat pomocy Ukrainie. Wewnątrz PiS trwa spór o to, jak twardo partia ma stawiać sprawę świadczeń dla uchodźców i relacji z Kijowem. Braun, który przez lata funkcjonował na obrzeżach parlamentarnej prawicy, stał się w tej rozgrywce punktem odniesienia.
Diagnoza Tuska jest wygodna dla obozu rządzącego. Pokazanie prawicy jako środowiska przejmowanego przez radykałów pozwala zepchnąć PiS do defensywy i zniechęcić wyborców centrum. Premier nie recenzuje własnej koalicji, ale opisuje kłopoty przeciwnika. To klasyczny zabieg, w którym cudzy spór staje się materiałem do budowania własnej przewagi.
Cisza po drugiej stronie
Ani PiS, ani Grzegorz Braun nie odnieśli się bezpośrednio do słów premiera w relacji z piątkowego wystąpienia. Milczenie w takich sytuacjach bywa czytane dwojako. Jako lekceważenie zarzutu albo jako brak dobrej odpowiedzi. Faktem pozostaje, iż sam Tusk uznał Brauna za realnego rozgrywającego na prawicy, co jeszcze rok temu z sejmowej mównicy brzmiałoby jak przesada. Czy to trafna diagnoza, czy próba poróżnienia konkurentów, rozstrzygną najbliższe tygodnie wewnątrz PiS.
Źródło: Bankier.pl









