Donald Tusk 4 listopada skomentował zwycięstwo Demokratów w wyborach połówkowych w USA i poradził Donaldowi Trumpowi, by nie nadużywał prezydenckiego weta. Demokraci przejęli obie izby Kongresu, co ograniczy swobodę Białego Domu. Dla Polski stawką jest ciągłość amerykańskiej polityki bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.
Tusk nie ukrywał zadowolenia
Premier Donald Tusk odniósł się do amerykańskich wyborów podczas środowej konferencji prasowej w Warszawie z premierem Czech Andrejem Babišem. Demokraci zdobyli kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem, odbierając Republikanom większość w obu izbach Kongresu. Wynik wyborów oznacza poważne polityczne ograniczenie dla administracji Donalda Trumpa, choć sam prezydent zachowuje urząd i szerokie kompetencje wykonawcze.
Tusk nie ukrywał satysfakcji. Mówił, iż demokracja zwyciężyła w Ameryce, a Demokraci wykonali dobrą pracę. Wyraził też nadzieję, iż nowy układ sił ustabilizuje sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. To właśnie w tym miejscu kończy się efektowny komentarz, a zaczyna twarda polityka. Zwycięstwo jednej partii w Kongresie nie daje Polsce automatycznej gwarancji bezpieczeństwa.
Rada dla Trumpa i polski podtekst
Premier poradził Trumpowi, by nie czynił z weta stałej metody rządzenia. Odwołał się przy tym do polskich doświadczeń. Ta uwaga ma czytelny krajowy podtekst, bo rząd Tuska pozostaje w sporze z prezydentem Karolem Nawrockim o zakres współpracy między głową państwa a większością parlamentarną. Dzień wcześniej sam premier deklarował po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, iż oba ośrodki władzy powinny współdziałać w sprawie stałej obecności wojsk USA w Polsce.
Amerykański mechanizm jest jednak jasny. Prezydent może zawetować ustawę, a Kongres może odrzucić weto większością dwóch trzecich głosów w każdej izbie, co opisuje oficjalny przewodnik Senatu USA. Zwykła większość Demokratów nie wystarczy więc do przeforsowania każdej ustawy wbrew Białemu Domowi. o ile Trump i nowy Kongres wybiorą trwałą konfrontację, Waszyngton czekają blokady ustaw, spory budżetowe i trudniejsze negocjacje.
Kongres ma pieniądze, prezydent prowadzi politykę
Demokraci otrzymali potężne narzędzie nacisku. Kongres uchwala wydatki federalne i kontroluje publiczne pieniądze. Może więc wpływać na finansowanie obronności, pomocy zagranicznej oraz amerykańskiej obecności wojskowej poza granicami kraju. Trump zachowuje jednak kierownictwo nad władzą wykonawczą i pozostaje głównym rozgrywającym w bieżącej polityce zagranicznej.
Dla Warszawy wniosek powinien być prosty. Polska nie może opierać bezpieczeństwa na sympatii do jednej amerykańskiej partii ani na osobistych relacjach poszczególnych polityków. Potrzebujemy trwałego poparcia w Białym Domu, Senacie i Izbie Reprezentantów. Rozmowy o stałej bazie wojskowej USA w Polsce muszą przetrwać każdą zmianę większości w Waszyngtonie.
Polska potrzebuje własnej strategii
Tusk liczy, iż wyborczy werdykt ustabilizuje sytuację w naszym regionie. To życzenie zrozumiałe, ale sama zmiana układu sił w Kongresie niczego Polsce nie załatwia. Demokraci i Republikanie mają odmienne priorytety, a presja na ograniczanie kosztów zagranicznych zobowiązań pojawia się po obu stronach amerykańskiego sporu.
Warszawa musi rozmawiać z całą amerykańską klasą polityczną, jednocześnie wzmacniając własną armię, przemysł zbrojeniowy i odporność państwa. Relacje rządu Tuska z administracją Trumpa nie mogą być prowadzone przez uszczypliwości ani partyjne kalkulacje. W grę wchodzi bezpieczeństwo Polaków. Sojusz z USA ma służyć polskiemu interesowi narodowemu bez względu na to, kto akurat kontroluje Kongres.
Źródło: PAP, Wirtualna Polska, Associated Press, Senat USA, Izba Reprezentantów USA
Źródło: WP Wiadomości













