24 maja 2026 roku w Krakowie odbyło się referendum, w którym Krakowianie pozbawili urzędu prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Wynik referendum nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości, za odwołaniem głosowało: 171 581 Krakowian, przeciw odwołaniu: 3 631. O ostatecznym odwołaniu prezydenta zdecydowała jednak frekwencja: 29,99% przy wymaganym progu 26,98%. Strategia przyjęta przez Aleksandra Miszalskiego doprowadziła go do potrójnej porażki, co dodatkowo pogłębiło obraz klęski politycznej.
Po pierwsze nie udał się bojkot referendum, wprawdzie zabrakło niewiele, bo niecałe 3%, aby referendum było nieważne, niemniej jednak operacja się nie powiodła. Po drugie nieudany bojkot referendum doprowadził do spektakularnej porażki w wynikach głosowania, co jest oczywistą konsekwencją, ale taki scenariusz Aleksander Miszalski również powinien brać pod uwagę. Po trzecie Aleksander Miszalski stracił stanowisko szefa regionalnych struktur Koalicji Obywatelskiej i w ogóle został rozwiązany cały zarząd. Wszystkie te wydarzenia wywołały spore straty wizerunkowe Koalicji Obywatelskiej, nie tylko na szczeblu lokalnym. Z porażki w Krakowie ostro musiał się tłumaczyć Donald Tusk i na tym nie koniec bólu głowy. KO musiała się jakoś podnieść i wystawić nowego kandydata na prezydenta Krakowa, który zatarłby fatalne wrażenie.
Decyzja zapadła w miarę szybko, bo już dwa tygodnie po referendum, nim jednak do tego doszło odbył się rytualny spektakl i nawoływanie do wystawienia wspólnego kandydata koalicji 13 grudnia. Pierwsza odpowiedzi udzieliła Lewica, a ponieważ była to odpowiedź negatywna, to pomysł przepadł błyskawicznie. Identyczne stanowisko zajęła Polska 2050 i tylko PSL przystał na ofertę KO, ale też nie miał innego wyjścia. PSL we wszystkich notowaniach jest pod progiem wyborczym, ponadto kandydaci „ludowców” w wyborach prezydenckich zawsze osiągali fatalne wyniki, więc wystawienie własnego kandydata mogłoby tylko utwierdzić wyborców, iż jest fatalnie z poparciem dla PSL. Porozumienie KO i PSL to także wstęp do budowania wspólnej listy, czy raczej wciągnięcia na listy KO polityków PSL, ale czy to preludium było udane?
Wczoraj na konferencji prasowej, przed gmachem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbyła się wspólna konferencja Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza, na której została przedstawiona wspólna kandydatka na prezydenta Krakowa Monika Piątkowska. Przebieg i tło konferencji zostało bezlitośnie skomentowane, choćby przez wielu zwolenników obecnej władzy. Najwięcej zdziwienia wywołało miejsce, w którym zaprezentowano kandydatkę, a nie był to ani krakowski Rynek, ani widok na Wawel, tylko średnio lubiana w Krakowie Warszawa. Przemówienia partyjnych liderów również wypadły blado, najłagodniej mówiąc, podobnie jak szarpanie rękoma pani Moniki Piątkowskiej, co miało symbolizować przyszłe zwycięstwo. Miał być mocny start, połączony z efektem koalicyjnego porozumienia, ale bardziej to przypominało falstart.
W finale kampanii prezydenckiej w 2015 roku, gdy jedne sondaże pokazywały niewielką przewagę Rafała Trzaskowskiego, a inne Karola Nawrockiego, Donald Tusk postanowił wejść do akcji i rozstrzygnąć ten zacięty pojedynek. Był to jeden z większych błędów politycznych Donalda Tuska, który doprowadził do porażki Rafała Trzaskowskiego. Chcąc uderzyć w Karola Nawrockiego, Tusk w rozmowie z Bogdanem Romanowskim powołał się na Jacka Murańskiego „osobę znaną”, znaną głównie z patologicznych zachowań. Wywiad wywołał gigantyczną burzę i całą falę krytycznych komentarzy, do dziś Donaldowi Tuskowi jest to wypominane jak przyczyna porażki wyborczej. Wiele wskazuje, iż ten manewr może zostać powtórzony, ale w błyskawicznej wersji. Donald Tusk położył kampanię Rafała Trzaskowskiego na mecie, a kampanię Moniki Piątkowskiej na starcie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

17 godzin temu










