Tusk oskarża prawicę o zdradę. „Sprzedadzą Polskę w 5 minut”

dzienniknarodowy.pl 3 godzin temu
Zdjęcie: Tusk oskarża prawicę o zdradę. „Sprzedadzą Polskę w 5 minut”


Donald Tusk 28 sierpnia 2026 roku na Campusie Polska w Olsztynie oskarżył środowisko Grzegorza Brauna, część Konfederacji i część PiS o gotowość do „sprzedania Polski w 5 minut”. Premier użył wobec legalnej opozycji zarzutu zdrady. To obniża standard debaty i próbuje wykluczyć miliony wyborców z politycznej wspólnoty.

Najcięższy zarzut ze sceny Campusu

Premier wystąpił w piątek na piątej edycji Campusu Polska Przyszłości. W trakcie odpowiedzi na pytania z sali wskazał partię Grzegorza Brauna, część środowiska Krzysztofa Bosaka oraz część Prawa i Sprawiedliwości. Uznał je za opcję prorosyjską i antyukraińską w warunkach trwającej wojny. Następnie padły słowa, iż są to ludzie, którzy „Polskę sprzedadzą w 5 minut”.

Tusk dopuścił przy tym kilka motywów takiego działania: głupotę, zdradę, pieniądze albo ideologię. To nie była krytyka konkretnego głosowania, projektu ustawy czy udokumentowanej decyzji. Szef rządu przypisał ciężkie intencje całym częściom opozycji. W państwie demokratycznym taki zarzut wymaga dowodów, nie aplauzu zaprzyjaźnionej publiczności.

Według relacji NCZAS.INFO premier mówił również, iż wskazane środowiska stanowią zagrożenie dla fundamentów państwa. Sam spór o stosunek do Rosji i wojny na Ukrainie jest potrzebny. Polska musi konsekwentnie odpierać rosyjską presję, a każda formacja powinna jasno przedstawiać swoją politykę bezpieczeństwa. Nie daje to jednak władzy prawa do zastępowania argumentu oskarżeniem o sprzedanie ojczyzny.

Opozycja rośnie, więc władza zaostrza język

Wypowiedź padła w chwili, gdy prawica pozostaje realną konkurencją dla obozu Donalda Tuska. Niedawny sondaż CBOS pokazywał mocną pozycję Konfederacji i PiS, a inne badania wskazywały wzrost Konfederacji Korony Polskiej. Premier doskonale rozumie, iż walka toczy się o wyborców rozczarowanych obecnym rządem i wcześniejszymi rządami PiS.

Zamiast odpowiedzieć na ich pytania o ceny, bezpieczeństwo granic, tempo zbrojeń czy podmiotowość Polski w Unii Europejskiej, Tusk zastosował moralne wykluczenie. Wyborca prawicy ma usłyszeć, iż nie wybiera konkurencyjnego programu, ale rzekomych sprzedawców państwa. Taki zabieg mobilizuje własny elektorat, ale niszczy przestrzeń do rzeczowej rozmowy o interesie narodowym.

Różnice wewnątrz prawicy są faktem. Konfederacja przedstawia własne projekty gospodarcze, PiS broni bilansu swoich rządów, a ugrupowanie Grzegorza Brauna prowadzi odrębną politykę. Wrzucanie części tych środowisk do jednego worka z zarzutem zdrady służy propagandzie, nie opisowi rzeczywistości.

Premier powinien przedstawić dowody

Jeżeli szef rządu posiada informacje o działaniu konkretnych polityków na rzecz obcego państwa, powinien przekazać je adekwatnym służbom i prokuraturze. o ile ich nie posiada, jego obowiązkiem jest ważyć słowa. Zarzut zdrady należy do najpoważniejszych, jakie można postawić osobie uczestniczącej w życiu publicznym.

Tusk sam od lat buduje pozycję na przedstawianiu się jako obrońca demokracji. Tym bardziej powinien uznawać prawo opozycji do ostrego sporu, krytyki Unii Europejskiej i żądania polityki prowadzonej według polskiego interesu. Jego wcześniejsze wystąpienia również pokazywały skłonność do konfrontacyjnego tonu.

Stawka dla Polaków jest konkretna. Władza, która przykleja przeciwnikom etykietę zdrajców bez przedstawienia dowodów, może próbować uchylić się od odpowiedzi za własne decyzje. Polska potrzebuje twardej debaty o bezpieczeństwie i suwerenności. Potrzebuje też granicy, której premierowi przekraczać nie wolno.

Źródło: NCZAS.INFO, program Campusu Polska Przyszłości, Radio Olsztyn.

Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)

Idź do oryginalnego materiału