ETS 2 – system opłat za emisje z samochodów i ogrzewania – nie miał być głównym tematem ostatniego szczytu Unii Europejskiej. Jednak w czwartek w Brukseli kilka państw – w tym Polska – doprowadziło do wielogodzinnej dyskusji o jego zmianach, informują media. Eksperci zwracają uwagę na sprzeczności w stanowisku Warszawy i rekomendują, aby rząd dobrze wybrał priorytety, bo “nie uda się wynegocjować wszystkiego”.
Dyskusje z ostro zarysowanymi liniami podziału przeciągnęły się do późnych godzin w czwartek, podczas pierwszego dnia posiedzenia Rady Europejskiej. Szczyt, w którym biorą udział przywódcy 27 państw UE, w tym Donald Tusk, miał zająć się szeregiem ważnych tematów – w tym nowym budżetem Unii.
Spodziewane były rozmowy o istniejącym systemie handlu emisjami – ETS – którego reforma jest w tej chwili dyskutowana w Brukseli. Jednak Polska razem z Włochami i krajami Grupy Wyszehradzkiej poruszyła też temat ETS 2, czyli nowej odsłony systemu. Ma ona obejmować nie elektrownie czy huty, jak obecny ETS, ale indywidualne ogrzewanie i transport. Jak podaje Euronews, w sumie sześć państw domaga się przesunięcia wejścia w życie ETS 2 na rok 2030 – z planowanego w tej chwili 2028 (ta data już jest efektem opóźnienia systemu o rok).
- Czytaj także: Polska może dostać 120 mld zł z ETS2. Eksperci apelują do rządu
Dyskusja o ETS 2
Jak zauważa Michał Wojtyło, starszy analityk ds. polityk publicznych w organizacji pozarządowej Instytut Reform, Polska jest w mniejszości krajów, które wciąż nie mają ustaw wdrażających system ETS 2. – Około 20 państw UE już przełożyło na krajowe przepisy unijną legislację dotyczącą ETS 2. System ma wejść w pełni w życie w 2028 r. Polska wciąż tego nie zrobiła. W tej sytuacji jest też Francja, gdzie w kwietniu zaplanowane są wybory – powiedział.
Polska ma kilka głównych celów w sprawie ETS i ETS 2. W przypadku drugiego systemu chodzi o wspomniane opóźnienie wejścia w życie przepisów. To się nie udało, ale – jak informowało RMF FM – Polska wraz z kilkoma innymi krajami “wywalczyły” zapisy w tak zwanych konkluzjach szczytu, które “otwierają drogę do ewentualnego odroczenia”.
Podczas wypowiedzi dla mediów po szczycie premier Donald Tusk mówił, iż „wszystkie jego działania prowadzą do tego, żeby przesunąć i zrewidować, żeby ETS i ETS 2 nie były dla nas dotkliwe”. – Mamy te zapisy, o które na tym etapie mi chodziło. ETS 2 będzie zrewidowany, co do skutków społecznych i gospodarczych zarówno wobec ludzi, rodzin, mieszkań, jak i przedsiębiorstw. Będziemy oceniać sensowność tych działań pod kątem cen energii i dokuczliwości ETS – zadeklarował Tusk. Dodał też, iż „to jest dla niego pierwszy krok” i „na końcu będzie bardzo twardo choćby blokował, jeżeli nie dostaniemy rozwiązań w pełni nas satysfakcjonujących”. Zadeklarował też, iż „nie pozwoli, żeby w jakimkolwiek stopniu Polska płaciła za ETS 2”.
- Czytaj także: Pierwsza taka debata w Sejmie. Polityków przyszło niewielu
„Zapis nie mówi o opóźnieniu, ale o aktualizacji”
– ETS2 ostatecznie znalazł się w konkluzjach Rady Europejskiej, ale w bardzo ogólnej i ograniczonej formie. Zapis nie mówi o opóźnieniu systemu, ale o aktualizacji oceny skutków, ze szczególnym uwzględnieniem jego konstrukcji i mechanizmów zabezpieczających – komentuje Michał Wojtyło.
O ile w przypadku istniejącego systemu ETS większość państw Unii zgadza się co do potrzeby reform, to już w sprawie dalszego odsuwania ETS 2 jest to głównie postulat Polski i kilku państw regionu. Silny opór polskich władz (a także krytyka systemu ze strony opozycji) wynika w dużej mierze ze specyfiki polskiego ogrzewnictwa. Opłata ETS 2 będzie największa dla osób ogrzewających się węglem (bo to najbardziej emisyjny opał), a prawie nigdzie poza Polską węgiel nie jest już wykorzystywany w zauważalnej skali do ogrzewania domów.
– Widać opór większości państw członkowskich wobec odroczenia wejścia w życie przepisów o ETS 2, z najbardziej stanowczym sprzeciwem Niemiec, Skandynawii i Holandii – mówi Wojtyło. – Jednocześnie udało się dość niespodziewanie odbyć długą dyskusję na jego temat na tym szczycie. W tym kontekście polski rząd powinien skupić swoje zasoby negocjacyjne na tym, co jest realistyczne: na wzmacnianiu mechanizmów zapobiegania wysokim cenom, zwiększaniu przewidywalności systemu oraz zabieganiu o większe środki w ramach Społecznego Funduszu Klimatycznego i wydłużeniu okresu ich napływu do Polski. Już teraz z tego instrumentu może popłynąć do naszego kraju prawie 50 mld zł – wskazuje.
Środki ze Społecznego Funduszu Klimatycznego
Społeczny Fundusz Klimatyczny to mechanizm, który ma wejść w życie wraz z systemem ETS 2. Część środków zebranych z opłat za emisje będzie trafiać do tego funduszu, a z nich kraje członkowskie mogą prowadzić programy wsparcia obywateli – na przykład dopłacać do wymiany pieca na węgiel na pompę ciepła, termomodernizacji domu, pomocy w zakupie auta elektrycznego albo poprawy działania komunikacji zbiorowej. Polska argumentuje, iż potrzebuje więcej czasu m.in. na to, żeby wymienić wciąż istniejące w domach ponad 2-3 miliony kotłów na węgiel.
Skoro dla odroczenia ETS 2 nie ma w UE większości, a jego wejście w życie może być kosztowne dla niektórych gospodarstw domowych – co realnie ma szanse zrobić rząd? Michał Wojtyło uważa, iż jednym z rozwiązań łagodzących skutki ETS 2 mogłoby być “tymczasowe, celowane obniżenie obciążeń dla węgla w gospodarstwach domowych, nie bardziej niż dla poziomu gazu”. Oznaczałoby to wprowadzenie specjalnego mechanizmu, w którym węgiel spalany w domach byłby obciążony mniejszą opłatą, niż wynika to z jego rzeczywistych emisji.
– To postulat stricte pod polską specyfikę, który ma szansę w negocjacjach. Taka korekta odpowiada za zaledwie około 2 proc. emisji w całym systemie unijnym, więc jej wpływ na realizację celów klimatycznych UE byłby marginalny, a dla polskich odbiorców miałaby ona najważniejsze znaczenie. Konkluzje Rady wydają się wskazywać, iż jest przestrzeń właśnie na propozycje tego typu – ocenia analityk.
Sprzeczność w stanowisku Warszawy
W reformie istniejącego systemu ETS – gdzie za emisje płacą duzi emitenci, jak elektrownie czy huty – Polsce zależy przede wszystkim na większych ulgach dla przemysłu. Jak podaje RMF FM, Rada Europejska zgodziła się, iż “celem trwającej w tej chwili rewizji ETS ma być podniesienie konkurencyjności przemysłu i skuteczne zapobieganie ucieczce emisji”. Kładzie zatem większy nacisk na przemysł niż tylko politykę klimatyczną.
Poza tym rząd Donalda Tuska sprzeciwia się pomysłowi, żeby większa część opłat z emisji trafiała do wspólnej kasy UE w nowym budżecie na lata 2028-2034.
Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible, zwraca uwagę na sprzeczność w pozycji Warszawy. – Polski rząd teraz zabiega o dwie rzeczy jednocześnie. Z jednej strony zależy mu na jak najwyższych wpływach z budżetu unijnego. A jednocześnie – razem z Włochami, Grecją i kilkoma innymi krajami – zabiega o zmiany, które mają wpłynąć na spadek cen uprawnień w systemie ETS i sprzeciwia się temu, aby część dochodów z systemu wpływała do unijnego budżetu. To sprzeczne postulaty – jednocześnie chcemy i więcej wpływów do budżetu, i zmniejszenia jednego ze źródeł tych wpływów – komentuje.
Chociaż w kontekście opłat za emisje politycy mówią o kosztach, to – zauważa Gogolewski – Polska ma dość wysokie wpływy budżetowe z ETS. – W ostatnim roku wynoszą 17 miliardów złotych. To więcej niż na przykład wydatki na głośny ostatnio program CPN, czyli ograniczenia cen paliw – porównuje.
Szum medialny vs. fakty
– Warto oddzielić szum medialny i komunikaty kierowane na użytek wewnętrzny od tego, co jest rzeczywiście negocjowalne. Rząd jest w jakimś stopniu zakładnikiem krajowej dyskusji o ETS i polityce klimatycznej jako takiej, chce móc ogłosić w tym zakresie sukces. Ale próbując osiągnąć go na zbyt wielu frontach, ostatecznie i tak będzie celem krytyki, bo nie uda się wynegocjować wszystkiego – komentuje dyrektor Fundacji Mission Possible.
Ekspert zwraca też uwagę, iż Polska jest w sytuacji rosnącego zadłużenia i pozostaje objęta procedurą nadmiernego deficytu przez Unię Europejską. W tym kontekście – podkreśla – priorytetem powinno być zachowanie jak najwyższego poziomu stabilnego dopływu środków z budżetu Unii Europejskiej.
Także Michał Wojtyło zwraca uwagę na wpływy budżetowe, w tym te bezpośrednio pochodzące ze sprzedaży emisji.
– W sprawie ETS 1 Polsce z jednej strony zależy na zwiększeniu środków na inwestycje, z drugiej – na złagodzeniu tempa redukcji emisji. Naszym zdaniem ten kontekst inwestycyjny jest szczególnie istotny – mówi. – Jak pisaliśmy w niedawnym raporcie, w ramach rewizji tego systemu, przy przyjęciu propozycji Komisji Europejskiej, do Polski różnymi kanałami mogłoby trafić ponad 550 miliardów złotych do 2040 roku. Te środki mogą przyspieszyć transformację – a im szybciej będziemy się transformować, tym mniejsze koszty będziemy ponosili, polepszając nasz bilans w systemie – ocenia Wojtyło.
- Czytaj także: „Lepiej mieć złą informację niż żadną”. Turów żyje w niepewności
–
Zdjęcie tytułowe: KPRM

1 godzina temu
















