
Czy cała awantura wokół Macieja Berka dowodzi, iż rządzący są gotowi poświęcić zasady ustrojowe oraz prawa obywatelskie w imię partyjnych celów?
Newsletter
Dołącz do grona zawsze poinformowanych! Zapisz się na newsletter i otrzymuj cotygodniowe podsumowania naszej działalności oraz informacje o nadchodzących wydarzeniach.
Dołącz do grona zawsze poinformowanych! Zapisz się na newsletter i otrzymuj cotygodniowe podsumowania naszej działalności oraz informacje o nadchodzących wydarzeniach.
Dziękujemy za zapis do naszego newslettera!
Wybór Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm wywołał konsternację choćby wśród liberalnych autorytetów prawniczych, takich jak prof. Marcin Matczak (filozof prawa z Uniwersytetu Warszawskiego, znany ze swojej krytyki Prawa i Sprawiedliwości) czy prof. Ewa Łętowska (pierwsza Rzecznik Praw Obywatelskich, sędzia TK w stanie spoczynku). Zwracano uwagę na fakt, iż Berek zbyt łatwo i gwałtownie przechodzi z polityki do sądu konstytucyjnego.
Kwalifikacje Macieja Berka do TK. Co mówi ustawa?
O ile jednak tu mamy do czynienia wyłącznie z „kwestią smaku” (premier Donald Tusk zapewnia wszak, iż Berek byłby sędzią absolutnie niezależnym i niepowiązanym politycznie, choć w tym samym czasie opowiada też o „swoich sędziach” w Trybunale), o tyle znacznie większe problemy generują przepisy regulujące funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego. Ustawodawca wskazał bowiem, iż sędziami TK mogą zostać prawnicy spełniający wymagania niezbędne do pełnienia urzędu sędziego Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Jeśli jednak przeanalizować tę sytuację dokładniej, to okaże się, iż możemy mieć do czynienia z wyjątkowo cynicznym posunięciem rządzących. By ustalić, o co naprawdę chodzi, musimy jednak wziąć pod lupę sytuację z ostatnich lat.
Buduj z nami Nowy Ład!
Twoje wsparcie to inwestycja w rozwój Polski. Pomóż nam budować niezależny portal opinii broniący polskiej suwerenności i wartości narodowych.
Biorąc orzecznictwo na poważnie
Słynny filozof prawa Ronald Dworkin napisał niegdyś „kultową” wśród liberalnych prawników książkę zatytułowaną Biorąc prawa poważnie. My na poważnie weźmy orzeczenia, które formacje aktualnie rządzące przez lata przywoływały w walce o „praworządność”.
Ze wspomnianego już orzeczenia K 34/15 wynikało, iż w 2015 roku, kiedy to Sejm zdominowany przez koalicję Platformy Obywatelskiej i PSL wybrał pięciu sędziów Trybunału, w tym dwóch „nadmiarowych”, trzech z nich zostało wybranych w sposób prawidłowy, dwóch zaś należało wybrać niejako „ponownie”. Jak wiadomo, Sejm wybrał jednak nie dwóch, ale pięciu sędziów, odwołując wybór trzech sędziów wskazanych prawidłowo – stąd właśnie mowa o trzech „dublerach”.
Warto jednak sięgnąć także do innego, niezwykle ważnego dla strony liberalnej, orzeczenia, jakim jest wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Xero Flor przeciwko Polsce. Xero Flor chciała, żeby tę kwestię zbadał Trybunał Konstytucyjny. Sądy nie podzieliły jednak w pełni stanowiska spółki. W lipcu 2017 r. TK umorzył postępowanie, czyli nie rozstrzygnął merytorycznie, czy zaskarżone przepisy są zgodne z Konstytucją. Co jednak istotne w składzie zasiadał między innymi Mariusz Muszyński, uznawany za „dublera”. Sprawa trafiła więc do ETPCz, a ten uznał, iż Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka, czyli prawo do rzetelnego procesu i do „sądu ustanowionego ustawą”.
Warto skądinąd zauważyć, iż zakwestionowano jedynie naruszanie Konwencji w sytuacji, w której orzekają „dublerzy”. choćby jeżeli dotyczyło to konkretnego postępowania i konkretnego składu TK. Jednak na tej podstawie środowiska liberalne, polityczne i prawnicze promowały tezę o nieistnieniu sądu konstytucyjnego w Polsce.
Z kolei Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, iż poważne nieprawidłowości przy powołaniu trzech osób oraz prezesa TK podważają status TK jako niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą na gruncie prawa UE, jednak, nie wdając się teraz znów w prawnicze rozważania, miało to miejsce wiele miesięcy po tym, jak Donald Tusk zaprzestał publikacji orzeczeń Trybunału.
Jest to szczególnie uderzające, gdy uświadomimy sobie, iż Trybunał Konstytucyjny orzeka między innymi w sprawie skarg konstytucyjnych. Każdy, czyje konstytucyjne wolności lub prawa zostały naruszone, ma prawo, na zasadach określonych w ustawie, wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności z Konstytucją ustawy lub innego aktu normatywnego, na podstawie którego sąd lub organ administracji publicznej orzekł ostatecznie o jego wolnościach lub prawach albo o jego obowiązkach określonych w Konstytucji.
Owa „obywatelska” koalicja przywiązana do praworządności w cyniczny sposób wykorzystuje narrację wokół Trybunału Konstytucyjnego, jednak w rzeczywistości odebrała nam wszystkim jedno z bardzo istotnych praw. Największe upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego przez Nowogrodzką nie miałoby równie antyobywatelskiego, antykonstytucyjnego i antydemokratycznego charakteru co „wygaszenie” prawa do skargi konstytucyjnej poprzez odmowę publikacji orzeczeń.
Czy Maciej Berek może zostać uznany za „dublera”?
Oczywiście, faktem jest, iż sytuacje te nie są identyczne. W 2015 roku Sejm wybrał już trzech sędziów i choć Andrzej Duda nie odebrał od nich ślubowania, to sędziami już się stali, a mimo to Sejm na ich miejsca powołał nowych sędziów, którzy spełniali wymogi stawiane sędziom Trybunału przez ustawodawcę w zakresie kompetencji i doświadczenia zawodowego, tymczasem dziś mamy do czynienia z sytuacją niejako odwrotną, gdyż miejsce po sędzi Justynie Piskorskim faktycznie się zwolniło, ale Maciej Berek nie ma kwalifikacji do tego, by sędzią Trybunału Konstytucyjnego zostać. Nie chcę oceniać, która z tych sytuacji jest bardziej kontrowersyjna, natomiast nie ulega dla mnie najmniejszych wątpliwości, iż mamy tutaj do czynienia z przypadkiem co najmniej równie kontrowersyjnym i iż Maciej Berek na sędziego Trybunału nie powinien był przez Sejm zostać wybranym. jeżeli przyjmiemy, iż brak spełnienia omawianych kryteriów nie stanowi dostatecznej przeszkody, by mówić o tym, iż nie ma on prawa do tego, by być sędzią Trybunału – to czemu następnym razem, wbrew ustawie, Sejm nie miałby powołać na sędziego Trybunału Konstytucyjnego osoby nieposiadającej obywatelstwa polskiego? Albo osoby, która choćby nie jest prawnikiem?
Jest to skądinąd niezwykle tragiczna sytuacja – ewentualne odebranie przysięgi przez Prezydenta Nawrockiego od byłego ministra Berka będzie bowiem oznaczało właśnie przywrócenie tego kontrowersyjnego stanu prawnego w Trybunale. Kilka lat temu Mikołaj Małecki oraz Maciej Pach zaproponowali w debacie naukowej kontrowersyjną koncepcję „stanu wyższej konieczności konstytucyjnej”, która próbuje przenieść mechanizm znany z Kodeksu karnego na grunt prawa konstytucyjnego. Był to koncept wielce kontrowersyjny – jednak z pewnością w Kancelarii Prezydenta powinien on zostać szczegółowo przestudiowany, by uchronić Trybunał przed ponownym zdewastowaniem na kolejne lata.
Można też wyobrazić sobie jeszcze inną sytuację, podobną do tej z 2015 roku, tj. przyjęcie przez Sejm uchwały o nieważności wyboru Berka… i choć wspominanych już trzech sędziów, inaczej niż eksministra, wybrano wówczas prawidłowo, to prawdopodobnie środowiska liberalne ogłoszą, iż Prawo i Sprawiedliwość, tym razem z koalicjantami, dokonują podobnej „zbrodni na praworządności” co ponad dekadę temu, a wówczas czekają nas kolejne orzeczenia w stylu Xero Flor.
Pakt senacki Karola Nawrockiego. Nowy model prezydentury?
Krytyczny 2028 rok. Czeka nas polityczne trzęsienie ziemi – dlaczego?
Polityczny scenariusz wokół TK. Fakty, interpretacje i hipotezy
Być może więc właśnie taki jest cel Donalda Tuska. Stworzenie sytuacji, w której Trybunał Konstytucyjny stanie się instytucją kwestionowaną, i to dokładnie przy użyciu tych samych narracji co w ostatnich latach, ale tym razem nie przez opcję liberalno-lewicową, ale narodowo-konserwatywną. Przeanalizujmy, tym razem stricte politycznie, opisywane okoliczności
i spróbujmy ocenić, o co może w tym wszystkim faktycznie chodzić.
Nie można więc wykluczyć, iż mamy do czynienia z cyniczną grą – Donald Tusk zakłada ewentualność, iż być może w przyszłym roku będzie musiał oddać władzę. Co w takiej sytuacji może zrobić sprawny polityk? W realiach liberalno-demokratycznych i partyjniactwa, w których interes własnego środowiska politycznego stawia się ponad dobro wspólne, może on rozpocząć proces generowania przyszłych kłopotów politycznych swoim następcom. A wiadomo, iż silne związki Donalda Tuska i obozu liberalnego z instytucjami unijnymi gwarantują, iż te ani przez sekundę nie będą zastanawiać się nad tym, czy Maciej Berek miał w ogóle prawo zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego. A jeżeli w Europejskim Trybunale Praw Człowieka pojawi się sprawa podobna do Xero Flor, to kto wie, czy sąd ten nie zmieni nagle linii orzeczniczej… Sam Berek-prawnik od dawna marzy o tym, by zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego, ale jest też Berek-polityk, lojalny współpracownik Donalda Tuska, i można wyobrazić sobie, iż zgodził się on na realizację takiego scenariusza.
Oczywiście są to jedynie przypuszczenia – być może mylę się i lider Koalicji Obywatelskiej przestał już być na tyle sprytnym graczem, planującym wiele ruchów do przodu, i naiwnie wierzy w to, iż przejmie kontrolę nad Trybunałem oraz, co szczególnie istotne, wygra przyszłoroczne wybory. choćby jednak jeżeli tak jest – to zarysowany przeze mnie scenariusz i tak ma szansę się ziścić, gdyż status Berka, w razie wygrania wyborów przez prawicę, będzie kwestionowany, a to doprowadzi do kolejnej awantury.
Ten tekst przeczytałeś za darmo dzięki hojności naszych darczyńców
Nowy Ład utrzymuje się dzięki oddolnemu wsparciu obywatelskim. Naszą misją jest rozwijanie ośrodka intelektualnego niezależnego od partii politycznych, wielkich koncernów i zagraniczych ośrodków wpływu. Dołącz do grona naszych darczyńców, walczmy razem o podmiotowy naród oraz suwerenną i nowoczesną Polskę.

6 dni temu








