Fałszywość i lenistwo to cechy charakteru na stałe przypisane do Donalda Tuska i bardzo słusznie, ale nie słusznie zapomina się o jeszcze jednej, bardzo wyrazistej cesze, jaką jest mściwość. Ponad dwudziestoletnia wojna POPiS-owa ma swoją przyczynę tylko i wyłącznie w mściwości Tuska, który po podwójnej porażce wyborczej w 2005 roku rozpoczął wielką polaryzacyjną batalię. Od tamtego czasu kilka się zmieniło, poza przesunięciem frontu walki z PiS na prezydenta Karola Nawrockiego.
Mściwość Donalda Tuska jest uniwersalna i nie zna granic, dotyczy przeciwników politycznych, ale też koalicjantów i choćby członków partii, o czym boleśnie przekonał się Grzegorz Schetyna. Konflikt pomiędzy Tuskiem i Schetyną wybuchł jesienią 2009 roku, a powodem lub raczej pretekstem była afera hazardowa. Minęło 17 lata i Schetyna przez cały czas jest poniewierany, nie sprawuje istotnych funkcji ani w strukturach partii, ani w rządzie, chociaż w przeszłości był Marszałkiem Sejmu, premierem, ministrem i szefem Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk nie wybacza nigdy i nikomu, jedyny wyjątek to żona Małgorzata, która go upokorzyła romansem i w dodatku ta romantyczna historia została upubliczniona, a mimo wszystko „kierownik” wybłagał powrót niewiernej małżonki. Poza tym bolesnym incydentem obowiązuje reguła mściwości i z tym się będzie musiał zderzyć Szymon Hołownia.
Pierwsze zderzenia miały miejsce już kilka lat temu, gdy w kampanii wyborczej 2023 roku Donald Tusk zastosował taktykę spalonej ziemi. Początkowa część kampanii była nie tylko histerycznym atakiem na PiS, ale też na Trzecią Drogę przymuszaną do startu z jednej listy wyborczej. Dopiero po tym, jak Tusk dostał ostrą reprymendę od ekspertów i mediów wskazujących na oczywistą arytmetykę sejmową, Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz mogli odetchnąć, bo nagle stali się bardzo atrakcyjnym bytem politycznym. Takiego zwrotu akcji w najbliższym czasie na pewno nie zobaczymy, los Szymona Hołowni został przesądzony po słynnej kolacji u Adama Bielana. Kto obserwuje choćby pobieżnie polską politykę, ten od razu wiedział, iż tego Donald Tusk koalicjantowi nie odpuści.
Po całej serii kompromitujących porażek, kiedy to porzucał liderowanie własnej partii i teraz desperacko usiłuje odzyskać stanowisko, Szymon Hołownia stał się politycznym bankrutem pochylającym się na politycznym trupem Polski 2050. W takim położeniu Hołownia nic nie może, poza śmiesznymi pogróżkami, jakie wygłosił na ostatniej konferencji:
Nie wyjdziemy z koalicji, ale nie będziemy uczestniczyć w pracach rządu. o ile mamy być w rządzie to powinniśmy być w nim tak reprezentowani, jak się umówiliśmy.
Jeśli w ogóle ta deklaracja do Donalda Tuska dotarła, to z całą pewnością dobrze się bawił i tym chętniej przystąpi do kopania leżącego. Skoro sam Hołownia deklaruje, iż z koalicji nie wyjdzie, to lepszego zaproszenia do Tuska wysłać nie mógł. Pierwszą okazją do upokorzenia koalicjanta będzie nominacja dla nowego ministra funduszy i polityki regionalnej Polski. Czy Donald Tusk z tej okazji skorzysta w pełni i nominuje kogoś spoza Polski 2050, to się w najbliższym czasie przekonamy, ale pewne jest, iż Szymon Hołownia skończy jeszcze gorzej niż była minister i szefowa partii Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Pan Szymon cały czas ma z tyłu głowy to, iż z jego udziałem toczy się postępowanie w sprawie Collegium Humanum, a to tylko jedna z wielu możliwości, którymi z pełną swobodą dysponuje Donald Tusk.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

6 godzin temu











