Turcja, nowy porządek świata po erze amerykańskiej dominacji oraz konsekwencje dla Bliskiego Wschodu i Europy. Rozmowa z Solim Özelem [PODCAST]

2 dni temu

Jakie są relacje współczesnej Turcji z jej republikańskimi, sekularystycznymi korzeniami – republiką Kemala Atatürka z 1923 roku? Jak zmieniają się stosunki między Turcją, Stanami Zjednoczonymi i Zachodem? Jak Turcja pozycjonuje się w regionie w świetle wydarzeń po „Arabskiej Wiośnie”? I czy stanowisko Europy wobec Turcji jest nacechowane hipokryzją?

Leszek Jażdżewski rozmawia z Solim Özelem, starszym pracownikiem naukowym w Institut Montaigne i członkiem Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych (ECFR), który w tej chwili wykłada na Uniwersytecie Koç w Stambule. Jest on współautorem książki napisanej wraz z Michaelem T. Rockiem pod tytułem „Elite Origins of Development and Democracy”. w tej chwili pracuje nad kolejną książką z Michaelem T. Rockiem, której roboczy tytuł brzmi „Elite Origins of Democracy and Development in the USA”.

Leszek Jażdżewski (LJ): Jak opisałby Pan relacje między obecnymi przywódcami Turcji a „sekularystycznymi” korzeniami republiki Kemala Atatürka z 1923 roku?

Soli Özel (SO): Partia polityczna i jej przywódcy sprawujący w tej chwili władzę wywodzą się z ruchu politycznego, który był sprzeczny z „sekularystycznymi” zasadami republiki. Mieli oni zastrzeżenia co do sposobu, w jaki republika powstała, a także co do jej zasad i ogólnego kierunku rozwoju.

Szczególnie ważna w tym kontekście była zasada „sekularyzmu”, który jest „sekularyzmem” w stylu tureckim, rzekomo oddzielającym sprawy państwowe od religii. Jednak tożsamość turecka obywateli zawsze obejmowała wymiar religijny. Do dziś osoba niebędąca muzułmaninem nie jest postrzegana jako pełnoprawny obywatel tego kraju.

Kiedy Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) doszła do władzy prawie 24 lata temu – dokładnie za około dwa miesiące minie 24 lata od jej zwycięstwa w wyborach w 2002 roku – od tamtej pory nieprzerwanie rządzi krajem jako partia samodzielna. Działa ona w ramach nieoficjalnej koalicji z nacjonalistami, tworząc część tak zwanej „Koalicji Republikańskiej”.

Nacisk na to, jakimi zasadami powinno kierować się państwo, uległ zmianie. Z drugiej strony, właśnie te rozwiązania polityczne, które zostały wprowadzone, przyczyniły się do dalszej sekularyzacji społeczeństwa. Podobnie jak w przypadku wszystkich tego typu eksperymentów, frekwencja w meczetach spadła. Nowe pokolenia mają zupełnie inny stosunek do religii, niż zakładali rządzący.


European Liberal Forum · Türkiye, Emerging Post-American World Order, and Middle East & Europe Implications with Soli Özel

W pewnym momencie, gdy jeszcze był premierem, obecny prezydent, Recep Tayyip Erdoğan, ogłosił, iż ich celem jest wychowanie pokoleń religijnych i żądnych zemsty. Być może ta żądza zemsty rzeczywiście istnieje, ale religijność wydaje się słabnąć. Niedawno odbył się finał Mistrzostw Europy w siatkówce kobiet. Turcja zmierzyła się z Włochami, które są bardzo silną drużyną, a turecka reprezentacja kobiet wygrała trzy do dwóch. Zostały mistrzyniami Europy i to już drugi raz z rzędu. Bardziej konserwatywne islamskie środowiska lub intelektualiści w kraju nieustannie atakują je z powodu ich stroju, ale w tej chwili są one dumą kraju.

Wśród widzów można było dostrzec wiele dzieci i kobiet, w tym wiele kobiet w chustach, ponieważ drużyna ta rzeczywiście jest powodem do dumy dla kraju. Niezależnie od dzisiejszych poglądów ideologicznych rządzących elit czy presji, jaką wywierają na kraj w celu jego dalszej islamizacji – „potajemnej islamizacji”, jak nazwał to jeden z naukowców – proces sekularyzacji społeczeństwa trwa nieprzerwanie. Powoduje to napięcia, ponieważ to oni sprawują władzę.

Na koniec jedna obserwacja, którą dzielę się już od jakiegoś czasu: jedyną postacią polityczną, której Erdoğan nie był w stanie pokonać – aż do momentu, gdy pojawił się burmistrz Stambułu, który w tej chwili przebywa w więzieniu – jest Atatürk. Staje się on coraz bardziej popularny, i to tym razem nie dlatego, iż państwo narzuca krajowi jego tożsamość, ale dlatego, iż ludzie sami się z nim identyfikują. w tej chwili w kraju obserwujemy autentyczną popularność Atatürka, choćby w bardziej konserwatywnych kręgach społecznych.

LJ: W kontekście Pana wcześniejszych opracowań dotyczących oddalania się od siebie Stanów Zjednoczonych i Europy, w jaki sposób rozgranicza Pan orientację Turcji na Zachód pod względem politycznym a strategicznym? I co w tej chwili zastępuje ów kierunek strategiczny?

SO: W artykule, o którym Pan wspominam, dokonałem rozróżnienia między polityczną westernizacją Turcji a jej strategiczną przynależnością do Zachodu. Główna teza tego eseju była taka, iż choć w kontekście paradygmatu westernizacji obecni przywódcy Turcji nie są zbyt entuzjastycznie nastawieni do tego kierunku, to strategiczna przynależność Turcji do Zachodu w rzeczywistości się utrzymała. Niezależnie od problemów występujących między Turcją a jej sojusznikami w Sojuszu Transatlantyckim, ta strategiczna rzeczywistość pozostaje przez cały czas aktualna.

Przez cały okres zimnej wojny oraz po jej zakończeniu, niezależnie od problemów, jakie Turcja miała ze swoimi sojusznikami, nigdy choćby nie rozważała opuszczenia NATO. Twierdzę, iż pomimo problemów, jakie Turcja może napotkać – szczególnie w tej chwili w relacjach z Europejczykami w kontekście rzekomych wartości Unii Europejskiej – orientacja strategiczna pozostaje niezmienna. Hipokryzja tej terminologii naprawdę irytuje wielu Turków takich jak ja.

Ze strategicznego punktu widzenia Turcja nie zamierza opuścić NATO. Minister obrony w wywiadzie udzielonym kilka miesięcy temu stwierdził, iż członkostwo w NATO jest dla Turcji czymś, z czego kraj ten nigdy nie zrezygnuje, i iż stanowi ono sedno jej tożsamości strategicznej. Niektóre komentarze na temat tak zwanego „odchylenia” Turcji są albo oparte na uprzedzeniach, albo przesadzone.

Podobnie jak wiele innych państw w sojuszu, Turcja dąży do realizacji swoich interesów narodowych w sposób, który nie zawsze pokrywa się z interesem zbiorowym. Z drugiej strony, interesy Hiszpanii również niekoniecznie zawsze są zgodne z interesami reszty sojuszu. Dobrym przykładem jest to, iż Hiszpanie odmawiają podwyższenia wydatków na obronę do pięciu procent, do czego wszyscy zostali zobowiązani przez Stany Zjednoczone.

Turcja pozostaje mocno zakorzeniona w NATO. Pod względem politycznym od czasu do czasu przysparza NATO wielu kłopotów, ale pod względem militarnym jest dość dobrze funkcjonującym, bardzo lojalnym i bardzo aktywnym członkiem. Dostarcza prawie czterdzieści procent wszystkich danych wywiadowczych dotyczących regionu Morza Czarnego. Uczestniczy w wielu ćwiczeniach, w tym w miejscach, w których niekoniecznie miała wcześniej interesy lub w których wcześniej nie brała udziału, takich jak kraje bałtyckie.

Zachodnia tożsamość strategiczna Turcji pozostaje niezmienna, z tym zastrzeżeniem, iż Turcja ma również inne interesy, ponieważ leży w jednym z najbardziej problematycznych regionów świata. Otacza ją Morze Czarne, gdzie toczy się wojna między Ukrainą a Rosją. Sąsiaduje z Iranem, Irakiem i Syrią.

W Syrii właśnie zakończyła się wojna domowa. Irak przez cały czas nie jest stabilnym krajem, a Iran, Stany Zjednoczone i Izrael są w stanie wojny, która trwa już od ponad siedmiu miesięcy. Tak właśnie bym tę kwestię skomentował. Orientacja społeczeństwa w kierunku zachodniej nowoczesności mogła nieco osłabnąć, ale jeżeli chodzi o zachodnią tożsamość strategiczną Turcji, przez cały czas jest ona aktualna.

Tak jest pomimo prowadzonych rozmów, w tym niedawnej wypowiedzi prezydenta Erdoğana, który stwierdził, iż możemy być zainteresowani przystąpieniem do Szanghajskiej Organizacji Współpracy. choćby wtedy musiał jednak dodać, iż nie byłoby to sprzeczne z członkostwem Turcji w NATO. Oczywiście wiele osób nie zgadza się z tym twierdzeniem.

LJ: Jak Turcja pozycjonuje się w zmieniającym się otoczeniu bliskowschodnim po Arabskiej Wiośnie, upadku reżimu w Syrii oraz trwających konfliktach regionalnych z udziałem Iranu, Strefy Gazy i Izraela?

SO: W ciągu pierwszych ośmiu lat sprawowania władzy partia AKP prowadziła politykę zagraniczną o charakterze głównie pragmatycznym i zorientowanym na kwestie gospodarcze. Wydawało się, iż dążyła do członkostwa w Unii Europejskiej, co stanowiło skuteczny sposób na demilitaryzację tureckiej polityki. Cel ten służył również jej interesom, ponieważ w przeszłości wojsko było jej politycznym wrogiem. W polityce zagranicznej wymiar ideologiczny był stłumiony, a głoszoną wówczas zasadą było „zero problemów z sąsiadami”. Zamiast stosowania siły lub gróźb, strategia polegała na otwarciu jak największej liczby rynków w sąsiedztwie Turcji oraz w Afryce. Do 2012 r. handel Turcji z regionem MENA osiągnął poziom wyższy niż kiedykolwiek wcześniej.

W tym okresie Turcja dążyła również do tego, by stać się bardziej aktywnym i wpływowym graczem w sprawach regionalnych we wszystkich sąsiednich terenach. Rząd próbował rozstrzygać spory między Bośnią a Serbią, a także między Bośnią, Serbią i Chorwacją. Turcja bardzo ściśle związała się z Azerbejdżanem i zerwala stosunki z Armenią. Ponadto Turcja doprowadziła do złagodzenia napięć z Syrią; stosunki te uległy znacznej poprawie do tego stopnia, iż przywódcy obu państw spędzali razem wakacje.

„Arabskie rewolucje” miały gwałtowny wpływ na zmianę tureckiej polityki zagranicznej z bardziej pragmatycznej na znacznie bardziej ideologiczną. Oczekiwano, iż istniejące na Bliskim Wschodzie quasi-świeckie porządki zostaną zachwiane. Miały nastąpić demokratyczne wybory, a gdyby do nich doszło, do władzy doszłoby Bractwo Muzułmańskie – najlepiej zorganizowany ruch polityczny w regionie. Partia AKP wykazuje silną sympatię wobec ruchów Bractwa Muzułmańskiego w całym regionie, choćby jeżeli nie są one organicznie powiązane. Gdy ruchy te doszły do władzy w Tunezji i Egipcie, tureccy przywódcy prawdopodobnie spodziewali się podobnego wyniku w Libii. Gdyby po tym nastąpiło powstanie rządu Bractwa Muzułmańskiego w Syrii, Turcja, czerpiąc z dziedzictwa Imperium Osmańskiego, stałaby się naturalnym liderem.

Przez około dziewięć lat Turcja interweniowała w sprawy syryjskie. Postrzegała zagrożenie ze strony kurdyjskich organizacji zbrojnych powiązanych z PKK, która jest organizacją terrorystyczną uznaną za taką przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Turcja dążyła również do zyskania pozycji „hegemona” na całym Bliskim Wschodzie. Projekt ten ostatecznie zakończył się niepowodzeniem do 2020 roku.

Do 2020 roku Turcja miała wyjątkowo złe stosunki z niemal każdym krajem arabskim z wyjątkiem Kataru, któremu Turcja udzieliła wsparcia w 2017 roku, gdy kraj ten znalazł się pod presją pozostałych państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC). Sytuacja gospodarcza w kraju była poważna, a polityka wobec Syrii nie przyniosła zamierzonych rezultatów, mimo iż Turcja przeprowadziła cztery operacje wojskowe. Operacje te pozwoliły jednak skutecznie zapobiec powstaniu kurdyjskiego bytu na południe od granicy. W 2020 r. ta konkretna strategia dobiegła końca, a Turcja z powodzeniem naprawiła stosunki z krajami arabskimi, z którymi wcześniej miała napięte relacje.



Późniejszy upadek reżimu w Syrii nie był bezpośrednim skutkiem polityki tureckiej. Dla Turcji korzystne było utrzymywanie relacji opartych na wzajemnej ochronie z Hay’at Tahrir al-Sham. Jednak głównym powodem upadku reżimu było zniszczenie przez izraelskie siły zbrojne Hezbollahu, który wcześniej utrzymywał reżim przy władzy. Rosjanie, którzy uratowali reżim w 2015 roku, byli zajęci wojną w Ukrainie. Irańczycy nie byli w stanie udzielić pomocy, ponieważ sami byli atakowani, a reżim syryjski nie był w stanie samodzielnie utrzymać się przy władzy.

Upadek reżimu syryjskiego był bezpośrednim lub pośrednim skutkiem izraelskiej reakcji na wydarzenia z 7 października oraz osłabienia irańskiej „osi oporu”. Wynik ten stał się nieunikniony, gdy Moskwa poinformowała reżim, iż nie jest w stanie go uratować. Przywódcy nowego porządku w Syrii prowadzili negocjacje z Rosją, gwarantując, iż rosyjskie interesy nie zostaną całkowicie naruszone, podczas gdy irańscy urzędnicy nie mogą w tej chwili choćby oficjalnie wjechać do Syrii. w tej chwili nowy reżim potrzebuje pomocy i ochrony ze strony Turcji, aby umocnić swoją władzę, co sprawia, iż Turcja jest głęboko zaangażowana w sprawy syryjskie.

Te wydarzenia pogorszyły stosunki izraelsko-tureckie w stopniu, którego nikt w Turcji wcześniej nie był w stanie sobie wyobrazić. Niektórzy izraelscy urzędnicy postrzegają w tej chwili Turcję jako główne zagrożenie, które zastąpiło Iran – jest to jednak ocena mocno przesadzona. Retoryka znacznie się zaostrzyła. Głównym zarzutem Izraela jest to, iż Turcja utrzymuje bliskie stosunki z Hamasem i udziela schronienia niektórym jego przywódcom na swoim terytorium. Z drugiej strony to właśnie dzięki interwencji Turcji Hamas uwolnił ostatnich zakładników.

Niedawno izraelskie siły zbrojne zbombardowały puste lotnisko, które tureckie ekipy właśnie naprawiły, pod pretekstem, iż Turcja miała zamiar skierować tam swoje oddziały, mimo iż miejsce to znajduje się siedemdziesiąt kilometrów od granicy tureckiej. Izrael oskarża Turcję o bycie siłą okupacyjną w północnej Syrii, podczas gdy sam okupuje południe kraju, przeprowadzając naloty według własnego uznania i podważając suwerenność Damaszku.

Jest oczywiste, iż Izraelczycy nie chcą silnego rządu w Damaszku, ponieważ nie ufają prezydentowi Ahmedowi al-Sharaa, który jest byłym dżihadystą i prawdopodobnie ma krew na rękach. Większość jego zwolenników to właśnie tacy ludzie.

Ta rzeczywistość jest bardzo dziwna i nie zgadzam się z tezą, iż Izrael zyskuje na sile. Izrael rzeczywiście zyskiwał na sile w wielu momentach historycznych, ale obecna konfrontacja z Iranem, sposób, w jaki Izrael zareagował na wydarzenia z 7 października, brutalność, z jaką zaatakował Gazę, oraz to, co dzieje się na Zachodnim Brzegu, będą miały poważne konsekwencje. Erozja poparcia politycznego dla Izraela na całym świecie – a przede wszystkim wśród opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych – sprawi, iż Izrael będzie w przyszłości znacznie słabszy niż był 6 października 2023 r. Był to dzień przed brutalnym atakiem Hamasu na izraelskie wioski i zamordowaniem ponad 1200 osób, wśród których byli żołnierze.

W szerszym kontekście Izrael i Turcja jawią się dziś jako dwaj rywalizujący o hegemonię gracze, mimo iż ogólnie rzecz biorąc, ich interesy narodowe niekoniecznie ze sobą kolidują. Jednak dopóki Izraelczycy nie będą mieli zamiaru rozwiązać problemu palestyńskiego, a Turcy będą się pozycjonować jako jego orędownicy – bardziej w obronie Hamasu niż ogólnej sprawy palestyńskiej, ale to już być może temat na inną okazję – napięcie to będzie się utrzymywać.

Moim zdaniem, w miarę jak ta niekończąca się wojna między Irańczykami, Amerykanami i Izraelczykami trwa, a może się jeszcze zaostrzyć, interesy wszystkich stron w regionie ostatecznie skupią się na powstrzymaniu Iranu. Być może ta regionalna rzeczywistość w przyszłości pomoże poprawić stosunki między Izraelem a Turcją, ale w tej chwili są one znacznie bardziej napięte, niż kiedykolwiek przedtem, i niż ktokolwiek, kto kiedykolwiek miał do czynienia z Izraelem, mógłby się tego spodziewać.

LJ: Biorąc pod uwagę historyczną rolę Turcji jako mocarstwa europejskiego, jej dążenie do strategicznej autonomii w powstającym wielobiegunowym świecie oraz długotrwałą rywalizację z Rosją, jak według Pana będą ewoluować przyszłe stosunki między Unią Europejską a Turcją, zwłaszcza w kontekście jej znaczenia militarnego dla Europy?

SO: Czym jest dziś „Zachód”? Czy Niemcy AfD to te same Niemcy, jakie znaliśmy wczoraj? Czy Francja Le Pen będzie tą samą Francją, którą znamy od osiemdziesięciu lat? Czy Wielka Brytania Farage’a będzie tą samą Wielką Brytanią, jaką znaliśmy osiemdziesiąt lat temu? jeżeli jutro zmieni się wasz rząd, to jakim rządem się stanie?

Mamy do czynienia z kryzysem „Zachodu” – zarówno jako koncepcji strategicznej, jak i w jego rzeczywistej istocie. Patrząc na zachowanie Stanów Zjednoczonych wobec europejskich sojuszników, widać wyraźną pogardę. Koncepcja „Zachodu”, która powstała po 1945 roku, ulega zachwianiu, podobnie jak jej najważniejsze elementy. Ta destabilizacja jest widoczna w ruchu MAGA w Stanach Zjednoczonych oraz we wszystkich radykalnych prawicowych partiach w różnych krajach Europy, które wykorzystują niezadowolenie odczuwane w tej chwili przez znaczną część społeczeństwa. Mamy do czynienia z kryzysem tożsamości, który jest jednocześnie kryzysem bezpieczeństwa. W tym sensie dyskusja na temat tego, czy Turcja jest rzeczywiście krajem zachodnim, nie ma już takiego sensu, jak mogłaby mieć piętnaście czy dwadzieścia lat temu.

Jeszcze do niedawna prezydent Erdoğan zawsze podkreślał, iż strategicznym celem Turcji jest przystąpienie do Unii Europejskiej. François de la Rochefoucauld zauważył kiedyś, iż hipokryzja jest hołdem, jaki występek składa cnocie. Jednak w niedawnym wywiadzie udzielonym stacji telewizyjnej Al Jazeera Erdoğan stwierdził, iż nie jest to już główny priorytet. Wskazał, iż Turcja przez cały czas pragnie członkostwa, ale nie jest to już priorytet numer jeden.

Za obecny stan stosunków nie ponosi odpowiedzialności wyłącznie strona turecka. Europejczycy wykazali się ogromną hipokryzją w sposobie postępowania wobec Turcji. Dla europejskich przywódców znacznie ważniejsze było zawarcie z Turcją porozumienia migracyjnego, które – szczerze mówiąc – jest porozumieniem oburzającym. Chociaż Europa polega na tureckiej armii w kwestii bezpieczeństwa, milczy całkowicie na temat kurczenia się przestrzeni demokratycznej, łamania praw człowieka oraz przetrzymywania w więzieniach urzędników pod sfabrykowanymi zarzutami. Wygląda to tak, jakby te wydarzenia miały miejsce w innym świecie.

Z taką hipokryzją tracą choćby poparcie tureckiej opinii publicznej. Mimo wszystko społeczeństwo w przeważającej większości opowiada się za członkostwem w Unii Europejskiej, ponieważ jego aspiracje nie są związane z Bliskim Wschodem ani Azją Środkową. Aspiracje te wpisują się w model europejski, który powstał jeszcze przed pojawieniem się AfD czy Le Pen. W związku z tym obecny kryzys polityczny nie zniknie w najbliższym czasie. W różnych krajach Unii Europejskiej mieszka około czterech do pięciu milionów Turków. jeżeli prawica umocni swoją pozycję w znacznie większej liczbie krajów, los tych osób wywoła poważne napięcia.

Europejczycy wydają się również niezainteresowani organicznym włączeniem Turcji do swojej nowej architektury bezpieczeństwa, wybierając zamiast tego utrzymanie jej jedynie w roli partnera. To zły pomysł. Również dla samej Turcji myślenie, iż poradzi sobie, będąc jedynie partnerem bez pełnej integracji, jest równie błędne. Turcja dysponuje wprawdzie silną armią i rozwijającym się przemysłem obronnym, zwłaszcza w dziedzinie technologii dronów, ale przez cały czas boryka się z brakami technologicznymi. Następuje poprawa w tych obszarach, ale proces ten wymaga czasu. Konieczne są bardziej organiczne relacje. Między obiema stronami całkowicie brakuje zaufania, ale jeżeli uda się zbudować relacje oparte na zaufaniu w dziedzinie bezpieczeństwa, może to doprowadzić do zbliżenia politycznego. Należy zadać sobie pytanie, czy za dziesięć lat Unia Europejska w obecnej postaci w ogóle będzie jeszcze istnieć.

Kraje takie jak Węgry i państwa bałtyckie doceniają geopolityczną pozycję Turcji. Znacznie bardziej niż mieszkańcy Europy Zachodniej doceniają to, co Turcja zrobiła w sprawie Ukrainy i Rosji. Fakt, iż Turcja nie przyłącza się do systemu sankcji, jest zwykle wykorzystywany do krytykowania tego kraju, ale był to system sankcji, w sprawie którego od początku nikt nie skonsultował się z Turcją. Co więcej, Turcja historycznie nigdy nie przyłączała się do żadnych systemów sankcji, które nie wynikały z decyzji Organizacji Narodów Zjednoczonych.

W komentarzach na temat tych problemów widać wiele złej woli zarówno w kraju, jak i w krajach zachodnich. Podczas dyskusji bardzo łatwo jest pominąć niewygodne fakty. W niebezpiecznym otoczeniu, w którym żyjemy, intelektualiści powinni być znacznie bardziej uczciwi i rzeczowi w swoich ocenach, zamiast być stronniczymi lub nastawionymi wrogo.


Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.


Podcast jest dostępny także na platformach SoundCloud, Apple Podcast, Stitcher i Spotify


Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz


Czytaj po angielsku na 4liberty.eu

Idź do oryginalnego materiału