Tunezja: 11 ofiar po zatonięciu łodzi do Włoch. Trwa akcja poszukiwawcza

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Tunezja: 11 ofiar po zatonięciu łodzi do Włoch. Trwa akcja poszukiwawcza


U wybrzeży Tunezji odnaleziono w niedzielę 23 sierpnia 11 ciał po zatonięciu łodzi płynącej w stronę Włoch; jedna osoba przeżyła, trzy są poszukiwane. Na pokładzie było około 15 Tunezyjczyków. To kolejny rachunek śmierci za szlak, który Europa próbuje zarządzać z oddali.

Tragedia u wybrzeży Tunezji

Tunezyjska Gwardia Narodowa poinformowała w niedzielę o odnalezieniu 11 ciał po katastrofie łodzi z migrantami. Jak podaje Associated Press, jednostka wyruszyła w czwartek rano z rejonu między Zarzis i Ben Guerdane, a celem rejsu były Włochy. Jedna osoba została uratowana przez statek handlowy. Trzy osoby przez cały czas są uznawane za zaginione.

Według relacji przytaczanych przez Al Jazeerę za Reuters i AP, na pokładzie było około 15 osób, głównie młodych ludzi z południowo-wschodniej Tunezji. Łódź zatonęła około 14 mil morskich, czyli 26 kilometrów, od tunezyjskiego wybrzeża. Wśród pasażerów miało być siedem osób z jednej rodziny oraz mężczyzna z ciężarną żoną.

To tekst, który trzeba pisać z powagą. Morze Śródziemne znów stało się miejscem śmierci ludzi, którzy próbowali dostać się do Europy niebezpiecznym szlakiem. Nie wolno robić z tego widowiska. Wolno i trzeba powiedzieć jasno: polityka migracyjna, która przez lata udawała, iż problem rozwiążą półśrodki, kosztuje życie, bezpieczeństwo i porządek państw.

Szlak przez Zarzis i Ben Guerdane

Zarzis od lat jest jednym z punktów wyjazdowych dla osób próbujących dostać się przez Morze Śródziemne do Europy. Bliskość granicy z Libią i położenie naprzeciw włoskiej Lampedusy sprawiają, iż południowo-wschodnia Tunezja pozostaje miejscem presji migracyjnej. Przemytnicy żerują tam na desperacji, a państwa europejskie oglądają skutki na własnych granicach.

Według AP jedyny ocalały miał przez 48 godzin dryfować w kamizelce ratunkowej, zanim podjął go statek handlowy. Po tym sygnale do akcji skierowano śmigłowiec i łodzie straży przybrzeżnej. Rodziny z Ben Guerdane domagały się przyspieszenia poszukiwań; policja użyła gazu łzawiącego wobec zgromadzonych. To pokazuje drugi wymiar tragedii: za każdą statystyką zostają rodziny, które chcą wiedzieć, gdzie są ich bliscy.

Dziennik Narodowy pisał wcześniej o tym, jak rekordowa presja migracyjna uderzała we włoską wyspę. Dzisiejsza katastrofa ma inną skalę, ale ten sam mechanizm: południowa granica Europy jest wystawiona na działania przemytników, słabość państw tranzytowych i polityczne spory w samej Unii.

Europa płaci za złudzenia

W 2023 roku Unia Europejska zawarła z Tunezją porozumienie migracyjne. AP przypomina, iż w samym 2023 roku Bruksela przeznaczyła na wsparcie migracyjne dla Tunezji 105 milionów euro, głównie na kontrolę granic i szkolenie straży przybrzeżnej. Liczba wyjazdów z Tunezji spadła, ale nie zniknęły ani przemyt, ani ryzyko śmierci na morzu.

Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji ostrzegała w sierpniu, iż szlaki migracyjne stają się bardziej niebezpieczne choćby wtedy, gdy maleje liczba nieregularnych przyjazdów. To istotny fakt dla Polski. Brukselski model często liczy przepływy, transfery i porozumienia, ale zbyt rzadko mówi o odpowiedzialności: kto pilnuje granicy, kto rozbija siatki przemytnicze, kto płaci za chaos, gdy system pęka.

Prawica nie musi wybierać między współczuciem dla ofiar a twardą polityką graniczną. Właśnie dlatego, iż życie ludzkie ma godność, państwa nie mogą oddawać kontroli przemytnikom. Im bardziej Europa wysyła sprzeczne sygnały, tym silniejszy staje się biznes ludzi, którzy pakują pasażerów na łodzie bez realnych gwarancji dopłynięcia.

Włoska granica jest także europejską granicą

Włochy od lat są jednym z głównych kierunków na centralnym szlaku śródziemnomorskim. Spór o reguły dublińskie, relokację i odpowiedzialność państw pierwszego wjazdu wraca przy każdej kolejnej katastrofie. Pisaliśmy niedawno, iż Włochy i reguły dublińskie stały się osią sporu o migrację. To nie jest spór techniczny. To pytanie, czy państwa narodowe zachowują prawo do decydowania, kogo wpuszczają i na jakich zasadach.

Dla Polski lekcja jest prosta. Granica nie jest abstrakcją ani administracyjną kreską na mapie. Jest warunkiem bezpieczeństwa obywateli, ładu prawnego i zaufania do państwa. Kto ją rozmywa w imię ideologii otwartości, ten prędzej czy później dostaje chaos, koszt społeczny i tragedie na morzu.

Powaga zamiast politycznego teatru

Po tej katastrofie potrzebne są trzy rzeczy: odnalezienie zaginionych, godne potraktowanie ofiar i realne uderzenie w przemytników. Europa ma też obowiązek przestać udawać, iż kolejne transfery pieniędzy załatwią problem bez twardej kontroli granic i bez konsekwentnej polityki powrotów.

Stawką dla Polaków nie jest tylko to, co dzieje się daleko od naszych portów. Stawką jest model państwa. Albo Europa wróci do realizmu, suwerenności i ochrony własnych granic, albo kolejne tragedie będą powtarzane w rytmie komunikatów i kondolencji. Współczucie bez porządku nie ocala życia. Porządek bez godności traci sens.

Źródło: WP Wiadomości, Associated Press, Al Jazeera, IOM.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału