Trzy AWACS-y nad Bałtykiem. NATO wysłało sygnał pod Królewiec

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Trzy AWACS-y nad Bałtykiem. NATO wysłało sygnał pod Królewiec


NATO prowadziło 18 i 19 sierpnia dużą aktywność lotniczą nad Polską i Bałtykiem, w tym z udziałem samolotów AWACS obserwowanych w rejonie Królewca. Według WP naraz pojawiły się trzy takie maszyny. Dla Polski wniosek jest prosty: wschodnia flanka musi widzieć pierwsza i reagować szybciej niż Moskwa testuje granice.

Lotniczy pokaz kontroli nad Bałtykiem

Nad północną Polską i Bałtykiem doszło do jednej z bardziej wyrazistych demonstracji alianckich zdolności w ostatnich tygodniach. Wirtualna Polska opisała pojawienie się trzech maszyn AWACS, samolotów walki elektronicznej i myśliwców F-35 w rejonie, który z polskiej perspektywy ma znaczenie zasadnicze: przy rosyjskim Królewcu, między Polską a Litwą.

To nie był lot dla efektownego nagłówka. Amerykański serwis wojskowy Stars and Stripes poinformował, iż 18 sierpnia trasy różnych maszyn NATO odnotowano nad Polską i regionem bałtyckim, także w pobliżu Królewca. Rzecznik SHAPE, płk Martin O'Donnell, potwierdził udział amerykańskich i norweskich myśliwców, polskich sił lądowych oraz natowskiego E-3A AWACS. Obserwatorzy lotów wskazywali także na tankowce i amerykański EA-37B Compass Call, maszynę do walki radioelektronicznej.

DN pisał już, iż więcej lotów NATO nad Polską oznacza test realnej obrony wschodniej flanki, a nie ćwiczenie z papierowej solidarności. Bałtyk, Suwałki, Królewiec i przestrzeń nad północną Polską tworzą jeden układ bezpieczeństwa. Kto tam traci świadomość sytuacyjną, ten oddaje inicjatywę Rosji.

AWACS widzi więcej niż zwykły radar

AWACS jest latającym stanowiskiem dowodzenia i radarem. Oficjalna strona NATO opisuje te maszyny jako element, który pomaga w nadzorze przestrzeni powietrznej, zarządzaniu działaniami i przekazywaniu danych do systemu rozpoznania. Według NATO AWACS od 2022 roku wykonują setki lotów wzdłuż wschodniej flanki, nad Bałtykiem i Morzem Czarnym, monitorując rosyjskie samoloty, pociski, okręty, duże drony i ruchy wojsk.

To jest techniczny język, ale za nim stoi bardzo polityczna treść. Państwo, które widzi nadciągające zagrożenie wcześniej, ma czas na decyzję. Państwo, które musi zgadywać, płaci strachem, chaosem i pieniędzmi podatników. Dlatego dla Polski zdolności rozpoznania powietrznego nie są luksusem. Są warunkiem suwerenności w twardym, wojskowym sensie.

Królewiec od lat pełni rolę rosyjskiego wysuniętego bastionu. Moskwa utrzymuje tam siły zdolne do wywierania presji na Polskę, Litwę i cały ruch morski w regionie. jeżeli NATO pokazuje w tym rejonie AWACS-y, F-35, tankowce i walkę elektroniczną, to wysyła Kremlowi sygnał: przestrzeń nad wschodnią flanką nie jest szarą strefą, w której można bezkarnie ćwiczyć zastraszanie.

Odstraszanie musi być widoczne

Oficjalne komunikaty NATO od miesięcy powtarzają, iż działania na wschodniej flance mają charakter obronny. Na stronie Sojuszu czytamy, iż Eastern Sentry wzmacnia czujność przez dodatkowe myśliwce, śmigłowce, systemy obrony powietrznej, samoloty rozpoznawcze i okręty. Brzmi sucho. W praktyce chodzi o to, by rosyjska kalkulacja kosztów rosła jeszcze przed kryzysem.

Polska ma w tym interes bezpośredni. Nie jesteśmy widzem na mapie Europy, ale państwem granicznym Sojuszu, z własnym niebem, portami, infrastrukturą krytyczną i rodzinami żyjącymi niedaleko rosyjskiego eksklawu. Dlatego każda demonstracja zdolności rozpoznawczych nad Bałtykiem powinna być oceniana nie według brukselskiego słownika, ale według polskiej racji stanu.

W ostatnich tygodniach DN opisywał także, iż ponad 50 maszyn NATO nad Polską pokazywało skalę alianckich przygotowań. Sama liczba samolotów nie wystarczy. Liczy się integracja: rozpoznanie, tankowanie, myśliwce, walka elektroniczna, obrona powietrzna i wojska na ziemi. Tylko taki system odstrasza państwo, które od lat sprawdza cudzą cierpliwość dronami, prowokacjami i presją hybrydową.

Polska potrzebuje własnej twardości

Z alianckiej aktywności trzeba wyciągnąć adekwatny wniosek. NATO jest Polsce potrzebne, ale żaden sojusz nie zastąpi własnej powagi strategicznej. Warszawa musi inwestować w obronę powietrzną, rozpoznanie, cyberbezpieczeństwo, ochronę portów i odporność infrastruktury. Bez tego choćby najlepszy radar sojusznika będzie tylko obrazem problemu, a nie polską odpowiedzią.

Rosja rozumie siłę, gotowość i koszt. Nie rozumie gestów dobrej woli, jeżeli nie stoją za nimi zdolności. Loty nad Bałtykiem pokazują, iż Sojusz potrafi patrzeć głęboko w stronę Królewca. Polska powinna dopilnować, by potrafiła również samodzielnie utrzymać własne oczy, własną tarczę i własną wolę działania.

Źródło: Wirtualna Polska, Stars and Stripes, NATO.

Źródło: WP Wiadomości

Idź do oryginalnego materiału