Partie antysystemowe, to wynalazek, który w Polsce narodził się zaraz po przekształceniu PRL w III RP. Charakterystyczną cechą tych politycznych tworów był ekstremizm i charyzma liderów, często na siłę kreowana. Tak się składa, iż w Polsce partie antysystemowe prawie zawsze miały profil prawicowy i to nie jest przypadek, tylko polityczne zapotrzebowanie. Dla niewtajemniczonych pewną zagadkę może stanowić fakt, iż antysystemowe partie prawicowe od zawsze były promowane przez systemowe lewicowo-liberalne media, ale w tym również nie ma przypadku i choćby paradoksu, to po prostu część projektu.
Na czym dokładnie cały ten teatr polega? Założenie są proste i ciągle te same! Po pierwsze trzeba zbudować ekipę dziwaków, zwanych charyzmatykami, czasami są to naturalne talenty, innym razem przeszkoleni aktorzy polityczni. W drugim kroku wyborcy dostają codzienną dawkę sensacji, skandali i innych szokujących wypowiedzi, które trafiają na medialne czołówki. Po trzecie obraz jaki sobą roztaczają „charyzmatycy” i przekaz od nich płynący musimy być karykaturą wartości kojarzonych z konserwatyzmem, prawicą, a także religią katolicką. Teoretycznie do punktu trzeciego nie pasuje nieboszczka Polska 2050, jednak wystarczy sobie uświadomić, iż na czele tej partii stał świecki kaznodzieja Szymon Hołownia i wszystko wraca do schematu. Oczywiście Polska 2050 to nieco inny produkt niż KPN, ZCHN, czy LPR, ale postawione przed nią zadania są tożsame – osłabić i ośmieszyć prawicę.
W schemat prawicowej partii antysystemowej idealnie wpisuje się Konfederacja Korony Polskiej, z liderem Grzegorzem Braunem. Na wykładach z socjologii i politologii, KKP mogłaby być pokazywana jako modelowy produkt, ale nie jest, bo uniwersytety są opanowane przez lewicowych wykładowców, czyli współtwórców antysystemowej produkcji i oni sekretów technologicznych maluczkim nie zdradzą. Na szczęście nie trzeba być socjologiem i politologiem, żeby odczytać tę prostą grę, wystarczy odrobina życiowego doświadczenia połączona ze szczyptą intuicji. Grzegorz Braun jest zawodowym reżyserem i swego czasu nieźle mu szło w tym zawodzie, do tego uwiarygodnił się filmami o Lechu Wałęsie i Wojciechu Jaruzelskim. Zbudował wizerunek odważnego twórcy, ale rozpoznawalności starczyło mu jedynie na to, aby zaistnieć jako jeden z wielu polityków Konfederacji.
W czasie „pandemii” Braun zyskał nowe paliwo i nową wiarygodność, stał się samotnym rycerzem wojującym z systemem, ale już wtedy się zdradzał. O ile jego ostentacyjne lekceważenie absurdalnych obostrzeń „pandemicznych” budziły szacunek, to wspieranie skrajnych teorii wyznawanych przez autentycznych „płaskoziemców” i handlowanie marną literaturą „antypandemiczną”, kazało się głębiej zastanowić nad intencjami. Drugi raz Grzegorz Braun zatankował do pełna polityczne pliwo po wybuchu konfliktu na Ukrainie i tu scenariusz znów się powtórzył. Wypowiedzi Brauna dotyczące naiwnej polityki wobec Ukrainy były przekonujące, ale szedł za nimi ekstremizm połączony z sympatią do Rosji i Putina, przeciw czemu Braun nigdy nie protestował, a co więcej podgrzewał te nastroje.
Ostatnie wyczyny Grzegorza Brauna znoszą wszelkie wątpliwości, kim jest ten polityk i jaki projekt realizuje. Cała seria procesów lub raczej parodii procesów, w czasie których oskarżony Braun robi wszystko, żeby przegrać i o dziwo sędziowie biernie się jego błazenadzie przyglądają. Kuriozalna konferencja z Hindusami, wizyta w ambasadzie Iranu i żenujące odpowiedzi na proste pytanie, czy się zaszczepił, chociaż innych ostrzegał przed depopulacją, obnażyły Grzegorza Brauna dokumentnie. Takie podniesienie kurtyny, rzecz jasna, nie otworzy oczu fanatycznym zwolennikom, ale do nich przemawia coś innego. KKP musi budować struktury, jeżeli poważnie myśli o starcie w wyborcach za rok i tutaj zaczynają się schody, na których Braun non stop się potyka.
Koneksje z Ryszardem Czarneckim, „Bracia Kamraci” i Janusz Waluś to były pierwsze krople przelewające czarę radykalizmu, kompletnie zlekceważone przez Brauna. Gdy do tego grona dołączył Stan Tymiński, w obozie fanów KPP zrobił się bardzo gorąco, ale i to nie zatrzymało Grzegorza Brauna, on w swoim stylu dolał oliwy do ognia pokazując się na meczu Polska-Albania w towarzystwie i Tymińskiego i Walusia. Wszystko ma swoje granice, radykalizm i karykatura również, z chwilą przekroczenia granic projekt antysystemowej prawicy zaczyna się sypać i zawsze kładzie go charyzmatyczny lider. Grzegorz Braun już wszedł na tę ścieżkę i z pewnością z niej nie zejdzie.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

3 godzin temu








