Media od wielu dni ostrzegały przed śnieżycami. Trudno było ich nie zauważyć — niemal każdy dorosły Polak śledził prognozy pogody przed Sylwestrem. Zima przyszła zimą. Dla rządu okazało się to jednak zaskoczeniem.
Po raz kolejny zabrakło wyobraźni, przygotowania i elementarnej odpowiedzialności. Wielogodzinne unieruchomienie kierowców na drodze ekspresowej to sytuacja bez precedensu w nowoczesnym państwie. A jednak w Polsce stała się faktem. To nie wypadek losowy, ale kolejny dowód na dramatyczną niezdolność państwa do reagowania w sytuacjach kryzysowych.
Tym bardziej brzmią dziś absurdalnie słowa premiera Donalda Tuska, który tuż przed nadejściem niżu genueńskiego uspokajał opinię publiczną, iż „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Padły one w momencie, gdy południowo-zachodnia Polska była już oznaczona na mapach ostrzeżeń kolorem czerwonym. Ten sam schemat, co kilkanaście miesięcy temu — i te same konsekwencje.
Notabene, w powiecie pilskim koalicja PO-Trzecia Droga nie chce odstawać od dwóch krajowych liderów. Wiele dróg powiatowych najpierw godzinami czekało na odśnieżenie, a kilka dni później zrobiło się lodowisko. Z apeli kierowców i włodarzy gmin wesoła ekipa ze starostwa nic sobie nie robiła. Skończyło się choćby na zamknięciu szkół w północno-wschodniej części powiatu.
Powódź, ataki dronów, atak zimy w zimie. Politycy koalicji rządzącej lubią mówić o bezpieczeństwie. Problem w tym, iż co kilka miesięcy rzeczywistość brutalnie obnaża bezradność państwa. Klimatu nie zmienimy. Wschodnich sąsiadów także nie. Skoro jednak premier nie potrafi wyciągać wniosków, to jedno jest oczywiste: trzeba zmienić rząd. jeżeli nie niedługo to najpóźniej w przyszłym roku.
Marcin Porzucek
Poseł na Sejm RP
Fot. x.com/PiotrMuller


1 miesiąc temu







