Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, to polityk, który od lat budzi sympatię swoją otwartością, charyzmą i umiejętnością nawiązywania kontaktu z ludźmi. Jego książka „Rafał”, będąca wywiadem-rzeką z Donatą Subbotko, miała pokazać ludzką twarz prezydenta Warszawy – człowieka z pasjami, doświadczeniami i refleksjami na temat polityki. Niestety, wyrwane z kontekstu fragmenty publikacjistały się pożywką dla brutalnej kampanii PiS.
Szczególnie głośno wybrzmiała historia o „walce z węgorzem” podczas nurkowania, którą PiS i inni przeciwnicy próbują przerobić na dowód rzekomej bufonady Trzaskowskiego. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” ruszył w obronie kandydata, ale jego wysiłki tylko dolały oliwy do ognia. Tymczasem cała afera pokazuje, jak bardzo opozycja, zwłaszcza PiS, panicznie boi się Trzaskowskiego – i jak bardzo nie wie, jak z nim walczyć.
Węgorz, rekiny i burza w szklance wody
Wszystko zaczęło się od debaty prezydenckiej, podczas której Krzysztof Stanowski odczytał fragment książki „Rafał”, w którym Trzaskowski opowiada o nurkowaniu i spotkaniu z 20 rekinami. Historia, która miała pokazać odwagę i opanowanie kandydata w stresujących sytuacjach, została wyśmiana jako przejaw narcyzmu. Czuchnowski w swoim tekście próbuje tłumaczyć, iż opowieść jest wyjęta z kontekstu – Trzaskowski nie „walczył” z rekinami ani węgorzem, a jedynie „odwinął” sobie morskie stworzenie z szyi, przyznając, iż „najadał się strachu”. To szczera, ludzka opowieść o momencie słabości, która w rękach propagandystów PiS stała się karykaturą bohaterskiego mitu.
Czuchnowski słusznie zauważa, iż ataki na książkę to część szerszej strategii ośmieszania Trzaskowskiego. PiS, nie mogąc skutecznie zaatakować jego dokonań jako prezydenta Warszawy czy europosła, chwyta się tanich manipulacji. Problem w tym, iż histeryczna reakcja na „Rafała” pokazuje desperację opozycji. Zamiast skupić się na merytorycznej krytyce – na przykład na wyzwaniach zarządzania stolicą czy propozycjach programowych – PiS woli robić memy z węgorza. To strategia, która może bawić w mediach społecznościowych, ale na dłuższą metę świadczy o braku poważnych argumentów.
Człowiek, nie superbohater
Trzaskowski nie próbuje kreować się na herosa. Opowiada o swoim życiu – od pasji do nurkowania, przez wyzwania polityczne, po osobiste refleksje. To właśnie ta szczerość jest jego siłą. W przeciwieństwie do wielu polityków, którzy budują sztuczny wizerunek, Trzaskowski nie boi się mówić o strachu, wątpliwościach czy drobnych, ludzkich historiach. Historia z węgorzem, choć może niezgrabnie opowiedziana, miała pokazać, iż choćby w trudnych chwilach potrafi zachować zimną krew. Zamiast docenić tę autentyczność, PiS i ich sojusznicy – jak zauważa Czuchnowski, także z Konfederacji, Lewicy czy Polski 2050 – wolą przerabiać ją na żart.
PiS i brak amunicji
Cała afera wokół „Rafała” pokazuje, jak bardzo PiS nie wie, jak walczyć z Trzaskowskim. Oskarżenia o narcyzm czy bufonadę są śmieszne w kontekście polityka, który od lat buduje wizerunek dostępnego, empatycznego lidera. Zamiast zmierzyć się z jego programem – na przykład wizją zielonej, nowoczesnej Polski czy decentralizacji władzy – opozycja woli wyśmiewać anegdoty. To krótkowzroczna taktyka, która może mobilizować najtwardszy elektorat PiS, ale nie przekona wahających się wyborców. Trzaskowski, mimo wpadek, pozostaje kandydatem, który potrafi mówić do młodych, wykształconych i miejskich Polaków – grup, które PiS od lat traci.
Czas na uśmiech
Trzaskowski nie potrzebuje obrony Czuchnowskiego, by wyjść z tej afery obronną ręką. Jego siłą jest autentyczność i dystans do siebie, które pozwoliły mu przetrwać niejeden kryzys. PiS, z kolei, po raz kolejny udowadnia, iż ich arsenał to głównie manipulacje i tanie złośliwości. W wyborach 18 maja Polacy zdecydują, czy wolą prezydenta, który mówi o swoich pasjach i słabościach, czy takiego, który chowa się za propagandą. Trzaskowski, z węgorzem czy bez, ma tu wyraźną przewagę.