Rafał Trzaskowski objął honorowym patronatem sierpniowe obchody Dnia Niepodległości Ukrainy na warszawskim placu Zamkowym. Kilka tygodni wcześniej przez stolicę przeszedł Marsz Wołyński, upamiętniający ofiary ludobójstwa, na który prezydent miasta swojego wsparcia nie rozciągnął. Czy stołeczny ratusz ma dwie różne miary dla cudzego święta i dla polskiej pamięci?
Patronat dla święta sąsiada
W czwartek prezydent Warszawy przekazał, iż obejmuje honorowym patronatem obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Uroczystości zaplanowano na 24 sierpnia na placu Zamkowym, a przygotowują je Fundacja Stand With Ukraine oraz inicjatywa Euromaidan-Warszawa. Całość odbywa się we współpracy z ambasadą Ukrainy, która wspólnie z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego również firmuje to wydarzenie. Organizatorzy co roku ściągają na plac ponad trzydzieści tysięcy uczestników, a stołeczny ratusz udziela świętu wsparcia już kolejny raz. Trzaskowski, który w 2025 roku przegrał wyścig o prezydenturę, pozostaje jednym z czołowych polityków obozu rządzącego, więc jego decyzje w sprawach polsko-ukraińskich niosą wyraźny sygnał polityczny.
Marsz Wołyński bez gestu ratusza
Zestawienie dat czyni tę decyzję wymowną. 12 lipca ulicami stolicy przeszedł Marsz Wołyński, zorganizowany przez Konfederację Korony Polskiej. Uczestnicy ruszyli z placu Trzech Krzyży, by oddać hołd Polakom wymordowanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W pochodzie szli między innymi Grzegorz Braun, Janusz Korwin-Mikke, Roman Fritz oraz Włodzimierz Osadczy. Tego przemarszu prezydent Warszawy patronatem nie objął, choć upamiętniał on ofiary zbrodni popełnionej na obywatelach polskich.
Pamięć, która wciąż czeka na ekshumacje
Rzeź wołyńska pozostaje jedną z najkrwawszych kart w dziejach relacji polsko-ukraińskich. W latach 1943-1945 formacje OUN-UPA wymordowały około stu tysięcy Polaków, a symbolem tej zbrodni stała się Krwawa Niedziela z 11 lipca 1943 roku, gdy nacjonaliści w jednym dniu zaatakowali blisko sto polskich wsi. Rocznicę tamtych wydarzeń Sejm ustanowił Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Uczestnicy lipcowego marszu przypomnieli postulat, który od lat pozostaje niespełniony: godnych ekshumacji i pochówków. Pierwsze od dawna prace poszukiwawcze na Ukrainie ruszyły dopiero po przełomie w rozmowach z 2025 roku, a wcześniej strona ukraińska przez długi czas blokowała możliwość odnalezienia i pochowania szczątków pomordowanych.
Konfederacja mówi o podwójnych standardach
Decyzja ratusza wywołała ostrą reakcję prawicy. Europosłanka Konfederacji Ewa Zajączkowska-Hernik zwróciła uwagę, iż stolica rządzona przez Rafała Trzaskowskiego od lat utrudnia polski Marsz Niepodległości, a równocześnie chętnie firmuje święto sąsiada. Jak wskazała, miasto próbowało blokować patriotyczny pochód i występowało przeciw jego uczestnikom, natomiast obcym obchodom udziela oficjalnego patronatu. W jej ocenie taki układ priorytetów stawia sprawy na głowie.
Hierarchia pamięci
Nie chodzi o to, by odmawiać Ukraińcom prawa do świętowania własnej niepodległości. Rzecz w hierarchii, jaką swoimi decyzjami buduje stołeczny ratusz. Gdy honorowy patronat łatwo płynie w stronę cudzego święta, a brakuje go dla upamiętnienia polskich ofiar ludobójstwa, obywatele mają pełne prawo pytać, czyja pamięć jest w Warszawie traktowana poważniej. Dla obozu narodowego sprawa Wołynia nie jest reliktem przeszłości, ale probierzem tego, czy polskie instytucje potrafią bronić pamięci własnych obywateli równie stanowczo, jak wspierają sprawy zewnętrzne. Dla rodzin pomordowanych na Wołyniu to nie jest spór o kalendarz, ale pytanie, czy własne państwo i jego samorządy stają po stronie ich bliskich.
Źródło: Kresy.pl











