Miniony weekend mógł de facto zakończyć kampanię Rafała Trzaskowskiego: ani w debacie z Nawrockim, ani z Mentzenem, ani na niedzielnym marszu nie wolno mu było pozwolić sobie na najmniejsze potknięcie, jeżeli chciał do końca toczyć wyrównany bój o prezydenturę. I to zadanie wykonał