Prezydent Nawrocki przerywa podróż do Senegalu, narodowe media informują o zamachu stanu, a premier Tusk stwierdza: „Przywracanie rządów prawa jest naszym obowiązkiem. Po latach pisowskiego bezprawia to proces trudny, czasem bolesny i wymaga zdecydowanego działania. Innej drogi nie ma”. Tak w uproszczeniu wyglądają ostatnie godziny związane z Trybunałem Konstytucyjnym.
Większość Polaków słysząc o kolejnym konflikcie wokół Trybunału, prawdopodobnie zadaje sobie pytanie: o co adekwatnie chodzi? Dlaczego wokół instytucji, której zadaniem jest pilnowanie zgodności prawa z Konstytucją, od jedenastu lat trwa polityczna konfrontacja? I dlaczego zmiana rządu nie doprowadziła do rozwiązania problemu?
Żeby zrozumieć obecne wydarzenia, trzeba cofnąć się do 2015 roku. Wtedy właśnie rozpoczął się kryzys, którego skutki polskie państwo odczuwa do dzisiaj.
Trybunał, czyli sąd nad ustawami
Trybunał Konstytucyjny nie jest zwykłym sądem. Nie rozstrzyga sporów między obywatelami, nie skazuje przestępców i nie zajmuje się typowymi sprawami cywilnymi. Jego podstawowym zadaniem jest kontrolowanie, czy ustawy i inne wskazane w Konstytucji akty prawne są zgodne z ustawą zasadniczą.
W Polsce Trybunał tworzy 15 sędziów wybieranych przez Sejm na dziewięcioletnie kadencje. To ważne: sędziowie nie są wybierani przez prezydenta ani przez rząd. Prezydent odbiera od nich ślubowanie, ale konstytucyjna kompetencja wyboru należy do Sejmu.
Właśnie wokół obsady tych stanowisk rozpoczął się konflikt.
Rok 2015. Pierwszy błąd i odpowiedź PiS
W czerwcu 2015 roku, gdy większość parlamentarną miała jeszcze koalicja PO–PSL, uchwalono nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. W jej przepisach znalazła się możliwość wyboru pięciu sędziów jeszcze przez kończący kadencję Sejm.
Tymczasem kadencje trzech sędziów kończyły się w listopadzie, a dwóch kolejnych dopiero w grudniu 2015 roku, czyli już po rozpoczęciu pracy nowego Sejmu.
8 października 2015 roku Sejm wybrał całą piątkę. Była to decyzja obejmująca również dwa miejsca, których obsadzenie powinno należeć już do następnego parlamentu.
Po wyborach parlamentarnych władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Nowa większość zakwestionowała wybór poprzedników, a 2 grudnia 2015 roku wybrała kolejnych pięciu sędziów.
W ten sposób doszło do sytuacji, w której na trzy stanowiska dokonano podwójnego wyboru.
3 grudnia 2015 roku Trybunał Konstytucyjny w wyroku o sygnaturze K 34/15 rozstrzygnął, iż wybór trzech sędziów przez poprzedni Sejm był zgodny z Konstytucją, natomiast wybór dwóch pozostałych był przedwczesny.
Mimo tego rozstrzygnięcia prezydent Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od trzech prawidłowo wybranych sędziów. Odebrał natomiast ślubowanie od osób wybranych przez nową większość na te same stanowiska.
Tak pojawiło się określenie „sędziowie dublerzy”.
To właśnie działania podjęte przez PiS doprowadziły do sytuacji, w której w Trybunale zaczęły zasiadać osoby wybrane na stanowiska już wcześniej obsadzone zgodnie z prawem.
Kolejne lata. Trybunał pod kontrolą nowej większości
W następnych latach PiS przebudował sposób funkcjonowania Trybunału i obsadzał kolejne zwalniające się stanowiska. Na jego czele stanęła Julia Przyłębska.
Kwestia nie ograniczała się już tylko do trzech osób określanych mianem dublerów. Pojawiły się również wątpliwości dotyczące niezależności Trybunału, sposobu wyznaczania składów orzekających i jego relacji z władzą wykonawczą.
W 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce zakwestionował status składu polskiego Trybunału, w którym uczestniczyła osoba wybrana na miejsce już obsadzone.
Nie była to więc wyłącznie krajowa awantura polityczna. Problem dostrzegły również instytucje międzynarodowe.
Przez osiem lat rządów PiS Trybunał stał się instytucją, której orzeczenia i sposób funkcjonowania były przedmiotem coraz poważniejszych kontrowersji.
Rok 2023. Zmiana rządu nie rozwiązała problemu
Po wyborach parlamentarnych w 2023 roku władzę przejęła koalicja z udziałem Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy.
Nowa większość zapowiadała przywrócenie praworządności i naprawę instytucji państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego.
W marcu 2024 roku Sejm przyjął uchwałę dotyczącą usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego z lat 2015–2023.
Rząd przestał publikować część orzeczeń Trybunału, kwestionując prawidłowość jego składów. Takie postępowanie również wywołało spory prawne. Konstytucja przewiduje bowiem obowiązek ogłaszania orzeczeń Trybunału.
Przygotowano także nowe rozwiązania ustawowe dotyczące funkcjonowania TK. Proces zmian napotkał jednak na przeszkody związane między innymi ze stanowiskiem prezydenta Andrzeja Dudy.
W praktyce okazało się, iż samo przejęcie władzy przez nową koalicję nie wystarcza do uporządkowania sytuacji.
Co więcej, część działań podejmowanych przez nową większość była krytykowana przez prawników jako prawnie wątpliwa.
W ten sposób konflikt, który miał zostać zakończony, wszedł w kolejną fazę.
Rok 2026. Nowi sędziowie i kolejny kryzys
13 marca 2026 roku Sejm wybrał sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego na wakujące stanowiska.
Prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie tylko od dwóch z nich. Pozostali złożyli ślubowanie podczas uroczystości w Sejmie, nie uznając, iż brak udziału prezydenta powinien uniemożliwiać im objęcie stanowisk.
Sejm stoi na stanowisku, iż wybór wszystkich sześciu osób był skuteczny i zgodny z Konstytucją. Prezydent kwestionuje natomiast prawidłowość tej procedury.
W rezultacie spór o to, kto jest sędzią Trybunału, przez cały czas pozostaje nierozstrzygnięty.
30 października. Konflikt przenosi się do siedziby Trybunału
W piątek 30 października doszło do kolejnej eskalacji.
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska, mająca najdłuższy staż w Trybunale, zarządziła miesięczną przerwę w czynnościach służbowych prezesa TK Bogdana Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Jako podstawę wskazano przepisy dotyczące natychmiastowej przerwy w czynnościach służbowych sędziego, w szczególności art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych, stosowany w związku z przepisami dotyczącymi Trybunału.
Korwin-Piotrowska uzasadniała działanie między innymi blokowaniem udziału wszystkich prawidłowo wybranych sędziów w Zgromadzeniu Ogólnym oraz sposobem wyznaczania składów orzekających.
Święczkowski nie uznał tej decyzji za legalną.
Wokół siedziby TK pojawiła się policja, przed budynkiem zgromadzili się protestujący, a prezydent Karol Nawrocki przerwał podróż zagraniczną i przyjechał do Warszawy. W nocy z 30 na 31 października osobiście pojawił się w siedzibie Trybunału.
Wydarzenia te doprowadziły do kolejnego ostrego konfliktu między przedstawicielami obecnej większości rządzącej a prezydentem i środowiskiem związanym z dotychczasowym kierownictwem TK.
Kto ma rację?
Najuczciwsza historycznie konkluzja: kryzys rozpoczęła koalicja PO–PSL, podejmując próbę przedwczesnego obsadzenia dwóch stanowisk sędziowskich. PiS, zamiast ograniczyć się do zakwestionowania tej części wyboru, podważył również prawidłowy wybór trzech pozostałych sędziów i obsadził ich miejsca własnymi kandydatami. W ten sposób z błędu poprzedników uczynił narzędzie przejęcia kontroli nad Trybunałem.
Obecny konflikt pokazuje, iż politycy (a personalnie Tusk I Kaczyński) nie potrafili wypracować rozwiązania, które przywróciłoby Trybunałowi powszechnie uznawany status i zakończyło spór o jego skład.
Największym przegranym tej wieloletniej batalii jest obywatel
Trybunał Konstytucyjny powinien być instytucją, do której obywatel może mieć zaufanie niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę. Powinien kontrolować ustawy uchwalane zarówno przez prawicę, jak i lewicę, przez rząd Donalda Tuska i jego politycznych przeciwników.
Tymczasem od jedenastu lat zamiast rozstrzygać spory konstytucyjne, sam jest ich głównym bohaterem.
I dopóki najważniejsze decyzje dotyczące Trybunału będą podejmowane przede wszystkim w logice politycznej konfrontacji, trudno oczekiwać, iż sytuacja gwałtownie się zmieni.
Czy Trybunał Konstytucyjny jest w ogóle potrzebny?
Wieloletni kryzys wokół Trybunału rodzi również pytanie znacznie bardziej fundamentalne: czy Polska w ogóle potrzebuje odrębnego Trybunału Konstytucyjnego? Można przecież rozważyć rozwiązanie polegające na jego likwidacji i przekazaniu kompetencji kontroli konstytucyjności prawa Sądowi Najwyższemu. W takim modelu badaniem zgodności ustaw z Konstytucją zajmowaliby się sędziowie Sądu Najwyższego, a nie odrębny organ, którego skład jest bezpośrednio kształtowany decyzjami większości parlamentarnej.
Takie rozwiązanie wymagałoby jednak zmiany Konstytucji RP, ponieważ art. 188–197 ustanawiają Trybunał Konstytucyjny jako odrębny organ władzy sądowniczej i określają jego kompetencje. Nie wystarczyłaby zatem zwykła ustawa. Do zmiany Konstytucji potrzebna jest procedura określona w jej art. 235, w tym większość dwóch trzecich głosów w Sejmie przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz bezwzględna większość w Senacie. Warto podjąć tę debatę, ponieważ instytucja powołana do ochrony nadrzędności Konstytucji nie powinna sama stawać się narzędziem politycznego nacisku i przedmiotem walki o wpływy.
→ Piotr Porada
31.10.2026
• obraz ilustracyjny: TK / barma / Gazeta Trybunalska
• więcej tekstów i wypowiedzi autora: > tutaj
adw. Piotr Porada (ur. 1987 r.) – pseudonim używany w tekstach analitycznych. Autor jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, partnerem w warszawskiej kancelarii prawnej. Od 2025 r. współpracuje z „Gazetą Trybunalską” w formule non profit, publikując przystępne komentarze prawne i analizy orzeczeń.

1 dzień temu










