Wojna z Iranem po raz kolejny brutalnie przypomina światu to, o czym od lat mówią ekonomiści i geopolitycy: kto uzależnia własną gospodarkę od importowanych węglowodorów, ten oddaje swoje bezpieczeństwo w ręce cudzych kryzysów, cudzych wojen i cudzych cieśnin morskich. Dziś szczególnie groteskowo brzmią lamenty przeciwników zielonej energetyki i samochodów elektrycznych, którzy jeszcze wczoraj wyśmiewali każdą próbę ograniczenia paliwowej zależności Zachodu, a dziś z oburzeniem komentują skok cen benzyny i diesla. Problem nie polega jednak wyłącznie na hipokryzji pseudoprawicy. Problemem jest także samobójcza wojna plemienna między tzw. prawicą i tzw. lewicą, która odbiera Europie zdolność do strategicznego myślenia o własnym bezpieczeństwie energetycznym.