Jens-Frederik Nielsen od lat łączył dwie pasje: sport i politykę. Jako badmintonista zdobył 19 tytułów mistrza kraju (7 w singlu, 8 w deblu i 4 w mikście), a także odnosił sukcesy na Igrzyskach Wyspiarskich. Można powiedzieć, iż lokalnie stał się gwiazdą.
Na razie wygląda to jak biogram dla reprezentanta kraju na olimpiadzie czy w innych zawodach. Ale Nielsen od lat budował też swoją pozycję w polityce i 28 marca objął funkcję premiera Grenlandii. Wcześniej Partia Demokratyczna (Demokraatit) pod jego wodzą zdobyła 29,9 proc. głosów, co było wynikiem ponad trzykrotnie lepszym niż w poprzednich wyborach.
Premier Jens-Frederik Nielsen. gwałtownie postawił się Trumpowi
W tym samym czasie Donald Trump publicznie wygłaszał już swoje dziwne teorie. Tak samo, jak groził... przejęciem Kanady, ogłosił, iż zamierza postarać się o Grenlandię. – Dostaniemy ją – w ten, czy inny sposób (...) Posiadanie i kontrola nad Grenlandią jest absolutną koniecznością – stwierdził prezydent USA, który już kilka lat temu sugerował, iż chciałby kupić wyspę.
Nielsen jeszcze nim oficjalnie został premierem Grenlandii, postawił się Trumpowi. Jego słowa gwałtownie pojawiły się na nagłówkach w zagranicznych mediach. – Grenlandia nie jest na sprzedaż, wypowiedzi Trumpa stanowią zagrożenie dla naszej niepodległości – ostrzegał. A na pierwszej konferencji w roli szefa rządu apelował: – W czasach, gdy my jako naród jesteśmy pod presją, musimy stać razem.
33-letni mistrz badmintona w roli premiera może nie brzmi specjalnie przekonująco, ale Nielsen nie wziął się znikąd. Studiował nauki społeczne na Uniwersytecie Grenlandzkim. Miał już w swoim CV funkcję ministra pracy i zasobów naturalnych, co dało mu doświadczenie w najważniejszych dla Grenlandii dziedzinach. Bo nie oszukujmy się – w tej rozgrywce zasoby naturalne są kluczowe.
– To nie tylko polityk i sportowiec, ale też lokalny "showman". Na spotkaniach swojej Partii Demokratycznej często gra na gitarze tradycyjne grenlandzkie pieśni, co stało się jego znakiem rozpoznawczym. Po ogłoszeniu wyników wyborów 11 marca, w Nuuk widziano go z gitarą, jak świętuje z wyborcami w kawiarni. On sam skomentował to słowami: "Muzyka to nasz sposób na jedność" – mówi dla naTemat Mateusz Gibała, ekspert ds. państw nordyckich, autor bloga "Polityka po nordycku".
I pewnie przez cały czas byłby na świeczniku wyłącznie lokalnie, ale imperialistyczne marzenia Trumpa ściągnęły na Grenlandię wzrok całego świata. Jens-Frederik Nielsen siłą rzeczy znalazł się w centrum uwagi na taką skalę, o jakiej pewnie choćby mu się nie śniło.
"Niesie zaraźliwą energię"
33-latek sprzeciwem wobec Trumpa idealnie wpisał się w nastroje na Grenlandii. Sondaż ze stycznia 2025 r. pokazał, iż 85 proc. Grenlandczyków nie chce przyłączenia do Stanów Zjednoczonych. Nielsena traktują tam trochę jak "swojego". – On niesie zaraźliwą energię i jest lubiany bez względu na to, gdzie się udaje – stwierdził dla Reutersa Hans Brummerstedt, który zna Nielsena od dzieciństwa.
– Nie stroni od tradycyjnego stylu życia. Regularnie publikuje zdjęcia z polowań na renifery, co buduje jego wizerunek "człowieka stąd" wśród Inuitów, ale też wywołuje drobne kontrowersje wśród bardziej ekologicznie nastawionych mieszkańców, którzy widzą w tym sprzeczność z jego prounijnymi i proekonomicznymi hasłami – podkreśla z kolei Mateusz Gibała.
Nielsen ma dziś silną pozycję, ale wobec zapowiedzi Trumpa jego możliwości są ograniczone. To zależy bardziej od wsparcia Danii i społeczności międzynarodowej niż od samej władzy na wyspie. Mimo iż premier bardzo stara się kreować na przywódcę, który będzie w stanie pokrzyżować plany supermocarstwa.
Nielsen za swoją zdecydowaną strategię wobec USA zbiera też po głowie. Jak zauważa nasz rozmówca z "Polityki po nordycku", niektórzy przedstawiciele z opozycyjnej partii Naleraq przekonują, iż nowy premier "gra pod publiczkę". Zresztą jej przywódca, Pele Broberg, stwierdził, iż "Trump zrobił wiele dobrego dla ruchu niepodległościowego Grenlandii".
Od słów do czynów w sprawie możliwości przejęcia wyspy przeszli ludzie Trumpa. Wiceprezydent USA niedawno zaskoczył swoją nieoficjalną wizytą na Grenlandii. J.D. Vance zrobił to wbrew miejscowym władzom, wywołał też oburzenie w Danii.
"Nie przynależymy do nikogo innego. Sami decydujemy o naszej przyszłości" – pisał Nielsen na swoim Facebooku.
Nie bez powodu Trump traktuje Grenlandię jak łakomy kąsek do zgarnięcia. Chociaż jako miliarder i człowiek biznesu, może przeliczać to po prostu na pieniądze. Wyspa posiada złoża minerałów, np. litu, kobaltu, niklu, ropy naftowej i gazu ziemnego, które stają się coraz bardziej dostępne dzięki topnieniu lodu w wyniku zmian klimatycznych.
"Buduje wizerunek lidera"
– Jako minister Nielsen zajmował się m.in. negocjacjami z zagranicznymi firmami wydobywczymi, co dało mu praktyczną wiedzę o tym, jak chronić grenlandzkie interesy gospodarcze. W kontekście sporu z Trumpem to doświadczenie pozwala mu lepiej rozumieć, co jest stawką w grze – nie tylko suwerenność, ale także kontrola nad zasobami, które Trump otwarcie nazywa "kluczowymi dla bezpieczeństwa narodowego USA" – przekonuje w rozmowie z nami ekspert.
O sportowej karierze szefa rządu Grenlandii tak naprawdę mówi się teraz niewiele. Jako premier musiał gwałtownie zderzyć się z tym, iż w polityce zagranicznej nie ma miękkiej gry. Na razie jest nieugięty wobec Trumpa i zaskakująco ostrożny wobec planów niepodległościowych Grenlandii na przyszłość.
– Musimy zareagować spokojnie, z godnością i jednością. I to właśnie poprzez te wartości musimy jasno, wyraźnie i spokojnie pokazać amerykańskiemu prezydentowi, iż Grenlandia jest nasza – przekonywał niedawno Nielsen.