Trump pokazał "nową" mapę USA z Grenlandią. Żarcik chyba tylko jego bawi

2 godzin temu
Donald Trump znowu trolluje świat. Tym razem prezydent USA opublikował na Truth Social zdjęcie – a adekwatnie grafikę wygenerowaną przez AI – na której Kanada, Grenlandia i Wenezuela są częścią Stanów Zjednoczonych. Na ilustracji Trump siedzi w Gabinecie Owalnym, widać też skupione twarze światowych liderów, którzy najwyraźniej próbują powstrzymać śmiech… albo szok. Robi się coraz dziwniej.


Na grafice Donald Trump siedzi przy biurku i wskazuje na gigantyczną mapę z flagą USA rozciągającą się od Alaski po Wenezuelę. Kanada i Grenlandia też są amerykańskie. W tle widać liderów światowych, w tym premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, prezydenta Francji Emmanuela Macrona, przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Zdjęcie na Truth Social nie ma podpisu ani wyjaśnienia, co nadaje sytuacji surrealistycznego, ale i mrocznego charakteru. Nigdzie nie ma zasygnalizowane, iż to (nieśmieszny) żart.

To nie pierwszy raz, gdy Trump sugeruje ekspansję USA w absurdalnej formie. Dodajmy, iż już w 2019 roku pojawiły się jego propozycje zakupu Grenlandii – duńskiego terytorium – co wywołało międzynarodowy sprzeciw. W międzyczasie jego administracja wykazywała zainteresowanie terenami bogatymi w surowce i mającymi znaczenie militarnie i geopolitycznie.

Donald Trump chce Grenlandii. Podobno dla bezpieczeństwa


W ostatnich miesiącach Trump znowu chce Grenlandii dla USA. Oficjalnie argumentuje to strategiczną pozycją wyspy w Arktyce i potencjalnym zagrożeniem ze strony Rosji i Chin, chociaż powód może być zupełnie inny. Prezydent USA wciąż podkręca narrację – podczas gali Alfalfa Club twierdził, iż "kupimy Grenlandię, zamiast ją najechać".

Grenlandia nie pozostaje bierna wobec presji ze strony USA. Władze wyspy twierdzą, iż rozmowy o przyszłości terytorium "nie są tam, gdzie chcielibyśmy". Jednocześnie duński minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen określił atmosferę negocjacji jako "konstruktywną".

W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie USA regionem arktycznym inne państwa NATO, w tym Francja i Kanada, otworzyły swoje konsulaty w Nuuk, stolicy Grenlandii. Państwa europejskie wysłały też na wyspę swoich żołnierzy. To symboliczne wzmocnienie sojuszniczej obecności w strategicznym rejonie Arktyki i sygnał, iż społeczność międzynarodowa nie pozostaje bierna wobec amerykańskich prowokacji.

Kanada będzie "51. stanem USA"? Tak twierdzi Donald Trump


A co z Kanadą? Trump wielokrotnie powtarzał, iż Kanada powinna stać się 51. stanem, a Grenlandia – 52. W swoich wypowiedziach twierdził, iż Kanada nie przetrwa bez amerykańskich subsydiów i powiązał jej gospodarkę z amerykańskimi deficytami handlowymi. W szczególności groził 100-procentowymi taryfami, jeżeli Ottawa podejmie bliższą współpracę z Chinami.

Kanada odpowiada stanowczo, choć dyplomatycznie. Premier Mark Carney wyraźnie powiedział Trumpowi, iż Kanada "nie jest na sprzedaż i nigdy nie będzie". Z kolei w Davos wygłosił przemówienie, w którym mówił o "pęknięciu" dotychczasowego porządku świata opartego na zasadach, wywołanym – jak zasugerował – agresywną polityką Donalda Trumpa.

Apelował, by tzw. średnie potęgi zacieśniały współpracę w obliczu presji gospodarczej ze strony "większych graczy". Choć nie wymienił USA wprost, jego wystąpienie zostało odebrane jednoznacznie i spotkało się z rzadką owacją na stojąco. Jednocześnie Kanada, która od lat jest głównym partnerem handlowym USA, szuka coraz większej niezależności.

Trump nie pozostawił tej krytyki bez odpowiedzi. – Kanada żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, następnym razem, gdy będziesz wygłaszał swoje oświadczenia – powiedział w Davos. Carney gwałtownie zareagował. – Kanada nie żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Kanada prosperuje, bo jest Kanadą – stwierdził.

USA chce tymczasowo rządzić Wenezuelą


Na mapie "nowych USA" pojawia się też Wenezuela. Na początku stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły tam ofensywę militarną, która obejmowała uderzenia lotnicze na cele wojskowe w stolicy Caracas i innych regionach kraju, w ramach tzw. Operation Absolute Resolve – dużej operacji wspieranej przez kilkadziesiąt zaawansowanych samolotów i siły specjalne armii USA.

Jej celem oficjalnie było schwytanie dyktatora Nicolása Maduro i jego żony, Cilii Flores. Para została przetransportowana do USA, gdzie stanęła przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.

Trump ogłosił później na platformie społecznościowej, iż Stany Zjednoczone "będą rządzić" Wenezuelą do czasu bezpiecznego transferu władzy i odbudowy struktur państwowych, choć w praktyce tymczasową prezydentką została zastępczyni Maduro, Delcy Rodríguez, a rząd Maduro pozostał na razie bez większych zmian.

Interwencja spotkała się z ostrą krytyką wielu państw i ekspertów prawa międzynarodowego, którzy wskazują, iż jednostronne użycie siły bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ prawdopodobnie narusza zasady suwerenności zawarte w Karcie Narodów Zjednoczonych.

W międzyczasie wenezuelski parlament przegłosował początkowe poparcie dla otwarcia sektora naftowego dla prywatnych inwestorów, co ma teoretycznie umożliwić powrót amerykańskich firm energetycznych i "rewitalizację" kluczowego przemysłu ropy naftowej. Według ekspertów to właśnie na ropie Trumpowi zależało najbardziej.

Idź do oryginalnego materiału