Donald Trump zapowiedział w środę 19 sierpnia, iż jeszcze w 2026 r. chce spotkać się z Kim Dzong Unem. Amerykański prezydent mówi o dobrych relacjach i 57 północnokoreańskich głowicach. Dla Polski oznacza to jedno: bezpieczeństwo sojusznicze znów zależy od twardej kalkulacji Waszyngtonu.
Trump znów stawia na rozmowę z Kimem
Donald Trump wraca do dyplomacji osobistej z Koreą Północną. Prezydent USA powiedział 19 sierpnia dziennikarzom, iż zna Kim Dzong Una bardzo dobrze i iż fakt dobrych relacji z przywódcą państwa atomowego jest zaletą, a nie problemem. Jak relacjonuje Al Jazeera w materiale o zapowiedzi rozmów z Pjongjangiem, Trump mówił także o 57 północnokoreańskich głowicach nuklearnych.
To liczba politycznie ciężka. Nie jest tylko elementem amerykańskiej debaty o Azji. jeżeli prezydent największego państwa NATO publicznie mówi o arsenale Korei Północnej i jednocześnie zapowiada spotkanie z Kimem jeszcze w tym roku, to wysyła sygnał do wszystkich sojuszników. Także do Polski. Porządek bezpieczeństwa nie jest dany raz na zawsze, a gwarancje trzeba umieć zakotwiczyć w realnych interesach mocarstw.
Korea Północna gra czasem i strachem
Trump spotykał się z Kim Dzong Unem trzy razy podczas swojej pierwszej prezydentury: w Singapurze w 2018 r., w Hanoi w 2019 r. oraz w strefie zdemilitaryzowanej na granicy obu Korei. Te spotkania miały ogromny wymiar symboliczny, ale nie doprowadziły do trwałego porozumienia ograniczającego program nuklearny Pjongjangu. To jest najważniejsza lekcja dla wszystkich, kto chce widzieć w samej rozmowie przełom.
Północnokoreański reżim nie rozbraja się dlatego, iż ktoś jest uprzejmy przy stole. Ustępuje tylko wtedy, gdy rachunek sił staje się dla niego niekorzystny. Dlatego w polskim interesie jest, by Waszyngton rozmawiał z pozycji przewagi, a nie z potrzeby szybkiego medialnego sukcesu. W tle pozostaje też zbliżenie Pjongjangu z Moskwą, o którym pisaliśmy przy sprawie północnokoreańskich żołnierzy dla Rosji.
Sojusze nie znoszą złudzeń
Według ABC byłoby to pierwsze spotkanie Trumpa z Kimem w czasie drugiej kadencji. Jednocześnie media wskazują, iż wypowiedź padła po decyzji o ograniczeniu części ćwiczeń wojskowych USA z Koreą Południową. Dla Seulu to sprawa pierwszorzędna. Dla Europy Środkowej także powinna być sygnałem ostrzegawczym.
Polska prawica musi patrzeć na takie ruchy trzeźwo. Sympatia do twardego języka Trumpa nie może oznaczać dziecięcej wiary, iż każdy gest Waszyngtonu automatycznie wzmacnia nasze bezpieczeństwo. Amerykanie realizują własny interes. My też mamy obowiązek realizować własny: silna armia, przemysł zbrojeniowy, odporność państwa i dyplomacja, która nie sprowadza Polski do roli petenta.
Ten sam mechanizm było widać, gdy amerykańska polityka wobec sojuszników wywoływała napięcia w NATO. W tekście o tym, jak Kongres USA krytykował Trumpa po sygnałach wobec Korei Południowej, stawką również była wiarygodność parasola bezpieczeństwa. Państwa frontowe nie mogą pozwolić sobie na luksus naiwności.
Polska potrzebuje własnej siły
Dla Warszawy sprawa Korei Północnej może wydawać się odległa tylko pozornie. Pjongjang wspiera Rosję politycznie i wojskowo, a każda gra USA z reżimem Kima wpływa na szerszy układ sił. jeżeli Ameryka przesuwa uwagę na Pacyfik, Europa musi szybciej brać odpowiedzialność za własną obronę. Tylko iż Europa w praktyce często oznacza Brukselę pełną regulacyjnych ambicji, a nie gotową do walki wspólnotę bezpieczeństwa.
Dlatego odpowiedź narodowa jest prosta. Polska powinna wzmacniać sojusz z USA, ale bez oddawania własnej sprawczości. Powinna pilnować wschodniej flanki NATO, ale nie czekać biernie na cudze decyzje. Powinna rozumieć, iż w świecie atomowych szantaży liczą się armia, przemysł, granice i elity zdolne do myślenia kategorią państwa.
Trump może rozmawiać z Kimem. Wielka polityka zawsze wymaga kanałów kontaktu, także z przeciwnikiem. Pytanie brzmi, czy Polska wyciągnie z tego adekwatny wniosek: bezpieczeństwo narodowe buduje się własną siłą, a sojusze są skuteczne wtedy, gdy partner widzi w nas państwo poważne.
Źródło: Bankier.pl, Al Jazeera, ABC, The Washington Post, The Guardian.
Źródło: Bankier.pl















