Transport lotniczy decyduje o sile armii. Polska nie może zostać klientem bez wyboru

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Transport lotniczy decyduje o sile armii. Polska nie może zostać klientem bez wyboru


Polska dołączyła do programu natowskiej eskadry ciężkich A400M Atlas i przygotowuje następcę wysłużonych Herculesów. Światowy rynek wojskowych transportowców pokazuje jednak coś ważniejszego niż katalog osiągów: państwa zdolne projektować i produkować takie maszyny zyskują wpływ, miejsca pracy i swobodę działania. My musimy zadbać, by modernizacja wzmacniała także polskie bezpieczeństwo przemysłowe.

Transportowiec daje swobodę działania

Samolot transportowy nie budzi takich emocji jak myśliwiec. Bez niego choćby najlepiej uzbrojona armia gwałtownie traci tempo. Przerzut żołnierzy, amunicji, pojazdów i pomocy humanitarnej decyduje o tym, czy państwo potrafi działać daleko od własnych baz oraz gwałtownie wesprzeć zagrożony odcinek. Wojna na Ukrainie przypomniała Europie, iż logistyka nie jest zapleczem wojny. Jest jednym z jej warunków.

Jak podał Defence24, Polska dołączyła do programu nowej natowskiej eskadry transportowej wykorzystującej ciężkie samoloty A400M Atlas. Równocześnie Warszawa przygotowuje program Drop, którego celem jest pozyskanie średniej maszyny mającej zastąpić samoloty C-130E/H Hercules. Te dwie decyzje dotyczą różnych klas sprzętu, ale prowadzą do jednego pytania: ile realnej samodzielności operacyjnej chce mieć Rzeczpospolita?

Zachód ma kilka dróg

Stany Zjednoczone pozostają punktem odniesienia dzięki rozbudowanej flocie transportowej i rodzinie C-130 Hercules, rozwijanej dziś w wersji C-130J Super Hercules. Cięższy C-17 Globemaster III nie jest już produkowany, co dobrze pokazuje, jak trudno odbudować zamkniętą linię strategicznie ważnego sprzętu. Sama obecność samolotów w jednostkach nie wystarcza. Liczą się części, obsługa, szkolenie i zdolność utrzymania floty przez dziesięciolecia.

Europa postawiła na A400M Atlas. To konstrukcja przeznaczona do przewozu cięższych ładunków niż typowe średnie transportowce, zdolna również do działania z gorzej przygotowanych lotnisk. Program był kosztowny i technicznie trudny, ale pozostawił europejskim państwom własną kompetencję w segmencie, którego nie wolno oddać wyłącznie zagranicznym dostawcom. Wspólna eskadra może dać Polsce dostęp do potrzebnych zdolności. Nie zastąpi jednak decyzji o tym, co Wojsko Polskie ma posiadać na stałe i pod własnym dowództwem.

Brazylijski C-390 Millennium wyrósł na poważnego konkurenta dla konstrukcji o napędzie turbośmigłowym. Oferuje odrzutowy napęd i wszedł do sił zbrojnych kilku państw, w tym europejskich. Jego sukces jest lekcją dla Polski. Państwo spoza największych mocarstw może zbudować produkt zaawansowany, eksportowy i istotny dla własnej pozycji międzynarodowej, jeżeli konsekwentnie rozwija przemysł oraz szuka partnerów.

Chiny i Rosja budują własne zaplecze

Chiny rozwijają ciężki samolot Y-20, traktując transport strategiczny jako część budowy umiejętności działania poza własnym terytorium. Rosja opiera znaczną część potencjału na rodzinie Ił-76. Oba państwa dążą do utrzymania własnych konstrukcji i zaplecza produkcyjnego, ponieważ wiedzą, iż zależność od importu ogranicza swobodę polityczną. Ich maszyny nie wyznaczają dziś reguł na otwartym rynku państw NATO, ale służą innemu celowi: mają uniezależniać siły zbrojne Pekinu i Moskwy od Zachodu.

To istotny kontekst dla polskich zakupów. Nie możemy kopiować modelu państw autorytarnych, ale powinniśmy rozumieć ich rachunek strategiczny. Kraj, który nie kontroluje serwisu, zapasu części i infrastruktury szkoleniowej, płaci za zależność przy każdym kryzysie.

Program Drop musi pracować dla Polski

Wybór następcy Herculesów powinien zaczynać się od potrzeb operacyjnych, a nie od politycznej fotografii przy podpisaniu umowy. Liczyć trzeba dostępność maszyn, koszt całego cyklu użytkowania, możliwość działania z polskich lotnisk oraz odporność łańcucha dostaw. Konieczne jest też twarde żądanie udziału polskich zakładów w obsłudze i naprawach.

Nie każdą technologię da się pozyskać, a liczba zamawianych samolotów wyznacza siłę negocjacyjną. Państwo ma jednak obowiązek walczyć o kompetencje, które zostaną w kraju. Zakup gotowego produktu bez zaplecza daje możliwości na czas pokoju, ale w chwili próby może zamienić się w kolejkę po zgodę producenta, część albo ekipę serwisową.

Polska potrzebuje dostępu do ciężkiego transportu w ramach NATO i własnej, sprawnej floty średniej. Te cele się uzupełniają. Stawką są szybkość przerzutu wojsk, odporność logistyki i zdolność samodzielnego reagowania na zagrożenie. Program Drop będzie dobrym wyborem wtedy, gdy wzmocni armię oraz pozostawi w Polsce wiedzę, pracę i kontrolę nad utrzymaniem sprzętu.

Źródło: Defence24

Idź do oryginalnego materiału