Trajdos: Osłupienie

myslpolska.info 3 godzin temu

Do truizmów należy przekonanie, iż litość, miłosierdzie, ba, szlachetność nie idą w parze z wojną. Nie mogą choćby koegzystować z polityką, szczególnie współczesną. Liczy się skuteczność w osiągnięciu nakreślonych celów, nieprawdaż?

W moim pokoleniu, które otrzymało dar pamięci od swoich rodziców, świadków wojny światowej, pozostały jednak wpojone zasady etyki, która czegoś wzbrania, czegoś się brzydzi, coś stanowczo potępia. Zasady te może nie są już tak niewzruszone jak dawniej, ale wciąż się mocno odzywają jako głos sumienia w chwilach tragicznych. Nie chcę tej etyki nazywać akurat chrześcijańską (choć z tej religii się wywodzi). Nazwę ją po prostu etyką ludzką. jeżeli wiemy i pamiętamy, iż Niemcy we wrześniu 1939 r. celowo bombardowali oznakowane szpitale i kolumny cywilnych uciekinierów – to nazywamy ten potworny czyn złem. jeżeli wiemy, iż przez całą okupację ci sami Niemcy mordowali w egzekucjach ulicznych i leśnych (np. Palmiry) setki i tysiące cywilów, to była to zbrodnia. jeżeli wiemy, iż olbrzymi radziecki system represji wywoził z polskich ziem wschodnich tysiące naszych rodaków na głód i poniewierkę w obozach wyniszczającej pracy, a innych torturował i zabijał w katowniach NKWD – to była to równie odrażająca zbrodnia. jeżeli wreszcie ludobójcy z UPA zabijali bezbronną ludność polską, w tym małe dzieci w potwornych męczarniach, to nazywamy te masakry nieludzką zbrodnią wylęgłą w mózgach przeżartych złem. Podałem oczywiście przykłady. Tę listę można snuć długo.

Jeśli tak jest- to jak możemy spokojnie oglądać kamienne, mechanicznie wyuczone mordy spikerów i komentatorów telewizyjnych (towarzyszy im podobny ton w codziennej prasie), którzy dzień w dzień z ujmującym spokojem i aprobatą informują o podobnych zbrodniach w wykonaniu „naszych sojuszników”. Samoloty, rakiety i drony z Izraela i USA nie uderzają jedynie w tzw. obiekty wojskowe. Codziennie w Iranie, napadniętym według klasycznej formuły zbrodni wojennej (jak w Polsce 1939 r.), giną zwykli ludzie. Giną też liczne dzieci. Giną bezbronni. Ginie większość tych, którzy chcieli i chcą żyć w taki ustroju, jaki powstał w tym kraju w 1979 r. Chcą tego przez cały czas pod bombami agresora. Ale nic z tego. Agresorzy uważają, ze należy im to wybić z głów masowym unicestwieniem. Tak było niejeden raz w dobie współczesnej. Za narodowy sprzeciw wobec dyktatu USA i UE w 1999 r. potworną cenę zapłacili bohaterscy Serbowie. Oderwano ich ojczyźnie Kosowo i Metohiję, prowincję od XIII w. integralnie związaną z serbskim państwem, zasiedloną przez Albańczyków dopiero w niewoli tureckiej. Na tej ziemi w Peci do końca XVII w. mieściła się siedziba patriarchatu Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, natomiast aż do do agresji NATO i wykrojenia groteskowego pseudo-państewka w Kosowie (w istocie hiperbazy przeładunkowej USA) kwitły monastery – fundacje królów Serbii. Bez litości wygnano Serbów z tej prowincji, posługując się bojówkami albańskimi, które spełniły taką rolę, jak UPA wobec Polaków na ziemiach wschodnich. Zadziałała prosta reguła: kto się sprzeciwi globalnym macherom, podlega egzekucji. Nie ma co liczyć na tzw. prawa i wartości, o których co jakiś czas pieje „Zachód”.

Brutalna napaść dotknęła w tej chwili Iran (przed dwoma miesiącami Wenezuelę), jednakże pole działania dla zbrodniarzy tego samego pokroju i zapatrywań jest znacznie szersze. Izraelczycy wyniszczają Liban. Pretekstem jest wytępienie szyickiego Hezbollahu, ale przecież masowo ginie ludność cywilna wszelkich wyznań, także chrześcijanie-maronici. Bezsilne władze Libanu daremnie proszą o pomoc. Nie słyszałem, aby obłudne kreatury z UE się tym przejęły. Z kolei przed administracją Trumpa (już bez udziału siepaczy Netanjahu) roztacza się nieograniczony horyzont tępienia państw o ustrojach alternatywnych, nie godzących się na status neokolonialny i marionetkowy. Runą na Jemen, runą na Afganistan (gdzie 5 lat temu talibowie przy wsparciu większości narodu wygnali marionetki USA, wyzwalając swój kraj po 20 latach „postępowej” okupacji). Znamienne, iż Amerykanie zawsze oszczędzają te państwa, w których rządzą komuniści. Co do ChRL, to oczywiste, „Zachód” panicznie boi się jej potęgi, a Eurokołchoz dodatkowo ma tam liczne brudne interesy. Lepiej też nie tykać naszpikowanej bombami Korei Północnej, gdzie misjonarze globalu mieli by za przeciwnika prawdziwy zbrodniczy „reżim” komunistyczny. Na paluszkach ostrożnie obchodzą też Wietnam i Laos, rządzone przez komunistów od 1975 r. Czyżby pamięć upokarzającej klęski? Z „czerwonych” państwa jedna jedyna Kuba wydaje się do połknięcia, bo jest osaczona. Mam wszakże dziwne przeczucie, iż Trump jej nie ugryzie. Przede wszystkim – brakuje tam nafty i gazu. A przecież główne polowanie z mordem w tle odbywa się w rejonach zasobów energetycznych.

Konkluzja. Przypomniałem mechanizm zwykłej propagandy. Jednak tam, gdzie słychać codzienne treny z powodu rosyjskich bombardowań miast na Ukrainie, a jednocześnie z lodowatą satysfakcją informuje się o hekatombie w Iranie i Libanie, dokonywanej z premedytacją przez rzekomo uprawnionych najeźdźców – życie jest nie do zniesienia. Relatywizm etyczny zmienia się w cuchnący cynizm. W maszynerii przerabiającej umysły udało się wytrzebić, przynajmniej na poziomie przekazu, resztki ludzkich odczuć.

Chcę w tym miejscu krótko odnieść się do jeszcze jednej kwestii, bo nie będę miał potem sposobności. W kwietniu b.r. nastąpi decydująca próba sił na bratnich Węgrzech. Glos narodu węgierskiego rozstrzygnie, czy Węgrzy obronią imponującą niepodległość, którą przez 16 lat chronił z niebywałą determinacją rząd Viktora Orbána. jeżeli Fidesz przegra, a do władzy dobiorą się manekiny UE, zgaśnie najmocniejsze światło programu suwerenności narodowej w Europie. Dlatego wbrew opinii wyrażonej na tych łamach kilka tygodni temu, dla Polaków ma decydujące znaczenie, czy rząd Orbána wygra po raz piąty. Będzie to bowiem jutrzenka nadziei, choć wiem, iż nie doczekam niepodległej Polski.

Tadeusz M. Trajdos

Emerytowany profesor IH PAN

fot. wikipedia

Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2026)

Idź do oryginalnego materiału