Dziesiątki tysięcy migrantów przedostały się z Maroka do hiszpańskiej Ceuty, część wpław wokół falochronu przy plaży El Tarajal. W wodzie i podczas naporu na granicę zginęło co najmniej 57 osób, a Madryt skierował do miasta wojsko. Ta tragedia pokazuje cenę utraty kontroli nad zewnętrzną granicą Europy.
Śmierć na najkrótszej drodze do Hiszpanii
Nagrania z plaży El Tarajal pokazują ludzi wchodzących do wody i próbujących dotrzeć do Ceuty, hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej. Część była skrajnie wyczerpana. Ratownicy wyciągali na brzeg żywych oraz ciała tych, którzy nie przetrwali przeprawy.
Associated Press podała w piątek, iż liczba ofiar wzrosła do co najmniej 57. Według cytowanych przez agencję informacji część ludzi utonęła, a część zginęła w tłoku podczas próby przejścia przy ogrodzeniu na plaży Tarajal. Każda z tych śmierci jest ludzką tragedią. Nie wolno jej zamieniać ani w widowisko, ani w wygodny argument do ignorowania bezpieczeństwa granicy.
Państwo odzyskuje kontrolę
Napór na Ceutę przybrał skalę, z którą lokalne służby nie mogły poradzić sobie samodzielnie. Migranci dostawali się na terytorium Hiszpanii drogą morską oraz przez przełamaną zaporę graniczną. Władze w Madrycie zdecydowały o wysłaniu wojska do wsparcia Guardia Civil i policji.
Dzień później wielu przybyszów zaczęło dobrowolnie wracać do Maroka. Hiszpańskie władze zapowiedziały wykorzystanie zasobów państwa do ochrony mieszkańców Ceuty i przywrócenia porządku. To podstawowy obowiązek rządu. Granica, której nie można skutecznie pilnować, przestaje chronić zarówno obywateli, jak i ludzi kuszonych obietnicą łatwego wejścia do Europy.
Polityka, która nie może opierać się na chaosie
Nie ma sprzeczności między ratowaniem człowieka w wodzie a twardą ochroną granicy. Przeciwnie, sprawne państwo musi robić jedno i drugie. Powinno niszczyć model biznesowy przemytników, współpracować z państwem tranzytowym, zapewniać procedury powrotowe i reagować zanim tłum ruszy ku ogrodzeniu lub morzu.
Rząd Hiszpanii odrzucił twierdzenia, iż kryzys był skutkiem przyjętej wcześniej regularyzacji pobytu migrantów. Sam spór polityczny nie zmienia jednak obrazu z Ceuty. Gwałtowny i masowy napływ przekroczył możliwości służb, zagroził porządkowi w mieście i zakończył się śmiercią dziesiątek ludzi.
Europa zbyt długo zastępowała realną politykę graniczną moralizowaniem. Skutki ponoszą mieszkańcy terenów przygranicznych, funkcjonariusze oraz sami migranci. Odpowiedzialność wymaga kontroli, jasnych zasad i nieuchronnego powrotu osób, które nie mają prawa pobytu. Bez tego kolejne grupy będą podejmować śmiertelne ryzyko.
Ostrzeżenie dla Polski
Ceuta leży daleko od Polski, ale mechanizm presji jest dobrze znany także na naszej wschodniej granicy. Masowy ruch ludzi może w krótkim czasie obciążyć służby i stać się narzędziem nacisku na państwo. Różne są kierunki, organizatorzy i lokalne uwarunkowania, ale obowiązek władz pozostaje ten sam: chronić terytorium oraz życie.
Dla Polski stawka jest konkretna. Chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców, wydolność służb i prawo narodu do decydowania, kto wjeżdża na jego terytorium. Pomoc tonącemu jest nakazem człowieczeństwa. Szczelna granica jest nakazem odpowiedzialności państwowej. Ceuta pokazuje tragiczne skutki sytuacji, w której reakcja przychodzi dopiero po załamaniu kontroli.
Źródło: WP Wiadomości













