Dokładna data i przyczyna kryzysu w PiS jest przedmiotem wielu analiz, zwierających wiele wersji. Dla jednych początkiem kryzysu była „piątka dla zwierząt”, dla innych „pandemia”, a jeszcze inni wskazują „polski ład”, który miał naprawić zniszczenia po „pandemii”. Z wyjątkiem „polskiego ładu”, pozostałe przyczyny kryzysu powstały w 2020 roku i to ten rok należy uznać za przełomowy. W tym samym roku wybuchł też konflikt w „Zjednoczonej Prawicy”, co zakończyło się wykluczeniem Porozumienia Jarosława Gowina z koalicji rządzącej i tak samo mogła się zakończyć kooperacja „Solidarnej Polski” z PiS, ale w ostatniej chwili Zbigniew Ziobro się ukorzył, dzięki czemu do rozłamu nie doszło.
Charakterystyczne jest to, iż cały ten wielopoziomowy kryzys wybuchł zaledwie rok po spektakularnym sukcesie „Zjednoczonej Prawicy”, która wygrała wybory parlamentarne z rekordowym wynikiem 43,59 proc. Zestawienie tych faktów jednoznacznie dowodzi, iż w polityce bardzo gwałtownie można ze szczytu spaść na dno albo co najmniej kilka poziomów niżej. Tuż po zwycięstwie „Zjednoczonej Prawicy” w 2019 roku, prezes PiS Jarosław Kaczyński dokonał zaskakującej oceny wyników wyborów:
Jeśli przed nami kolejne cztery lat rządzenia, to czeka nas najpierw refleksja nad tym wszystkim, co się udało, o czym mówiliśmy, ale także nad tym, co się nie udawało i co spowodowało, iż poważna część społeczeństwa jednak uznała, iż nie należy nas popierać mimo przecież zupełnie ewidentnych i oczywistych osiągnięć. (…)Nie jest to moment, by to rozważać. Musimy o tym pamiętać, bo jesteśmy formacją, która zasługuje na więcej, otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej.
Jarosław Kaczyński marzył o większości konstytucyjnej, czego nie udało się dokonać, ale nie tylko to wywołało niezadowolenie prezesa PiS. Jeszcze przed wyborami Jarosław Kaczyński wysłał list do Zbigniewa Ziobro, w którym ostrzegał go przed stosowaniem nieuczciwych praktyk w trakcie kampanii:
Zwracam się do Pana Ministra o natychmiastowe zakazanie kandydatom Solidarnej Polski korzystania z Funduszu Sprawiedliwości w trakcie kampanii wyborczej (…). W razie niezastosowania się do sformułowanego w piśmie zalecenia, pełna odpowiedzialność polityczna, a najprawdopodobniej także w innych wymiarach, będzie spoczywała na Panu.
Zbigniew Ziobro kompletnie zlekceważył te przestrogi i realizował swój plan związany z powiększeniem liczby posłów „Solidarnej Polski”. Opłacało się, bo liczba posłów zwiększyła się z 12 do 17, ale był to chwilowy sukces i po 4 latach przerodził się w klęskę Zbigniewa Ziobry. Dziś Jarosław Kaczyński mówi o powrocie poparcia na poziomie 40 proc., co brzmi równie abstrakcyjnie, jak tłumaczenia Zbigniewa Ziobry, który najpierw kpił i się odgrażał, a potem uciekł na Węgry i porównuje się z żołnierzami niezłomnymi. PiS spadło ze szczytu w błyskawicznym tempie i chociaż cudem uratowano wybory prezydenckie w 2020 roku, głównie dlatego, iż kampanię ciągnął sam Andrzej Duda, a jego przeciwnikiem był Rafał Trzaskowski, to dalej było coraz gorzej.
Utrata władzy po wyborach 2023 roku rozpoczęła cykl katastrofalnych błędów w znacznej mierze spowodowanych brakiem wyciągnięcia wniosków z błędów „historycznych”. Nie inaczej wygląda to w przypadku coraz bardziej żenujących występów medialnych byłego ministra sprawiedliwości. Wbrew faktom, logice i nastrojom społecznym PiS z Ziobro uczyniło męczennika, ale każdy dzień potwierdza, iż była to fatalna w skutkach strategia polityczna i komunikacyjna. Kolejne występy medialne Ziobry, to wizerunkowa mina podłożona pod PiS, ale kierownictwo partii zamiast rozbroić to pole minowe, wchodzi na nie i dostaje odłamkami. Dzieje się tak dlatego, iż historyczne i obecne błędy mają jedno źródło – zmęczone i skonfliktowane kadry, nie potrafiące rozliczyć przeszłości ani zbudować projektu na przyszłość.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

15 godzin temu










