Tona węgla już za 2,6 tys. zł. W kopalni o połowę taniej. Skąd ta różnica?

1 dzień temu

Za tonę węgla w niektórych składach trzeba zapłacić choćby 2600 zł. Choć droższy import i problemy z transportem dokładają się do wzrostów cen, nie tłumaczą ich w pełni. – To głównie popyt i niepewność – mówi nam Wojciech Przedlacki z Fundacji Instrat.

Sezon grzewczy rozpoczął się już na dobre. Osoby ogrzewające domy węglem muszą liczyć się z dużymi wydatkami. W październikowych ofertach ceny tony węgla w składach sięgają choćby 2600 zł. Tymczasem bezpośrednio u krajowych producentów część sortymentów można kupić za około 1100–1400 zł za tonę, choć do tej ceny trzeba doliczyć m.in. transport. Tak duże różnice pokazują, iż koszt samego surowca to tylko część rachunku

Co stoi za podwyżkami? Wojciech Przedlacki, kierownik platformy energy.instrat.pl w Fundacji Instrat, wskazuje na kilka nakładających się czynników: większe zainteresowanie węglem, niepewność na rynku, ograniczenia w krajowym wydobyciu oraz problemy z logistyką importu.

Węgiel choćby po 2600 zł za tonę

Październikowe zestawienia ofert pokazują duże rozbieżności między cenami u producentów a stawkami w prywatnych składach. Według przeglądu opublikowanego przez Murator.pl ceny węgla zaczynają się od około 1130 zł za tonę u producentów, a w lokalnych składach dochodzą do 2600 zł. Przykładowo za tonę węgla typu orzech w Miliczu trzeba zapłacić około 2040 zł, a w Szczecinie – choćby 2600 zł. Na ostateczną cenę wpływają m.in. pochodzenie paliwa, rodzaj sortymentu, transport i forma sprzedaży.

Nie wszystkie podwyżki da się jednak wyjaśnić wzrostem kosztów sprowadzania surowca. Jak zwraca uwagę ekspert Instratu, import pokrywa szacunkowo 30–50 proc. zapotrzebowania gospodarstw domowych na węgiel opałowy. Udział ten zależy od przyjętych założeń dotyczących popytu oraz tego, jaki importowany węgiel nadaje się do wykorzystania w domowych kotłach.

– Koszt importu węgla wzrósł o ok. 80 zł/t, a ceny na składach (jak słyszymy) o kilkaset złotych, więc to głównie popyt i niepewność, a nie koszt surowca – ocenia Przedlacki pytany przez SmogLab. – Rodzimy węgiel to raczej kwestia logistyki i kosztów dostaw, choć była też informacja z PKW [Południowy Koncern Węglowy – red.] o problemach z podażą.

  • Czytaj także: Pellet czy pompa ciepła? To samo ciepło, 5 tys. zł różnicy rocznie

Droższy gaz zwiększa zainteresowanie węglem

Jednym z czynników wpływających na rynek jest wzrost kosztów gazu, związany z wojną USA i Izraela z Iranem. Droższe paliwo gazowe zwiększyło zainteresowanie węglem, a większy popyt przełożył się również na wzrost cen na rynkach międzynarodowych. Znaczenie miały także zmiany kursów walut.

Widać to w danych dotyczących importowanego węgla. Jak wskazuje Przedlacki, między styczniem a sierpniem br. ceny węgla z Kazachstanu wzrosły z 404 do 488 zł za tonę, czyli o około 21 proc. To istotny kierunek dostaw, zwłaszcza w przypadku paliwa przeznaczonego dla gospodarstw domowych. W tym samym okresie cena węgla kolumbijskiego wzrosła o 12 proc., jeżeli porównać jedynie styczeń i sierpień.

We wrześniu indeks cen węgla z kierunku zachodniego zwiększył się o kolejne 7 proc. Importerzy mogą więc uwzględniać w cenach sprzedaży nie tylko koszt wcześniej kupionego paliwa, ale także koszt uzupełnienia zapasów.

Wzrosty na rynku międzynarodowym nie wyjaśniają jednak w pełni skali podwyżek w składach. Różnica między zmianą cen importowych a wzrostem cen detalicznych sugeruje, iż istotną rolę odgrywają również:

  • oczekiwania sprzedawców,
  • popyt,
  • obawy o dostępność towaru.

Problemy z transportem węgla z Kazachstanu

Niepewność zwiększyły doniesienia o czasowym wstrzymaniu transportu ładunków Kolejami Rosyjskimi przez przejście Krasnoje. Jak informowała Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla, ograniczenie miało obowiązywać od 8 do 17 października. To istotny lądowy węzeł dla węgla sprowadzanego do nas z Kazachstanu.

Nie wiadomo jednak, czy wstrzymanie transportu oznaczało całkowite zablokowanie dostaw, czy część ładunków udało się skierować inną trasą. Nie ma też pewności, jak duży był wpływ tej sytuacji na ceny opału w Polsce. – Mogło to wpłynąć na koszty węgla importowanego w tym okresie, aczkolwiek skala wpływu nie jest jasna – mówi nam Przedlacki.

Według przywoływanych przez niego informacji zdecydowana większość importowanego węgla trafia do kraju przez port w Gdańsku.

Problemy transportowe mogły więc zwiększyć niepewność niektórych importerów. – Ale na obecnym etapie trudno określić, w jakim stopniu odpowiadają za wzrost cen płaconych przez gospodarstwa domowe.

Polskie kopalnie nie pokryją całego zapotrzebowania

Drugim ograniczeniem jest krajowa podaż. Jak wyjaśnia Przedlacki, polskie kopalnie nie są w stanie dostarczyć więcej niż około połowy węgla potrzebnego gospodarstwom domowym.

Nie chodzi tylko o skalę wydobycia. Znaczenie mają również warunki geologiczne i technologiczne.

– Nie każde złoże ma odpowiednie parametry, a z tych nadających się można odsiać ograniczoną ilość sortymentów o odpowiedniej wielkości ziarna – mówi. W efekcie zwiększenie podaży w krótkim czasie nie jest proste. jeżeli popyt rośnie, a możliwości dostaw pozostają ograniczone, rynek staje się bardziej podatny na skoki cen. Do tego dochodzą koszty transportu i magazynowania oraz lokalne różnice w dostępności poszczególnych rodzajów opału.

Warto przy tym odróżnić ryzyko problemów z dostawami od potwierdzonego niedoboru węgla w skali całego kraju. Doniesienia o utrudnieniach logistycznych czy ograniczonej podaży nie oznaczają automatycznie, iż paliwa zabraknie wszędzie. Mogą jednak powodować regionalne problemy i wzmacniać presję cenową.

Węgiel tani tylko na papierze

Wzrost cen opału to kolejny argument, by patrzeć na ogrzewanie nie tylko przez pryzmat kosztu zakupu paliwa, ale także całkowitych wydatków w całym sezonie. Polski Alarm Smogowy (PAS) regularnie porównuje roczne koszty ogrzewania typowego domu. W raporcie opartym na cenach z początku września 2026 r. uwzględniono budynek o powierzchni 150 m², średnio ocieplony, zamieszkany przez czteroosobową rodzinę.

Z wyliczeń PAS wynika, iż najtańsze w eksploatacji są pompy ciepła współpracujące z ogrzewaniem podłogowym. Roczny koszt ogrzewania i przygotowania ciepłej wody wyniósł około 4700 zł dla gruntowej pompy ciepła oraz 5465 zł dla pompy powietrze–woda.

Przedlacki powołuje się na raport PAS i mówi: – Niezmiennie fatalnie wypadają koszty przy wykorzystaniu pelletu i oleju opałowego.

W przypadku kotła węglowego spełniającego wymogi ekoprojektu, koszt oszacowano na 6039 zł rocznie. Dla porównania ogrzewanie gazem ziemnym kosztowało około 8676 zł, a kotłem na pellet – 12 852 zł. Najdroższe w zestawieniu było ogrzewanie olejem opałowym, z rocznym kosztem bliskim 14 900 zł.

– To jasny sygnał, które technologie ogrzewania są najtańsze w eksploatacji i gdzie rząd powinien położyć nacisk w programach wsparcia – podsumowuje.

Co istotne, są to wyliczenia oparte na cenach z początku września, a nie na obecnych, październikowych ofertach węgla. o ile więc gospodarstwo domowe musi kupować opał po wyższych stawkach, roczny koszt ogrzewania węglem może być większy niż w analizie.

Warto też pamiętać, iż porównanie dotyczy kosztów eksploatacji, a nie całkowitych kosztów inwestycji. Zakup i montaż urządzeń, stan izolacji budynku oraz sposób użytkowania instalacji mogą znacząco zmienić rachunek w konkretnym domu.

Potrzebujemy wsparcia dla tańszego ogrzewania

Dla gospodarstw domowych wzrost cen węgla oznacza dodatkowe obciążenie budżetów przed zimą. Nie każdy może też łatwo zmienić dostawcę czy kupić opał bezpośrednio w kopalni. Niższa cena u producenta nie uwzględnia bowiem wszystkich kosztów dostawy, a zakup większej ilości paliwa wymaga odpowiedniego miejsca do jego przechowywania.

W dłuższej perspektywie ważne jest więc nie tylko reagowanie na bieżące podwyżki, ale także ograniczanie zapotrzebowania budynków na ciepło i ułatwianie przechodzenia na efektywne źródła ogrzewania.

Wnioski z analizy Polskiego Alarmu Smogowego wskazują, iż pompy ciepła mogą być tańsze w eksploatacji niż ogrzewanie węglem, szczególnie w dobrze przygotowanych budynkach. Nie oznacza to, iż jedna technologia będzie najlepsza dla wszystkich domu. Wybór powinien uwzględniać stan budynku, instalację grzewczą i rzeczywiste zapotrzebowanie na energię.

  • Czytaj także: Kupili kotły z dotacji, teraz nie stać ich na opał. Tona pelletu choćby za 2600 zł\

–

Zdjęcie tytułowe: Anna Stills/Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału