We wszelkich dyskusjach Powstanie Warszawskie ma małe szanse się obronić – z tej prostej przyczyny, iż dyskusje toczy się w oparciu o logikę i intelekt.
Tyle iż nikt nie każe skrzypkowi być szachistą, by zdobyć podziw i dosięgnąć Parnasu. Ciśnieniomierz jest z punktu widzenia zdrowia człowieka ważniejszy niż matematyczne równania – i przecież nikt go nie pyta “jak na to wpadł”. Tak po prostu odczuł – i mamy wszelkie podstawy uznać, iż było to odczucie prawdziwe, skoro wiele innych ciśnieniomierzy odczułoby to samo. Tak, Piękno, Dobro, Bohaterstwo, Przyjaźń, Poświęcenie, Heroizm w ogóle nie potrzebują intelektu i logiki. Mimo tego są sensem życia i poruszycielami świata.
W jednym z filmów wojennych zatrzymany Powstaniec dostał od przesłuchującego go funkcjonariusza Gestapo “propozycję nie do odrzucenia” -miał napisać “nazwiska zdrajców”. Powstaniec zaczął pisać powoli na kartce, ku uciesze patrzącego tym ich pogardliwo-bezczelnym wzrokiem “nadczłowieka” z nadania analfabetów. Ten ostatni wielce się zdziwił, zaś później eksplodował gniewem okrutnym, czytając: “Joseph Geobbels, Hermann Göring…”. Tak, Powstaniec przywracał poczucie prawdy, normalności. Z perspektywy czasów wojennych był to jednak gorzki żart, szaleństwo bądź wyrok śmierci. Albo wszystko w jednym.
Mówią, iż to było szaleństwo. A to my stworzyliśmy to szaleństwo? To my wymyśliliśmy morderstwo jako imperatyw postępowania, to my nadaliśmy rozstrzeliwaniu tylko z powodu przynależności do innego narodu rangę jajecznicy na śniadanie?
Czy ktoś zdziwi się słysząc o tym, jak nastolatek, który przez wiele lat widzi maltretowaną, bitą, obrażaną przez ojca matkę w końcu tłucze tego ojca do nieprzytomności? W pewnym momencie przestaje się kalkulować, po prostu nie da się na coś patrzeć – i zrobi się wszystko, by nie patrzeć. Zrobi się to każdym kosztem.
Poczucie godności, na co dzień łagodne, bezpretensjonalne, chcące być, nie zaś wołać o ludzką atencję zaczęło się żarzyć i piec nie do zniesienia.
Pojęcia “normalności” nie można traktować, jak Robinsona Crusoe czy osadnika na Saharze. Niemcy stworzyli wieloletni horror, a każdy kto odmówił gry w nim nie miał prawa istnieć.
Niemcy za zbrodnie wojenne zapłacili tym, którym opłacało im się zapłacić. Ot, takie polewanie intensywną w zapachu wodą kolońską sumienia, w którym z brudu zalęgło się robactwo – ale tylko wtedy, gdy idzie się do ludzi, których zdanie ma jakieś znaczenie. “Kat Woli”, Heinz Reinefarth w latach 1951–1967 był burmistrzem miasta Westerland, a w okresie 1958–1967 posłem do Landtagu Szlezwika-Holsztynu. Zanim został burmistrzem i posłem jego oddziały wymordowały 100 tysięcy Polaków podczas Powstania, między innymi jeńców wojennych i rannych w powstańczych szpitalach.
Nieżyjący już głuchoniemy raper Pjus nagrał wzruszającą piosenkę o walczącym w Powstaniu Batalionie Głuchoniemych (pododdział Armii Krajowej wchodzący w skład 4. kompanii Zgrupowania „Siekiera”). Słuchając jej przechodzą dreszcze i długo nie można przestać o niej myśleć:
“Nie musisz słyszeć, by walczyć z wrogiem,
nie musisz słyszeć, by walczyć o swój dom,
nie musisz słyszeć, by za innych skoczyć w ogień,
gdy serce bije głośniej od bomb”
Myślę sobie, iż narody dzielą się na te, które mają bohaterów wykreowanych przez propagandę oraz te, których bohaterowie z propagandą walczyli. Powstańców stworzyło życie – i wewnętrzna wiara, iż w piekle nie trzeba być diabłem, a można aniołem.
Pomniki mają tą adekwatność, iż odwracają uwagę od tych, którym są wznoszone – odwracają, przyciągając aż za bardzo i czyniąc obiektem kultu. Żaden pomnik nie odda autentyczności historii wspaniałych ludzi, którzy bohatersko walczyli o swój kraj i o swoje miasto – a każda kurtuazja jest w odniesieniu do nich szczerą prawdą. Zarazem duchowego i emocjonalnego piękna ich życia, tego co najbardziej dla Nich charakterystyczne nie uchwyci się na zastygłym monumencie.
To nie żadna opowieść o “pięknie umierania za Ojczyznę”. Powstańcy bardzo kochali życie, chcieli kochać, uczyć się i pracować – tego, by umierali chcieli Niemcy.
Muzeum Powstania Warszawskiego, najpiękniejsze muzeum, w jakim byłem jest usytuowane w takim miejscu stolicy, jakby brało udział w jakiejś terapii ustawień, w której wzajemne ulokowanie uczestników oddaje rodzaj ich relacji. Trochę w oddali, a zarazem bardzo blisko centrum. Poza zgiełkiem zarabianych pieniędzy i odbywanych spotkań – można tam zajrzeć, gdy zachce się czegoś znacznie ważniejszego – a jednocześnie wśród ludzi. W starej warszawskiej dzielnicy, która (jakże mogłoby być inaczej) poskromiłaby wszystkich Reinfarthów tego świata.
Każdy kto dobrze poznał Warszawę i jej historię nie wyobraża sobie życia bez niej. I nigdy w życiu nie przyjdzie mu do głowy analizowanie infrastruktury na tle innych stolic europejskich – czy inny pomysł sugerujący, iż Warszawę da się zamknąć w tabelkach i wykresach. Warszawa zmartwychwstała – wracającego do żywych nie pytamy czy już jutro zagra w piłkę. Uwielbianemu gawędziarzowi, który anegdotami i ciepłem otoczył pokolenia nie wypominamy, iż źle zawiązał krawat. Bo jak małe ma to znaczenie…
Za Eldo, jednym z moich duchowych przewodników po moim mieście:
“I wkurzaj się na nasz charakter strączku łuskany
Spytasz skąd jestem? Powiem z dumą: z Warszawy”
Jacek Tomczak

5 dni temu



![Drugi magazyn z programu ochrony ludności powstanie w powiecie płockim. Samorząd pozyskał właśnie pieniądze [FOTO]](https://dziennikplocki.pl/wp-content/uploads/2026/08/770387898_1660994259360241_3359845621097566719_n-Medium.jpg)





