Przez lata robili z Janowa Podlaskiego polityczny oręż do uderzania w poprzedni rząd. Kreowali się na jedynych obrońców polskiej hodowli i obiecywali powrót do „złotej ery”. Gdy jednak przyszło do realnego zarządzania, okazało się, iż pod rządami obecnej koalicji słynna aukcja zakończyła się wizerunkową i finansową katastrofą. Jak informuje „Rzeczpospolita”, szumnie ogłaszany „sukces” Pride of Poland okazuje się zwykłą wydmuszką.
Dziś, gdy resorty i stadniny przejęli nominaci nowej władzy, maski opadły. Rzeczywistość bezlitośnie obnażyła ich deklaracje.
Sukces na papierze, czyli propaganda sukcesu
Po tegorocznej aukcji politycy koalicji nie kryli zadowolenia. Odtrąbiono gigantyczny triumf – w mediach społecznościowych i przychylnych telewizjach brylowały nagłówki o „wylicytowaniu wszystkich wystawionych koni” i „wielkim powrocie prestiżu”. Odpowiedzialni za hodowlę urzędnicy niemal pękali z dumy, zbierając laury za rzekome zorganizowanie historycznego wydarzenia.
Czar jednak prysł. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wyłania się obraz skrajnego dyletantyzmu i organizacyjnego chaosu. Dwa miesiące po zakończeniu imprezy okazuje się, iż aż co trzecia wylicytowana klacz wciąż czeka na zapłatę. Przypomnijmy: zgodnie z regulaminem środki na koncie organizatorów powinny znaleźć się w ciągu zaledwie 14 dni od przybicia młotkiem!
Gdzie są pieniądze? Partactwo i brak weryfikacji
Jak doszło do tego, iż jedna trzecia transakcji okazała się fikcją? W kuluarach mówi się wprost o braku elementarnej weryfikacji licytujących. Zamiast rzetelnych, wypłacalnych kupców, do stołów dopuszczono przypadkowe osoby lub pośredników, którzy po widowiskowym windowaniu cen zwyczajnie zniknęli.
Konie, zamiast trafiać do nowych właścicieli, wciąż stoją w stajniach, generując koszty, a realne zyski stadnin zamiast rosnąć – topnieją. To nie jest kwestia przypadku ani „trudnej koniunktury”. To podręcznikowy przykład nieudolności ludzi, którzy po przejęciu władzy potrafią wyłącznie uprawiać propagandę sukcesu, nie mając pojęcia o twardych realiach handlu i hodowli.
Hipokryzja ponad wszystko
Dzisiejsza kompromitacja w Janowie Podlaskim to gorzka lekcja dla tych, którzy tak łatwo ferowali wyroki w poprzednich latach. Ci sami ludzie, którzy głośno krzyczeli o „niszczeniu polskiego dziedzictwa”, doprowadzili do sytuacji, w której prestiżowa, międzynarodowa aukcja stała się celem pustych licytacji bez pokrycia.
Zamiast zapowiadanego profesjonalizmu Polacy dostali czyste partactwo ubrane w medialne slogany. Pozostaje tylko zapytać: gdzie są teraz ci wszyscy politycy i celebryci, którzy tak chętnie ronili łzy nad Janowem? Czy teraz będą mieli odwagę przeprosić za wprowadzanie opinii publicznej w błąd i rozliczyć partyjnych nominatów z ich „sukcesów”? Pytanie to, jak zwykle w przypadku obecnej władzy, prawdopodobnie pozostanie bez odpowiedzi.

4 dni temu






