To nie kabaret, to sabotaż, cynizm i kradzież

3 godzin temu

Istnieje niezawodny wskaźnik żenady, który powinien być powszechnie stosowany przez wszystkich twórców: zawodowców i amatorów. jeżeli jakieś dzieło, występ, czy inną aktywność artystyczną idealnie opisuje cytat z komedii Barei, to możesz być pewny, iż skala żenady osiągnęła punkt krytyczny. Dziennikarze TV Republika i poseł Michał Wójcik albo nie znają tej niezawodnego kryterium weryfikacji albo kompletnie się nie przejmują tym, co ludzie powiedzą, dlatego z bojowym nastawieniem ruszyli wczoraj przed Trybunał Konstytucyjny, żeby podnieść morale protestujących śpiewem i satyrą.

Szybko się okazało, iż szlachetne motywacje i dobre chęci zamieniły się w cytat z najbardziej popularnej komedii Stanisława Barei „Miś”.

Ale nie tylko satyrą i piosenką, nie tylko żartem walczyła ludność z okupantem. A gdy zabrakło amunicji? A gdy zabrakło amunicji, znów najlepszą pociechą były słowa piosenki. Koleżeńskiej, żołnierskiej, prostej…

Michał Wójcik śpiewający przebój Krzysztofa Krawczyka „Jak minął dzień” i towarzyszący mu na scenie „konferansjer” Miłosz Kłeczek, wywołali całą masę ekspresyjnych reakcji na portalach społecznościowych, ale z pewnością nie o takie reakcje im chodziło. Bezpośrednią konkurencją dla piosenkarza i konferansjera byli dwaj inni artyści-dziennikarze TV Republika: Piotr Lisiewicz i Jakub Maciejewski. Oni dla odmiany zaproponowali zebranej publiczności występ kabaretowy, przebrani za ZOMO-owców próbowali ze wszystkich sił rozbawić protestujących, ale najbardziej rozbawili organizatorów, uczestników i zwolenników zamachu na Trybunał Konstytucyjny. O skali żenady i artystycznego poziomu dobitnie świadczy też fakt, iż miażdżąca większość popierających protesty i krytykujących bezprawne działania rządu, uznała te popisy za sabotaż.

Próbę ratowania i obrony tej katastrofy podjęli dziennikarze i marginalna grupa widzów TV Republika, ale linia obrony była dokładnie taka sama, jak cytat z „Misia”. Odwołania do II Wojny Światowej, kiedy to siekierą, motyką i szklanką, ludność Warszawy walczyła z niemieckim okupantem, nie stępiły ostrza krytyki, wręcz przeciwnie, do żenady dołączyła profanacja. Podobne skutki wywołało nawiązanie do stanu wojennego i całej działalności opozycyjnej w czasach PRL-u. W konsekwencji sztuka sama nie się obroniła i co więcej nie zadziałała też reguła mówiąca o tym, iż artystom wolno więcej. Najczęściej pojawiający się zarzut nie pozostawiał wątpliwości: „zrobiliście kabaret z zamachu stanu”. Rozumiejąc intencje i emocje krytyków, nie sposób się zgodzić z samą treścią. O ile zamach stanu jest faktem, nie oceną, czy opinią, o tyle z kabaretem to, co zaprezentowała TV Republika i poseł Michał Wójcik nie miało absolutnie nic wspólnego.

Akcja TV Republika to nic innego jak skrajnie cyniczna, ale też fatalnie przeprowadzana kampania marketingowa. Przedstawiciele tej stacji udający dziennikarzy po prostu chcieli sprzedać swój produkt i zrobili to na miarę jakości produktu. Zabrakło tylko „telezakupów” i wciskania chińskich „patriotycznych zegarków”, za cud należy też uznać, iż nie wyszli na scenę z kodem QR i numerem konta bankowego „domu wolnego słowa”. Wodzireje TV Republika wyszli ze swojej bańki i natychmiast zderzyli się z zupełnie innym poziomem odbioru. Żaden normalny i przyzwoity człowiek, nie kupi chińskiego zegarka, ani nie przekaże jednego grosza na brudny biznes Tomasza Sakiewicza, który okrada ludzi z godności, a pracowników z wypłat. Paradoksalnie największą ofiarą tej całej degrengolady jest Michał Wójcik, on nie sprzedał i nie zyskał nic, ale wziął udział w straganiarskim festiwalu i zapłacił najwyższą cenę.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału