To będzie męcząca kampania wyborcza

7 godzin temu

Wyborcy mają krótką pamięć i da się im wszystko wcisnąć, a polityk nie wyciąga wniosków z własnych i cudzych błędów. Dwie pozornie sprzeczne diagnozy, składają się w jedną polityczną całość, dokładnie tak to koło się kręci. Gdyby wyborcom nie dało się wcisnąć wszystkiego, to politycy nie zachowywaliby się w taki niedorzeczny i monotonny sposób. Najnowszą ilustracją tej złożonej prawdy jest inicjatywa klubu Lewicy, która po raz setny odgrzewa świętą wojnę z Kościołem, aczkolwiek tym razem jest to jedna z łagodniejszych bitew.

W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku postkomunistyczna lewica nieustannie wojowała z Kościołem, używając ciągle tych samych narzędzi i haseł. Po pierwsze świeckie państwo, po drugie aborcja na życzenie, po trzecie dość finansowania Kościoła, po czwarte zerwanie konkordatu. Z urzędów miały zniknąć wszystkie krzyże, a największy bój toczył się o krzyż zawieszony w Sejmie. Co bardziej radykalni domagali się usuwania krzyży i kapliczek z przestrzeni publicznej, ze szkół wypędzano katechetów razem z lekcjami religii. Wojna trwa ponad 30 lat, ale nie widać, żeby lewica zdobyła jakiekolwiek przyczółki, jak na XXI wiek, to Kościół w Polsce przez cały czas trzyma się mocno. Krzyż wisi w Sejmie, nie wspominając o przestrzeni publicznej, lekcje religii się odbywają, konkordatu nikt nie zerwał, a i ustawa aborcyjna nie zmieniła się od 1993 roku, kiedy to została ochrzczona mianem „kompromisowej” i nie zmienią tego ostatnie głosowania, bo prezydent Karol Nawrocki z pewnością liberalizację ustawy zawetuje.

Cóż zatem pozostaje? Likwidacja Funduszu Kościelnego, to jest najnowszy pomysł Lewicy, pozbawiony szans na realizację i to już na etapie prac sejmowych. Koalicyjny PSL natychmiast odniósł się do lewicowej inicjatywy i bez ogródek oświadczył, co nastąpiło, ale też, co nastąpi:

Ten projekt, który zgłasza dzisiaj Lewica, nie przejdzie w polskim Sejmie. Będziemy bronić mniejszych Kościołów, mniejszych związków wyznaniowych, takich jak Kościół prawosławny, ewangelików — powiedział wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz na konferencji w Małopolsce.

Władysław Kosiniak-Kamysz kompleksowo podsumował wysiłki Lewicy, ale zapomniał lub litościwie pominął jeszcze jedną istotną okoliczność, mianowicie to, iż ta inicjatywa w żaden sposób nie poruszy słupków sondażowych. Fundusz Kościelny to jedna z tych dyżurnych awantur, które się całkowicie wypaliły. Garstka wyborców tym się interesuje, ale oni i tak od zawsze na partie lewicowe głosują. Pozostali wyborcy zasypywani codzienną lawiną sensacyjnych informacji i rewelacyjnych pomysłów polityków, nerwowo sięgną po pilota, żeby zmienić kanał albo wyrażą swoją opinię w Internecie i nie będą to miłe słowa. Takie odgrzewane kotlety pokazują dwie rzeczy naraz, pierwszą jest polityczna indolencja, jak mówią fachowcy „brak umiejętności narzucania narracji i brak politycznej tożsamości”. Druga rzecz pokazuje dlaczego lewica od dłuższego czasu balansuje na granicy progu wyborczego.

Niestety to wszystko razem wzięte jest „przedsmakiem” kampanii wyborczej. Niczego nowego oczekiwać nie należy, wszystkie formacje polityczne będą grały te same melodie, a wierni wyborcy będą udawać, iż to najnowsze przeboje i najważniejsze przesłanie. Trudno się jednak spodziewać czegoś innego, skoro na czele wszystkich największych partii od wieków stoją ci sami kompozytorzy i autorzy tekstów, jedynie w orkiestrze pojawiają się jakieś kosmetyczne zmiany, które nie mają żadnego wpływu na jakość wykonania. Znów od- nowa, jak mawiał klasyk i taki monotonny przebieg będzie miała kampania parlamentarna w 2027 roku.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału