Człowiek śpi codziennie. Dlaczego nie robić tego świadomie, tak aby sen miał na nas korzystny wpływ?
Tybetańska joga snu i śnienia zawiera dokładne instrukcje pokazujące, jak za dnia wpłynąć na jakość snu i sprawić, żeby stał się on jeszcze jednym elementem prowadzącym do wyzwolenia. Europejczycy nie doceniają potęgi snu, nie wiedzą, iż drzemie w nim moc, która potrafi odmienić życie. Książka zainteresuje każdego, szczególnie zaś tych, którzy lubią śnić (z mat. Wydawcy).
Domowi Wydawniczemu Rebis dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.
Przedmowa
Według popularnego tybetańskiego powiedzenia, „aby rozwiać wątpliwości na temat autentyczności nauk i przekazu, trzeba przedstawić linię przekazu i jej historię”. Z tej właśnie przyczyny zacznę tę książką krótką historią mego życia. Urodziłem się niedługo po tym, jak moi rodzice uciekli z Tybetu przed prześladowaniem przez Chińczyków. Warunki życia były w owych czasach bardzo ciężkie, rodzice umieścili mnie w chrześcijańskiej szkole z internatem, która miała zapewnić mi odpowiednią opiekę. Mój ojciec był buddyjskim lamą, a matka praktykowała bon. Jakiś czas później ojciec zmarł. Matka ponownie wyszła za mąż za lamę religii bon. Oboje pragnęli, abym dorastał w kręgu swojej kultury, tak więc gdy miałem dziesięć lat, zabrali mnie do głównego klasztoru bon w Dolandżi, w Indiach, gdzie złożyłem mnisze ślubowania. Po pewnym czasie spędzonym w klasztorze Lopon (główny nauczyciel) Sandzie Tenzin Rinpocze [Rinpocze to tytuł tybetańskiego nauczyciela oznaczający „drogocenny” – przyp. tłum.] rozpoznał mnie jako inkarnację Cziungtula Rinpocze, słynnego uczonego, nauczyciela, pisarza i mistrza medytacji. Cziungtul Rinpocze był również uznanym astrologiem, a w zachodnim Tybecie i północnych Indiach znanym poskramiaczem dzikich duchów. Ceniono go również jako lekarza posiadającego magiczne umiejętności. Jednym z jego mecenasów był król prowincji Himaćal w północnych Indiach. Król ten i jego żona, którzy nie mogli mieć dzieci, poprosili Cziungtula Rinpocze, aby również ich wyleczył. Cziungtul Rinpocze zrobił to, a syn, który się wówczas urodził, pełnił urząd gubernatora stanu Himaćal Pradeś. Kiedy miałem lat trzynaście, mój dobry mistrz [główny nauczyciel – przyp. tłum.], człowiek wielkiej wiedzy i wielkiego urzeczywistnienia, przygotowywał się do wygłoszenia nauk na temat jednej z najważniejszych i najbardziej ezoterycznych nauk w religii bon, linii Wielkiej Doskonałości (dzogczen*) z ustnego przekazu Sziang Sziung (Sziang Sziung Njen Dziu*). Chociaż byłem wówczas bardzo młody, mój ojczym udał się do Lopona Rinpocze i zapytał go, czy mógłbym wziąć udział w naukach, które miały być wygłaszane codziennie przez trzy lata. Lopon uprzejmie zgodził się, prosząc, żebym również ja, jak pozostali uczniowie, którzy mieli wziąć udział w naukach, opowiedział mu sen, który miał mi się przyśnić w noc poprzedzającą rozpoczęcie nauk. Na tej podstawie Lopon miał określić naszą gotowość do ich przyjęcia.
Autofagia (post): klucz do długiego życia bez chorób Ewa Sikora, Rafał Górski
Niektórzy z uczniów nie pamiętali żadnego snu, co uznano za oznakę pojawiających się przeszkód na ścieżce. Tym uczniom Lopon nakazał wykonywać odpowiednie praktyki oczyszczające, a rozpoczęcie nauk wstrzymać do momentu, kiedy każdy z nich będzie miał jakiś sen. Sny innych uczniów zostały zinterpretowane jako wskazówki świadczące o tym, iż aby przygotować się do przyjęcia nauk, muszą wykonywać określone praktyki, na przykład wzmacniające związki ze strażnikami [energiami ochronnymi linii przekazu – przyp. tłum.] bon.
Mnie się śniło, iż autobus objeżdża dookoła dom mojego nauczyciela, chociaż w rzeczywistości nie ma tam żadnej drogi. Kierowcą był mój przyjaciel, a ja stałem obok, rozdając bilety każdemu, kto wsiadał do autobusu. Biletami były kawałki papieru z napisaną tybetańską literą A. Miałem wówczas trzynaście lat, w Dolandżi uczyłem się dopiero drugi czy trzeci rok i nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż litera A ma ogromne znaczenie w naukach dzogczen. Mój nauczyciel nigdy nie wspomniał mi o tym śnie, było to bardzo w jego stylu. Zwykle nie komentował tego, co było dobre, a ja byłem bardzo szczęśliwy, ponieważ pozwolił mi przychodzić na nauki.
W tradycji duchowej Tybetu sny są często wykorzystywane właśnie w ten sposób – aby pomóc nauczycielowi zdecydować, czy dany uczeń jest gotowy na przyjęcie określonych nauk. Chociaż wydarzenie, które opisałem powyżej, miało miejsce na długo przed tym, jak rozpocząłem studiowanie i praktykowanie jogi snu, zapoczątkowało ono moje zainteresowanie snami.
Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak ogromną wagę przywiązuje się do snów w tybetańskiej kulturze i religii bon – często informacje pochodzące z podświadomości mają większe znaczenie niż te, których dostarcza umysł świadomy.
Po zakończeniu trzyletnich nauk, w których skład wchodziły również liczne odosobnienia medytacyjne ze współpraktykującymi oraz odosobnienia indywidualne, wstąpiłem do klasztornej Szkoły Dialektyki. Zrealizowanie programu nauczania, który obejmuje tradycyjne wykształcenie monastyczne, zwykle zajmuje dziewięciu do trzynastu lat. Studiowaliśmy elementarne przedmioty akademickie, takie jak gramatyka, sanskryt, poezja, astrologia i sztuka, oraz przedmioty niezbyt powszechne, takie jak epistemologia, kosmologia, sutra*, tantra* i dzogczen. W trakcie kształcenia zetknąłem się z wieloma naukami i przekazami na temat snu, z których najważniejsze oparte były na tekstach Sziang Sziung Njen Dziu, Tantry Matki oraz na naukach Śardzy Rinpocze.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
Nauka szła mi nieźle, a gdy skończyłem dziewiętnaście lat, poproszono mnie, abym zaczął uczyć innych, co też uczyniłem. Mniej więcej w tym samym czasie napisałem i opublikowałem skróconą biografię Szienraba Miłocze, założyciela religii bon. Później zostałem rektorem Szkoły Dialektyki, które to stanowisko piastowałem przez cztery lata. Bardzo zaangażowałem się w kształtowanie i rozwój szkoły. W 1986 roku otrzymałem tytuł gesze, najwyższy stopień naukowy w tybetańskim systemie edukacji klasztornej.
W roku 1989, na zaproszenie Wspólnoty Dzogczen z Włoch prowadzonej przez Namkhai Norbu Rinpocze, pojechałem na Zachód. Chociaż nie planowałem nauczać, członkowie wspólnoty poprosili mnie o to.
Pewnego dnia rozdałem kawałki papieru, które miały być następnie użyte w czasie koncentracji medytacyjnej. Na każdym z nich widniała litera A. Powrócił do mnie wówczas sen sprzed piętnastu lat, w którym rozdawałem takie właśnie skrawki papieru ludziom wsiadającym do autobusu. Było to doświadczenie tak silne, jakby mnie ktoś uderzył obuchem w głowę.
Pozostałem na Zachodzie, a w 1991 roku otrzymałem stypendium Fundacji Rockefellera na prowadzenie studiów badawczych na Uniwersytecie Rice w Teksasie. W 1993 roku wydałem swoją pierwszą książkę na Zachodzie, „Cuda naturalnego umysłu”, w której starałem się w przystępny i prosty sposób przedstawić nauki Wielkiej Doskonałości (dzogczen). W 1994 roku otrzymałem subwencję Narodowej Fundacji Studiów Humanistycznych na kontynuowanie badań nad aspektami logiki i filozofii w tradycji bon, wraz z profesor Anne Klein, kierownikiem katedry studiów religijnych na Uniwersytecie Rice.
W ten sposób realizowały się moje naukowe zainteresowania, ale ponieważ praktyka jest zawsze ważniejsza, przez cały ten czas intensywnie zajmowałem się snami i praktyką jogi snu. Moja wiedza nie jest jedynie teoretyczna – będąc od wczesnego wieku pod wpływem doświadczeń sennych moich nauczycieli i matki oraz pod wpływem nauk na temat wykorzystania snów w tradycji bon, zaufałem mądrości swoich snów i przez dziesięć lat intensywnie praktykowałem (i przez cały czas praktykuję) jogę snu. Każdej nocy, kładąc się do łóżka, kiedy codzienna krzątanina dobiegła końca, odczuwam wolność. Czasami praktyka się udaje, czasami nie, i będzie tak, dopóki w pełni jej nie urzeczywistnimy.
Niemniej jednak niemal każdej nocy udaję się na spoczynek z zamiarem zrealizowania praktyki snu. To właśnie z mojego doświadczenia oraz z wymienionych wcześniej tekstów pochodzą nauki zawarte w tej książce.
„Tybetańska joga snu i śnienia” powstała z nauk, które wygłaszałem przez kilka lat w Kalifornii i Nowym Meksyku. Zdecydowałem się w dużej mierze zachować swobodny styl wypowiedzi, który stanowił część tych nauk.
Joga snu jest dla mnie, tak jak dla wielu innych mistrzów i joginów* tybetańskich, głównym wsparciem dla praktyki. Zawsze robiła na mnie wrażenie historia życia Śardzy Rinpocze, wielkiego mistrza tybetańskiego, który w momencie śmierci (umarł w 1934 roku) zrealizował praktykę „tęczowego ciała” (dżalu*), znak pełnego urzeczywistnienia. W czasie całego swego życia miał wielu znakomitych uczniów, napisał wiele ważnych tekstów, pracując dla dobra kraju, w którym mieszkał. Naprawdę trudno wyobrazić sobie, jak ktoś tak pracowity na „zewnętrznym” poziomie, odpowiedzialny za tak wiele rzeczy i projektów, które realizował dla dobra innych, był jeszcze w stanie osiągnąć tak wielkie urzeczywistnienie poprzez duchową praktykę. Śardza Rinpocze mógł to uczynić, gdyż nie dzielił dnia na pisanie, głoszenie nauk i na praktykę. Całe jego życie było praktyką – czy siedział w medytacji, pisał, nauczał czy spał. Kiedyś napisał, iż joga snu była najważniejszą praktyką na jego duchowej ścieżce i integralną częścią urzeczywistnienia. Również dla naszego rozwoju praktyka ta może mieć ogromne znaczenie.
Wprowadzenie
Przesypiamy jedną trzecią naszego życia. Bez względu na to, co robimy, czy zajmujemy się czymś mniej lub bardziej szlachetnym, czy jesteśmy mordercami czy świętymi, mnichami czy rozpustnikami, każdy dzień kończy się w ten sam sposób. Zamykamy oczy i rozpuszczamy się w ciemności. Nie boimy się tego stanu, chociaż znika wówczas wszystko to, co określamy mianem „ja”. Po krótkim czasie pojawiają się obrazy, a wraz z nimi nasze poczucie jaźni. Znów istniejemy, w najwyraźniej nieograniczonym świecie snu.
Każdej nocy uczestniczymy w tych niezgłębionych misteriach, przechodząc z jednego wymiaru doświadczenia w drugi, zatracając poczucie siebie i odnajdując je ponownie, a wszystko przyjmujemy za rzecz całkowicie naturalną. Budzimy się rano i znów zaczynamy prowadzić „rzeczywiste” życie, ale w pewnym sensie wciąż śpimy i śnimy. Nauki powiadają, iż możemy albo bez przerwy przebywać w złudnym, sennym stanie, albo przebudzić się naprawdę.
Kiedy zaczynamy praktykować jogę snu i śnienia, stajemy się częścią długiej linii przekazu. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety przez wiele wieków wykonywali te same praktyki, musieli pokonać te same wątpliwości i przeszkody, korzystając z praktyk, tak jak my to robimy. Wielu wysokich lamów i urzeczywistnionych joginów uczyniło jogę snu i śnienia swoją główną praktyką i przez nią właśnie osiągnęło urzeczywistnienie. Pamiętając historię linii oraz ludzi, którzy poświęcili całe swoje życie na urzeczywistnienie tych nauk, naszych duchowych przodków, którzy poprzez nie przekazali nam owoce swej praktyki, możemy mieć głębokie zaufanie do nauk oraz poczucie wdzięczności w stosunku do całej linii.
Niektórych tybetańskich mistrzów prawdopodobnie zdziwi fakt, iż udzielam nauk tradycyjnie uznanych za tajemne ludziom z Zachodu, którzy nie wykonali jeszcze określonych praktyk wstępnych i którzy nie posiadają pełnego ich zrozumienia. To, iż uznawano te nauki za tajemne, było z jednej strony uznaniem ich wartości, a z drugiej ochroną przed osłabieniem nauk poprzez niezrozumienie ze strony nieprzygotowanych do nich uczniów. Nigdy nie głoszono ich publicznie ani nie udzielano byle komu – zarezerwowane były dla ludzi, którzy przygotowali się na ich otrzymanie.
Praktyki te pozostały tak samo skuteczne i drogocenne jak niegdyś, jednak świat się zmienia, więc próbuję dostosować się do nowych warunków. Mam nadzieję, iż dzięki otwartemu i bezpośredniemu przekazywaniu skutecznych nauk tradycja będzie lepiej zachowana i więcej ludzi z niej skorzysta. Niezmiernie ważne jest jednak to, aby szanować nauki – z jednej strony po to, by je lepiej chronić, a z drugiej, aby wspierać w ten sposób własną praktykę. Proszę, postarajcie się o bezpośredni ich przekaz od autentycznego nauczyciela. Oczywiście, dobrze jest przeczytać coś na ich temat, ale znacznie lepiej otrzymać przekaz ustny, stworzy to bowiem silniejszy związek z linią przekazu. Poza tym na ścieżce często pojawiają się rozmaite przeszkody, które bardzo trudno pokonać samemu. Doświadczony nauczyciel może je rozpoznać i pomóc w ich usunięciu. To bardzo ważna rzecz, o której nie należy zapominać.
Nasze ludzkie życie jest niezwykle cenne. Mamy całkowicie sprawne i obdarzone pełnym potencjałem ciała i umysły, niektórzy prawdopodobnie spotkali buddyjskich nauczycieli i otrzymali od nich nauki. Cieszymy się również wolnością, która umożliwia nam podążanie duchową ścieżką. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż praktyka jest bardzo istotna zarówno w czasie podążania duchową ścieżką, jak i w rozwijaniu pragnienia pomagania innym. Wiemy również, iż życie mija szybko, a śmierć jest nieunikniona. Niestety w codziennej bieganinie niełatwo jest nam znaleźć czas na to, aby praktykować tyle, ile byśmy sobie życzyli. Może udaje nam się wykroić godzinę lub dwie na codzienną medytację, ale wciąż każdego dnia pozostają dwadzieścia dwie godziny, w czasie których jesteśmy rozproszeni, miotani falami samsary*. Zawsze jednak znajdujemy czas na sen. Trzecia część życia, którą na niego przeznaczamy, może być wykorzystana na praktykę.
Ideą przewodnią niniejszej książki jest pogląd, iż poprzez praktykę możemy rozwinąć świadomość w każdej chwili naszego życia. o ile ten stan osiągniemy, będziemy nieustannie doświadczać większej wolności i łatwości przystosowywania się do zmieniających się sytuacji, mniej zaś będziemy powodowani troskami dnia powszedniego.
Zwykłe zajęcia i obowiązki nie będą nas rozpraszać. Rozwiniemy stabilną i bystrą przytomność umysłu, która pozwoli nam zręczniej reagować na wszystko, co się pojawia, tak aby było to z pożytkiem dla innych oraz dla naszej własnej duchowej praktyki. Ostatecznie osiągniemy stan, który pozwoli nam utrzymać pełnię świadomości zarówno w czasie snu, jak i w ciągu dnia. Będziemy wówczas mogli twórczo i pozytywnie wykorzystać zjawisko, jakim jest sen, i urzeczywistnić wiele praktyk właśnie w czasie snu. Kiedy w pełni rozwiniemy tę zdolność, odkryjemy, iż przeżywamy świat (zarówno w czasie snu, jak i poza nim) z większą swobodą, z dobrym samopoczuciem, z bardziej klarownym umysłem oraz ze zrozumieniem wartości życia. Przygotujemy się również do osiągnięcia wyzwolenia w stanie pośrednim (bardo*) po śmierci.
Opisane w tej książce nauki dostarczają nam wiele metod, za których pomocą możemy poprawić jakość codziennego życia. Jest to bez wątpienia bardzo ważne, gdyż życie jest niezwykle istotne i warto się potrudzić, aby je polepszyć. Ostatecznym jednak celem praktykowania tych nauk jest doprowadzenie nas do wyzwolenia. Dlatego też książkę tę należy potraktować jako podręcznik, jako przewodnik w praktyce jogi snu i śnienia, które pochodzą z tradycji tybetańskiej religii bon i tybetańskiej tradycji buddyjskiej. Celem tych praktyk jest wykorzystanie marzenia sennego dla osiągnięcia wyzwolenia z iluzji codziennego życia oraz skorzystanie ze snu dla przebudzenia się z ignorancji. Aby w taki sposób posłużyć się tą książką, powinieneś otrzymać przekaz od wykwalifikowanego nauczyciela. Potem, aby ustabilizować umysł, wykonaj praktyki uspokojenia umysłu (szine*), których opisy znaleźć można w części trzeciej tej książki. Kiedy poczujesz, iż jesteś na to gotowy, rozpocznij wykonywanie praktyk wstępnych i przeznacz na nie trochę czasu, włączając je w codzienne życie. Później rozpocznij wykonywanie praktyk podstawowych.
Nie spiesz się. Przez cały czas błądzimy w iluzji samsary. Samo przeczytanie kolejnej książki na temat duchowości po to tylko, aby za chwilę o tym zapomnieć, zbyt wiele w życiu nie zmieni. o ile jednak naprawdę zastosujemy te praktyki, obudzimy w sobie naszą pierwotną naturę, która jest oświeceniem samym w sobie.
Jeżeli nie jesteśmy w stanie pozostać świadomi w czasie snu, o ile co noc tracimy ze sobą kontakt, jaką mamy szansę na to, iż pozostaniemy świadomi w momencie śmierci? jeżeli „wchodzimy” w nasze sny i bierzemy udział w gierkach tworzonych przez umysł obrazów i traktujemy je, jakby były prawdziwe, nie możemy oczekiwać, iż wyzwolimy się od nich po śmierci. Żeby się dowiedzieć, jak poradzisz sobie ze śmiercią, przyjrzyj się temu, jak doświadczasz snu. Aby sprawdzić, czy naprawdę się przebudziłeś, przypatrz się temu, co przeżywasz w czasie spania.
Otrzymywanie nauk
Najlepszą postawą, jaką można przyjąć w czasie otrzymywania duchowych nauk, czy to w postaci ustnej, czy spisanych na papierze, jest „słuchać, wyciągać wnioski i doświadczać”, to znaczy intelektualnie rozumieć nauki, zrozumieć znaczenie słów, aby w końcu zastosować to w praktyce. o ile przyjmie się taką postawę w stosunku do nauk, proces nauczania będzie przebiegał nieprzerwanie i bez przeszkód. o ile jednak odbieranie nauk zatrzyma się na poziomie intelektualnym, może to stać się przeszkodą na ścieżce. o ile chodzi o słuchanie i otrzymywanie nauk, dobry uczeń powinien przypominać pokrytą klejem ścianę: rzucane na nią rośliny się przykleją. Zły uczeń jest natomiast jak sucha ściana: cokolwiek się na nią rzuci, wszystko opadnie na ziemię.
Kiedy otrzymuje się nauki, nie powinno się ich marnować i tracić. Uczeń powinien zachować je w swoim umyśle, a następnie z nimi pracować. Niewypełnione zrozumieniem nauki są jak rośliny rzucane na suchą ścianę – spadają na ziemię i pozostają w zapomnieniu.
Osiągnięcie zrozumienia znaczenia nauk przypomina włączenie światła w ciemnym pokoju – wszystko, co do tej pory było ukryte, staje się nagle widoczne.
Jest to doświadczenie „aha!”, kiedy fragmenty łamigłówki wpasowują się w odpowiednie miejsce i stają zrozumiałe. Doświadczenie to różni się od zwykłego, pojęciowego zrozumienia; jest to coś, co naprawdę poznaliśmy, a nie jedynie coś, co usłyszeliśmy. Na przykład, o ile ktoś opowie nam o żółtej i czerwonej poduszce, możemy uzyskać intelektualne zrozumienie tych dwóch kolorów. jeżeli jednak znajdziemy się w ciemnym pokoju, nie będziemy w stanie powiedzieć, która poduszka jest czerwona, a która żółta. Zrozumienie znaczenia nauk jest jak włączenie światła w ciemnym pomieszczeniu – wówczas bezpośrednio poznajemy oba te kolory. Nauki nie są już wówczas tylko tym, co możemy komuś powtórzyć słowami, stają się częścią nas samych.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Zastosowanie nauk w praktyce oznacza zamianę tego, co zostało zrozumiane konceptualnie – tego, co zostało przekazane, przemyślane i czemu nadaliśmy znaczenie – w bezpośrednie doświadczenie. Jest to proces analogiczny do smakowania soli. Można o soli mówić, poznać jej skład chemiczny i cechy charakterystyczne, ale bezpośrednie doświadczenie następuje tylko przez jej posmakowanie. Doświadczenia tego nie można pojąć intelektualnie ani przekazać go słowami. o ile spróbujemy wytłumaczyć, czym jest sól, osobie, która nigdy jej nie spróbowała, nie będzie ona w stanie pojąć, na czym polega bezpośrednie doświadczenie smakowania soli. o ile jednak powiemy o tym komuś, kto już soli zakosztował, wówczas oboje będziemy wiedzieć, o czym mowa. Podobnie rzecz się ma z naukami i właśnie w taki sposób powinniśmy je przyjmować: najpierw wysłuchać lub przeczytać, rozważyć, zrozumieć ich znaczenie, a następnie odnaleźć je w bezpośrednim doświadczeniu.
W Tybecie świeże skóry rozkłada się na słońcu i naciera masłem, aby nadać im miękkości. Praktykujący buddyzm jest jak taka świeża skóra – twardy i zbity, obarczony ciężarem ciasnych i sztywnych poglądów. Nauki (dharma*) przypominają masło wcierane w skórę poprzez praktykę. Słońce jest natomiast bezpośrednim doświadczeniem. Kiedy obie te rzeczy są zastosowane, praktykujący staje się miękki i podatny na rozwój. ale masło jest również przechowywane w skórzanych torbach. Kiedy zostawi się je w taki sposób na kilka lat, skóra, z której zrobiona jest torba, staje się twarda jak drewno, którego nie zmiękczy choćby tona świeżego masła. Ktoś, kto przez wiele lat studiuje nauki, przyjmując je jedynie na poziomie intelektualnym, posiadając niewielkie tylko doświadczenie w praktyce, jest podobny do takiej zesztywniałej skóry. Nauki mogą zmiękczyć twardą skórę ignorancji i pewnych warunków, ale jeżeli przechowuje się je jedynie intelektualnie, nie wprowadzając ich w życie dzięki praktyki i nie ogrzewając bezpośrednim doświadczeniem, człowiek może stać się sztywny i ociężały w swoim intelektualnym zrozumieniu. Nowe nauki nie zmiękczą go, nie przenikną ani nie zmienią. Musimy uważać, aby nie przechowywać nauk tylko na poziomie konceptualnego zrozumienia, aby nie stało się to blokadą na drodze do mądrości. Nauki nie są bowiem poglądami, które należy gromadzić, ale ścieżką, którą należy podążać.
* Pojęcia oznaczone gwiazdką zamieszczone są w słowniku na końcu książki.


1 godzina temu













