Sondaż dla „Wprost” pokazuje zmianę, której tanie platformy z Azji nie mogą lekceważyć: 42,2 proc. badanych deklaruje, iż ograniczyło zakupy na Temu, Shein i AliExpress. Nowe unijne cło od 1 lipca 2026 r. uderza w model masowych paczek za grosze. Dla Polski stawka jest prosta: portfele konsumentów, uczciwa konkurencja i bezpieczeństwo towarów trafiających do domów.
Sondaż: 42,2 proc. ograniczyło zakupy
Według sondażu opisanego przez „Wprost” 42,2 proc. respondentów deklaruje, iż ograniczyło zakupy na platformach takich jak Temu, Shein czy AliExpress. Przeciwnego zdania jest 15,5 proc. badanych. Kolejne 32,8 proc. przyznaje, iż w ogóle nie korzysta z takich portali, 5 proc. nie ma jednoznacznej odpowiedzi, a 4,5 proc. nie słyszało o zmianach.
To nie jest drobna ciekawostka zakupowa. Przez lata tani import z Azji przyzwyczajał klientów do cen, z którymi polski sklep, polski importer i polski producent często nie mieli jak rywalizować. Konsument widział tani produkt. Rachunek płacili inni: lokalny handel, rynek pracy, kontrola jakości i uczciwa konkurencja.
Od 1 lipca działa cło na małe przesyłki
Zmiana ma konkretną datę. Jak wyjaśnia Komisja Europejska, od 1 lipca 2026 r. na towary w przesyłkach do 150 euro importowane spoza Unii Europejskiej nałożono tymczasowe cło w wysokości 3 euro za pozycję towarową. Ma ono obowiązywać do 1 lipca 2028 r., gdy normalne stawki celne mają zależeć od rodzaju produktu.
Komisja wskazuje też skalę problemu: w 2025 r. do konsumentów w UE trafiło prawie 5,9 mld takich niskowartościowych przesyłek z państw trzecich. W kontrolach prowadzonych w 2025 r. w obszarach takich jak kosmetyki, środki ochrony, suplementy, zabawki i elektronika ponad 60 proc. sprawdzonych produktów nie spełniało unijnych standardów z powodu braków w etykietach, zakazanych składników albo braku dokumentacji bezpieczeństwa.
Bruksela długo udawała, iż cyfrowy bazar sam się ureguluje. Teraz przyznaje, iż zwolnienie celne dawało wybranym modelom biznesowym przewagę, której tradycyjny handel nie mógł wyrównać. Dla Polski to ta sama logika sporu o uczciwy dostęp do rynku, którą DN opisywał przy bezcłowych kontyngentach rolnych z Ukrainy: wolny handel bez kontroli gwałtownie staje się narzędziem nacisku na słabszych.
Tania paczka ma ukryty koszt
Temu, Shein i AliExpress zbudowały potęgę na prostym odruchu: kilka kliknięć, niska cena, dostawa pod drzwi. Wielu Polaków korzystało z tego modelu, bo liczy własny budżet. Trudno mieć pretensje do rodzin, które szukają oszczędności. Pretensje trzeba kierować do systemu, który przez lata pozwalał obchodzić ciężary ponoszone przez firmy działające w Europie.
Polski przedsiębiorca musi płacić podatki, utrzymywać pracowników, spełniać normy, rozliczać magazyn i odpowiadać przed kontrolą. Platforma wysyłająca miliony małych paczek spoza UE działała w innym rytmie. jeżeli państwo nie pilnuje takich różnic, mówi własnym firmom: radźcie sobie same, a wielkie kanały importu i tak dostaną taryfę ulgową.
W tle jest także geopolityka. DN przypominał, iż Chiny otwarcie dążą do pozycji światowego hegemona. Handel internetowy nie jest od tej gry oderwany. Dane, logistyka, skala produkcji, uzależnienie konsumentów od najtańszego kanału zakupu: to wszystko buduje wpływ, którego nie widać przy pojedynczym zamówieniu za kilkanaście złotych.
Konsument zapłaci więcej, ale rynek może odetchnąć
Formalnie Komisja Europejska podkreśla, iż cło dotyczy biznesu, czyli sprzedawcy, importera albo deklaranta. W praktyce część kosztu może wrócić do klienta w cenie produktu, w koszcie obsługi albo w mniej korzystnych warunkach dostawy. Tak działa rynek. Nie ma darmowych przesyłek, są tylko koszty przerzucone w inne miejsce.
Jeżeli 42,2 proc. badanych rzeczywiście ograniczyło zakupy, platformy będą musiały dostosować model. Mogą przenosić magazyny bliżej Europy, zmieniać pakiety dostaw, podnosić ceny albo agresywniej walczyć promocjami. Polacy także będą szukać sposobu: rzadziej zamawiać, łączyć koszyki, porównywać ceny. To normalne zachowanie konsumenta.
Dla polskiej gospodarki ważniejsze jest jednak pytanie, czy ta zmiana stworzy realną szansę dla krajowego handlu. Samo cło za nas tego nie zrobi. Potrzebne są kontrole jakości, sprawna administracja celna, walka z fałszywymi deklaracjami i polityka, która nie traktuje polskich firm jak petenta we własnym państwie.
Polska musi myśleć własnym interesem
W tej sprawie prawica nie powinna dać się zamknąć w prostym sporze: tanio albo drogo. Interes narodowy jest szerszy. Polacy mają prawo kupować rozsądnie i tanio, ale mają też prawo do bezpiecznego produktu, uczciwych reguł rynku i gospodarki, która nie zamienia się w punkt odbioru paczek z cudzych fabryk.
Jeżeli nowe cła tylko podniosą ceny, a nie poprawią kontroli, będzie to kolejny przykład biurokratycznej daniny. o ile jednak ograniczą fikcyjną przewagę najtańszego importu i zmuszą platformy do większej odpowiedzialności, polski handel może odzyskać część oddechu. Stawka mieści się w portfelu zwykłego klienta, ale kończy się znacznie dalej: przy pytaniu, czy Polska chce być rynkiem zbytu, czy państwem z własną siłą gospodarczą.
Źródło: Wprost, Komisja Europejska














