Technologia wokół nas

1 dzień temu

Na początku każdego semestru odbywam z moimi studentami podobną rozmowę dotyczącą użycia sztucznej inteligencji. Stawiamy sprawę uczciwie. Wszak AI stała się elementem codzienności wielu spośród nich, ale i nas. Istotny jest jednak sposób, w jaki używamy tego wynalazku ludzkości: czy wspomaga nas w szybszej i bardziej efektywnej pracy (dla mnie zajmującej się wojną i polityką przeszukuje regularnie bazy, sprawdzając, co też nowego opublikowano w mojej dyscyplinie), czy wymagamy, by zrobił coś całkowicie za nas, nie tylko maskując niedoskonałości, ale wyręczając nas w poszukiwaniach, tym samym markując rozwój. Tu nie ma miejsca na powiedzenia, iż ważne, by inteligencja była – nieistotne czy sztuczna, czy własna. I choć na końcu prac moi studenci są zobowiązani do wskazanie w jakim zakresie korzystają z narzędzi AI, to zajęcia zaczynamy… od etyki noża. Bo jest tu pewne podobieństwo. Nóż jako taki nie jest nośnikiem wartości, nie ma „osobowości etycznej” czy specyficznej moralności własnej. To, jak z niego korzystamy, zależy od nas – możemy pokroić chleb, możemy kogoś zranić. I – póki co – z etyką korzystania z AI jest podobnie, bo to my decydujemy, po co używamy czatów. By się uczyć i rozwijać czy by oszukiwać i kłamać. A może jednak nie jest tak, jak chciał Albert Einstein, i technologie jednak nie wyprzedziły naszego człowieczeństwa? Bo to wciąż nasz wybór, czy zniszczy w nas umiejętność krytycznego myślenia, nasz wybór czy stanie się mostem do drugiego człowieka, czy murem stojącym między mną z drugim.

Wbrew biadoleniu niektórych, nie ma co stawiać technologii ani w roli wszechmocnego bóstwa, ani złego wilka. Historia człowieka jest przecież historią narzędzi. Zanim jeszcze pomyśleliśmy o państwach, granicach, uniwersytetach, a tym bardziej o korporacjach technologicznych, ktoś przymocował kamień do drewnianego trzonka, bo tak było łatwiej uprawiać ziemię, polować, czy wreszcie bronić swojego stada. Ktoś powie: prosty wynalazek, a tymczasem to krok, w którym człowiek nie chciał już biernie dostosowywać się do świata. Postanowił go zmienić. I tak krok po kroku rozwój technologii stał się siłą napędową naszej cywilizacji. Koło przyspieszyło transport i handel. Druk umożliwił masowe rozpowszechnianie wiedzy. Maszyna parowa zapoczątkowała rewolucję przemysłową. Elektryczność wydłużyła dzień pracy, tym samym odmieniając codzienność milionów ludzi. Internet połączył kontynenty szybciej, niż kiedykolwiek byli w stanie zrobić to podróżnicy, kupcy czy dyplomaci. Każdy kolejny wynalazek przesuwał granice – również naszej ciekawości – zwiększając możliwości, ale też stawiając nas wobec wyboru między dobrem a złem.

Rozwój technologii nie był/nie jest jednak celem samym w sobie. Istotne pozostaje tu owo „dla”. Szło o rozwiązywanie problemów: pokonywanie odległości, leczenie chorób, usprawnianie komunikacji czy zwiększanie bezpieczeństwa. Każde „dla” stanowiło odpowiedź na konkretne potrzeby, czasem te nie do końca uświadomione, kiedy indziej wyprzedzane przez niespodziewane: „A to faktycznie może tak działać/do tego się przydać”.

Technologia wciąż przyspiesza, niejednokrotnie wyprzedzając choćby nasze oczekiwania, a już na pewno instytucje (w tym te polityczne) oraz narzędzia prawne, które mają nad nią zapanować. Bo z jednej strony sztuczna inteligencja jest w stanie analizować ogromne ilości danych, wspomagać lekarzy w diagnozowaniu chorób czy wspierać procesy badawcze, ale pozostaje wyzwaniem, gdy idzie o jej przyszły rozwój ekspansję. A także (a może przede wszystkim) wyzwaniem dla naszego krytycznego myślenia. Na nowo musimy uczyć się, iż takie „dla ludzkości” nie oznacza jej zastąpienia. Że odpowiedzialność, decyzyjność powinna pozostać nasza. Podobnie jest w relacjach – bo może nowoczesne systemy komunikacji ułatwiają nam komunikację z kimś tysiące kilometrów stąd, ale gubią niuanse, a rozmowa „w obecności” wciąż (szczególnie w sytuacjach pozabiznesowych) ma przewagę.

A przecież jest i ciemniejsza strona technologii, niekoniecznie wyrażająca się w niegdysiejszym/powracającym strachu, iż oto „roboty zabiorą nam pracę”. Gorzej, źle wykorzystana technologia okazuje się zabójczą, gdy doskonali produkcję broni, niejednokrotnie przekraczając nasze wyobrażenie sprzed zaledwie kilku lat. Internet, którego „tubylcy” kolejnym już pokoleniem rosną wokół nas, daje dostęp do wiedzy, ale jednocześnie staje się przestrzenią dezinformacji, manipulacji i cyberprzestępczości. Sztuczna inteligencja może wspierać rozwój nauki, ale może też służyć masowej inwigilacji, tworzeniu fałszywych treści, wpływać na nasze procesy poznawcze czy podejmowanie decyzji (również tych wyborczych, nadających kształt naszym demokracjom).

W owym „dla ludzkości” mieści się służebność technologii wobec człowieka, ale i odpowiedzialność każdego z nas – jako twórców i użytkowników technologii, za to, w jaki sposób z niej korzystamy. Chciałoby się rzec, iż „Wszystko jest dla ludzi” i „Korzystaj mądrze”… Taka jest prawda, tyle, iż jej wcielanie w życie wymaga od nas świadomości, zrozumienia z czym mamy do czynienia w naszej codzienności. Podczas, gdy jesteśmy beneficjentami wielowiekowego rozwoju technologicznego, jesteśmy również współtwórcami kolejnych technologicznych kroków, które balansują na granicy naszego prawa do prywatności, które mogą mieć bardzo konkretne konsekwencje społeczne. I to zawsze musimy mieć w pamięci. Przywołana na początku „etyka noża” (ba, każdego narzędzia) jest prosta – to od Ciebie i ode mnie zależy jak go użyjemy. Z nowymi technologiami nie jest inaczej.

Idź do oryginalnego materiału