Wojna polsko-polska w niepolskim interesie pod Trybunałem Konstytucyjnym.
Naród polski delikatnie otrzeźwiał w kwestii absurdalnych unijnych opłat, polityki względem Ukrainy czy stosunków polsko-rosyjskich. Trzeba było więc znów spolaryzować społeczeństwo, by utrzymać panowanie KOPiS-u. Po to głównie potrzebny był w tej chwili zradykalizowany spór o Trybunał Konstytucyjny. Udało się po raz kolejny zmanipulować znaczną część społeczeństwa i zgromadzić ją wokół solidarnościowych totemów. Dogorywający spór znów ożył a na czołówkach portali i serwisów informacyjnych znów zagościli Tusk i Kaczyński.
Trybunał Konstytucyjny od lat wybierany jest wadliwie i dla wszystkich zainteresowanego sprawami społecznymi było to oczywiste. Obrany sposób jego reformowania przez Donalda Tuska to kopiowanie najgorszych rozwiązań znanych z Ukrainy. To również nie powinno dziwić. Drugorzędne znaczenie ma to, ze akurat rządzi teraz ekipa Donalda Tuska. Gdyby rządziła ta związana z Jarosławem Kaczyńskim dokładnie tak samo traktowałaby prawo i obyczaje. Każda władza wykuta w czasie styropianowej rewolucji jest gorsza od poprzedniej. Gorszy pieniądz wypiera lepszy, a w tym ustroju gorsza władza wypiera lepszą.
Rozumiem licznych polskich patriotów, którzy nie zgadzają się na tak prowadzoną politykę i przychodzą w ramach protestu pod Trybunał Konstytucyjny. Czynią to z wewnętrznego poczucia patriotyzmu i to budzi to mój szacunek. Muszą sobie jednak zdawać sprawę, ze ich obecność jest wykorzystywana przez politykierów do podbijania bębenka i uwiarygodniania swoich formacji. W głównej mierze umacnia to PiS.
Oczywiste było, iż musiał się tam pojawić Marszałek Krzysztof Bosak, prezes Sławomir Mentzen i europoseł Grzegorz Braun. Byłem również przekonany, ze pojawi się tam nestor polskiej prawicy Janusz Korwin-Mikke. Trzej pierwsi musieli to zrobić, ponieważ w każdym innym układzie prawicowe i opozycyjne media głównego nurtu stwierdziłyby, iż wspomniani politycy uczestniczą w bezprawnej operacji Donalda Tuska. Przeciętny wyborca centroprawicowy jest zupełnie bezrefleksyjny i przyjmuje informacje bezkrytycznie. Więc trudno mu jest ustawić się w roli podwójnej opozycji – zarówno wobec obozu liberalno-solidarnościowej władzy, jak i obozu niepodległościowo-solidarnościowego.
Z kolei Janusz Korwin-Mikke z premedytacją wykorzystał spęd różnorakich solidaruchów do promocji swojego nazwiska w związku z zbliżającymi sie wyborami. Skorzystał z okazji, by pokazać siebie jako najbardziej wyrazistego i przekonanego o swojej racji polityka. Prawdę mówiąc jego bardzo skondensowane przemówienie było jedynym zapamiętywanym z całonocnej akcji.
Tusk swoimi decyzjami ustawił polityków Konfederacji i Korony w jednym rzędzie z atlantystami w rodzaju Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, Piotra Naimskiego, Andrzeja Borowskiego i odznaczonego przez ukraińskie służby specjalne Tomasza Sakiewicza. To był majstersztyk polityki. I chociaż to zaledwie cień dawnego Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, to i tak pokazali swoja sprawczość polityczną.
Głównym zwycięzcą awantury pod Trybunałem Konstytucyjnym jest jak dotąd prezydent Karol Nawrocki. Pokazał on elektoratowi prawicowemu, ze jest niekwestionowanym liderem tego obozu. Wykreował siebie jako silnego i skutecznego człowieka. Wymusił wstępne podpisanie nie tylko Paktu Senackiego, ale również pewnego układu dotyczącego wyborów do Sejmu. Wykreował politykę roju – który z różnych pozycji będzie uderzał w w tej chwili rządzących. To będzie bardzo przydatne prezydentowi Nawrockiemu w przedwyborczych negocjacjach z Białym Domem.
Wiele osób skrytykowało posła do Parlamentu Europejskiego Grzegorza Brauna za obecność pod Trybunałem Konstytucyjnym. Nie wiem na czym miałby polegać błąd posła Brauna, który sfotografował się z prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim. Obaj politycy wywodzą sie wprost z tradycji solidarnościowej i obaj w III RP budowali swoja pozycję w opozycji do polityki Federacji Rosyjskiej. Co więcej autor książki „System od Lenina do Putina” doszedł do bardzo podobnych wniosków w sprawie Smoleńska co lider PiS-u. Szef Korony w 2010 roku znalazł się choćby we wrocławskim komitecie poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego. Wielokrotnie w przeszłości krytykowałem stosunek Grzegorza Brauna do Rosji na łamach „Myśli Polskiej”, ale zupełnie z przeciwnych powodów niż czyni to na przykład „Gazeta Wyborcza”. Moim zdaniem poseł Braun jest konsekwentny.
Nie rozumiem natomiast zupełni tych, którzy znając poglądy środowiska „Myśli Polskiej” oczekiwali, iż dołączymy do protestu pod Trybunałem Konstytucyjnym. To byłoby zupełnie kuriozalne. Nie akceptuje działań podjętych przez Donalda Tuska względem Trybunału. Uważam je za skandaliczne i godne najwyższego potępienia. Jednocześnie równie źle oceniam działalność Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobrę czy Tomasza Sakiewicza. Nie widzę żadnej możliwości, by z tymi sługami narodu ukraińskiego występować razem w jakiejkolwiek sprawie. To kwestia postawy, która jest w tym wypadku najistotniejsza.
Drugą sprawą jest kwestia smaku. Ja po prostu nie trawię odpustowego patriotyzmu. Tego bogoojczyźnianego patosu. Portrety Piłsudskiego, figury Chrystusa, namiot „Gazety Polskiej”, brednie smoleńskie, cierpiętnictwo solidarnościowe, wspominki opozycyjne, lustracyjno-dekomunizacyjne podniecenie, insurekcyjne polucje, rusofobiczne majaczenia, modły przeplatane z wulgaryzmami, wiecowe pojmowanie wspólnotowości i wyczekiwanie mesjasza na białym koniu, który poprowadzi nas przez Morze Czerwonych. Po prostu nie …
Łukasz Jastrzębski













