Beata Szydło 16 września skrytykowała Konfederację za niezarejestrowanie Bartosza Bocheńczaka w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa i wezwała prawicę do uporządkowania własnych szeregów. Była premier podkreśliła zarazem, iż PiS chce wygrać nadchodzące wybory i utworzyć rząd. Stawką jest wiarygodność całego obozu konserwatywnego.
Szydło odpowiada na pytanie o przyszły rząd
Beata Szydło wystąpiła 16 września w programie Polsat News "Gość Wydarzeń". Prowadzący Piotr Witwicki zapytał eurodeputowaną PiS, czy wierzy, iż Przemysław Czarnek zostanie premierem. Była szefowa rządu nie przesądziła personalnego rozstrzygnięcia. Odpowiedziała, iż kampania dopiero się rozpoczyna, a przed PiS jest kilka miesięcy pracy, której celem ma być zwycięstwo wyborcze i stworzenie rządu.
To istotne zastrzeżenie. Na prawicy nie wystarczy dziś wskazać nazwiska przyszłego premiera i uznać sprawę za zamkniętą. Najpierw trzeba zdobyć zaufanie Polaków, przedstawić poważny program dla państwa i zbudować zdolność do współpracy. Bez tego dyskusja o stanowiskach będzie wyłącznie dzieleniem skóry na niedźwiedziu.
Krakowska wpadka stała się argumentem
Szydło otwarcie przyznała, iż nie podoba jej się sytuacja po prawej stronie sceny politycznej. Jej krytyka objęła również Konfederację. Jako dowód braku organizacyjnej sprawczości wskazała Kraków, gdzie komitet nie zdołał doprowadzić do rejestracji Bartosza Bocheńczaka w przedterminowych wyborach prezydenta miasta.
Brak rejestracji Bocheńczaka był dla Konfederacji czymś więcej niż lokalnym potknięciem. Partia, która chce współdecydować o państwie, musi panować nad podstawowymi procedurami wyborczymi. Wyborca ma prawo oczekiwać, iż ugrupowanie mówiące o sprawnym państwie potrafi najpierw sprawnie zorganizować własny komitet.
Szydło wezwała ugrupowania konserwatywne i prawicowe, by się "ogarnęły i zabrały do roboty". Sens tych słów jest szerszy niż partyjna szpila. Rywalizacja PiS z Konfederacją może mobilizować oba środowiska, ale wojna ambicji bez umiejętności wspólnego działania ułatwia utrzymanie władzy obozowi liberalno-lewicowemu.
Prawica musi zasłużyć na zaufanie
Sama arytmetyka sondażowa nie stworzy silnego rządu. Potrzebne są wspólne punkty programu: obrona polskiej suwerenności, sprzeciw wobec dalszej federalizacji Unii Europejskiej, bezpieczeństwo granic, wolność gospodarcza i ochrona rodziny. Dopiero na takim fundamencie można rozmawiać o personaliach i podziale odpowiedzialności.
W tym sensie apel Szydło powinien zostać potraktowany poważnie także przez PiS. Największa partia opozycyjna nie może zakładać, iż przywództwo na prawicy należy jej się automatycznie. Musi rozliczyć własne błędy, odzyskać wiarygodność i przekonać wyborców czynami. Konfederacja z kolei powinna udowodnić, iż rosnące poparcie potrafi przełożyć na profesjonalne struktury i odpowiedzialność.
Polacy oczekują realnej alternatywy dla obecnego układu władzy, a nie kolejnego sezonu wzajemnych uszczypliwości. Sondażowe oczekiwanie prawicowego porozumienia nie zwalnia żadnej partii z pracy. Krakowska wpadka pokazała cenę organizacyjnego chaosu. jeżeli prawica nie wyciągnie z niej wniosków, zapłacą za to wyborcy, którzy chcą państwa suwerennego, bezpiecznego i sprawnego.
Źródło: WP Wiadomości, na podstawie rozmowy w Polsat News
Źródło: WP Wiadomości












