Andrzej Wajda 11 lat temu, gdy elektorat PiS okazał się najliczniejszy i postawił na rządy kaczystowskie, zanotował na planie „Powidoków”: „Zapytałem naszego lekarza ekipy, czy nie ma pigułki dzień po – wyborach?”. Przeżył tylko pierwszy rok z dwóch kadencji prawicy, ale te ostatnie zapiski z Niedorzecza Wisły (tak Polskę otępiale głosującą na psychopatriotyczną prawicę określał Stanisław Tym) są najsmutniejsze spośród czterech tomów „Notesów”.
Czy za rok ten koszmar się powtórzy? Zakazane gęby „obrońców” Trybunału Konstytucyjnego okażą się twarzami prawdziwych Polaków? Wąsacze mentalni z klubów „Gazety Polskiej” wespół z paciorkowcami odmawiającymi paciorki na modłę toruńskiego katabasa okażą się tą siłą narodu, do której odwołaniem się grozi niejaki Alfons Batyr? Zajadła dzieciarnia razemków przyklaśnie zaś temu w samobójczej ekstazie, bo najważniejsze to obalić libków? I pełnię władzy nad krajem obejmie katotaliban pod ramię z faszystami i anarchokapitalistami? W takim razie, gdy ostatnie sondaże nie pozostawią już złudzeń, trzeba będzie się wystarać jednak o pigułkę „dzień przed” albo dać sobie raz na zawsze spokój z Polską – tak czy owak, w takim kraju żyć już nie zdołam.
Owóż, jeżeli został nam rok, szkoda go marnować na sprawy plugawe, nie ma sensu emocjonować się przemocową retoryką mediów, które interesuje już tylko to, kto komu „wbił szpilę”, wymierzył „mocny cios” albo wprost „znokautował”. Tyle iż napastliwość wkroczyła już wszędzie, dziennikarze nękają w podobny sposób polityków, sportowców, a także ludzi kultury. Jakiś pętak, chcąc się przypodobać redakcji, wysłał
Post Sztuczni inteligenci, prawdziwe bęcwały pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

3 dni temu







