Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał 15 września, iż nie widział raportu przekazanego premierowi Donaldowi Tuskowi przez dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a. Szef MON zapewnia, iż otrzymuje potrzebne informacje, ale opozycja mówi o chaosie. Dla Polaków stawką jest sprawny obieg danych o rosyjskich zagrożeniach i realna gotowość państwa.
Minister bez dostępu do dokumentu
Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział we wtorkowym programie „Gość Wydarzeń”, iż nie widział raportu dyrektora CIA. Dokument trafił do Donalda Tuska i, według wcześniejszych słów premiera, dotyczy możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach, w tym rosyjskich działań hybrydowych na wschodniej flance NATO. Sam fakt, iż minister obrony nie zapoznał się z dokumentem tej rangi, wymaga jasnego wyjaśnienia.
Sprawa nie dotyczy politycznej ciekawości ani dostępu do każdej kartki krążącej między służbami. Chodzi o to, czy człowiek kierujący resortem obrony zna pełny obraz zagrożeń, na podstawie którego rząd podejmuje decyzje. Kilka dni wcześniej Kosiniak-Kamysz ostrzegał przed rosyjskim sabotażem i wymieniał podpalenia, naruszenia przestrzeni powietrznej oraz zakłócanie sygnału GPS. Tym bardziej zaskakuje brak osobistej znajomości raportu.
Opozycja oskarża rząd o chaos
Mariusz Błaszczak, poseł PiS i były minister obrony, oświadczył, iż jest zszokowany. Ocenił, iż premier ukrył raport przed swoim zastępcą i nazwał sytuację „Bantustanem”. Paweł Jabłoński z klubu Rozwój Plus postawił dwie możliwości: Donald Tusk albo przedstawia publicznie informacje bez pokrycia, albo posiada istotne dane i nie przekazuje ich szefowi MON. To zarzut polityczny, a nie ustalony fakt, ale rząd powinien odpowiedzieć na niego konkretem.
Jabłoński zwrócił też uwagę na brak czytelnych przygotowań i ostrzeżeń dla obywateli. Krytyka jest tym poważniejsza, iż rząd sam buduje przekaz o nasileniu rosyjskich prowokacji. W ostatnich dniach Polska podnosiła gotowość służb przy wschodniej granicy, a zagrożenie hybrydowe przestało być abstrakcyjną formułą z konferencji prasowych.
Rząd zapewnia o dobrym przepływie informacji
Kosiniak-Kamysz odpowiedział, iż w poniedziałek odbyło się spotkanie u premiera oraz posiedzenie Komitetu Bezpieczeństwa Rady Ministrów. Według szefa MON informacje uzyskane przez ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka stanowią podstawę spotkań i podejmowanych decyzji. Minister zapewnił również, iż przepływ danych między służbami jest bardzo dobry.
Rzecznik rządu Adam Szłapka przekonywał z kolei, iż minister obrony na bieżąco dostaje wszystkie potrzebne informacje. Jego zdaniem brak lektury samego raportu nie oznacza braku wiedzy niezbędnej do działania. Takie wyjaśnienie jest możliwe proceduralnie, bo materiały wywiadowcze bywają dystrybuowane w postaci analiz i ustnych briefingów. Nie zamyka jednak sprawy.
Rząd powinien jasno powiedzieć, czy szef MON poznał wszystkie ustalenia dotyczące obronności, jakie decyzje podjęto i kto odpowiada za ich wykonanie. Tajność raportu nie usprawiedliwia niejasności w podziale odpowiedzialności. Gdy rosyjskie ataki zbliżają się do polskiej granicy, państwo musi działać według przejrzystej hierarchii, choćby jeżeli szczegóły operacyjne pozostają niejawne.
Bezpieczeństwo państwa nie może zależeć od domysłów
Polacy nie muszą znać treści tajnego dokumentu CIA. Mają jednak prawo wiedzieć, iż premier, minister obrony, służby i wojsko pracują na tym samym obrazie sytuacji. Władza, która ostrzega obywateli przed sabotażem i prowokacjami, bierze na siebie obowiązek pokazania sprawnego mechanizmu reagowania.
Tu właśnie leży stawka. jeżeli informacje są przekazywane adekwatnie, rząd powinien to wykazać bez zasłaniania się ogólnikami. o ile obieg danych zawiódł, potrzebna jest natychmiastowa naprawa. Bezpieczeństwo Polski nie może opierać się na zapewnieniu rzecznika, iż wszystko działa, podczas gdy szef MON publicznie przyznaje, iż zasadniczego raportu nie widział.
Źródło: Polsat News
Źródło: Polsat News












