Tak jak Nixon zastosował dyplomację ping-pongową tworząc sojusz z Chinami przeciwko ZSRR, tak dzisiaj Donald Trump użył dyplomacji paliwowej wobec Rosji. Poszkodowana jest Ukraina, a Europa została zmarginalizowana i pominięta.
Od lat 50-tych XX wieku, kiedy Stany Zjednoczone zablokowały pierwszy wspólny projekt europejsko-niemieckiego rurociągu gazowego, Europa była przez swojego sojusznika trzymana z daleka od ZSRR. W 1981 roku prezydent Reagan nałożył sankcje na planowany syberyjski rurociąg do Europy, których celem było uniemożliwienie dostaw radzieckiego gazu na Zachód i odcięcie ZSRR od dopływu twardej waluty. Wtedy szantaż się nie udał, jednak już przy budowie Nord Stream Waszyngton był dużo bardziej skuteczny (https://myslpolska.info/2023/03/14/szczesniak-jak-wysadzono-nord-stream/. Wojna ukraińska pozwoliła Waszyngtonowi na całkowite odcięcie Europy od Rosji, a irańska – postawiła sojuszników pod ścianą. Energetyczny kryzys okazał się nieunikniony.
Rozmiary tego globalnego kryzysu przewyższają wszystko, co od ponad pół wieku przeżywaliśmy. Jednak o ile ropę naftową i jej ceny dało się okiełznać („Jak nie za ropę, to za diesla” (https://myslpolska.info/2026/08/27/szczesniak-jak-nie-za-rope-to-za-diesla/), o tyle globalne braki średnich destylatów (głównie diesla i oleju opałowego) doprowadziły do niewiarygodnie wysokich cen tego paliwa. A iż w Ameryce wybory – trzeba było coś z tym zrobić. I Donald Trump ruszył do boju.
Na początku zagrał bardzo ostro – zapowiedział zablokowanie eksportu diesla z USA. Efekt byłby oczywisty – spadłyby natychmiast ceny na rynku amerykańskim. USA są bowiem największym eksporterem tego produktu, więc na rynku krajowym znalazłoby się 20% produkcji rafinerii, zwykle eksportowanej. W reszcie świata zaś wybuchłby paliwowy kryzys i ceny wybiły pod sufit. Największe problemy miałyby Europa i Ameryka Południowa, gdzie udział amerykańskich dostaw to połowa importu tych gospodarek.
Bruksela przeraziła się i ruszyła prosić do Waszyngtonu, żeby tego nie wprowadzał. Negocjacje trwały prawie 2 tygodnie, aż w końcu na początku października Stany Zjednoczone osiągnęły swój cel. Zamiast blokady eksportu, która okazała się tylko straszakiem, przymusiły państwa europejskie do wypuszczenia na rynek 15 milionów ton ropy i paliw z własnych rezerw strategicznych, których do tej pory nie chciały naruszać. Ich opór trzeba było więc przełamywać publicznymi naciskami. Francja i Niemcy, główni gracze, chciały pozostawić zapasy na realne braki paliw, a nie stosować je do bardzo niepewnych gier cenowych w USA. Na Grupie G-7 Waszyngton wymusił podporządkowanie się i 2 października wydała ona odpowiednie oświadczenie, a w tydzień później Międzynarodowa Agencja Energii, gdzie Amerykanie mają dominujący głos, przejęła nad tym procesem kontrolę.
Jednak mało tego – niecały tydzień po posiedzeniu G7, obiegła świat sensacja o rozmowie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i ubiciu przez nich układu paliwowego. Rosja została zwolniona z niektórych sankcji i restrykcji, by mogła dostarczyć do Ameryki już w październiku na 300 000 ton paliwa, a w listopadzie – już 500 000 ton oraz milion ton w grudniu.
Paliwowy deal między Waszyngtonem a Moskwą ubito w piątek wieczorem 9 października, a iż był negocjowany w tajemnicy przed Ukrainą i Europą – zdumienie sojuszników było ogromne. Ukraińcy zaprotestowali na głos, dlatego przymuszono ich do posłuszeństwa grożąc urzędnikom, nie dostarczając danych wywiadowczych o nadlatujących rakietach rosyjskich czy ograniczając usługę StarLink, co uniemożliwiło wysyłanie rakiet i dronów. Europa także ze zdumieniem dowiedziała się, iż Amerykanie żądają od niej zakupów gazu i ropy z Rosji które będą dostarczane rurociągami we wspólnym przedsięwzięciu amerykańsko-rosyjskim. Amerykańskie firmy naftowe negocjują bowiem powrót na rynek rosyjski i chcą sprzedawać rosyjskie surowce rurociągiem, w tym Nord Stream, przez Ukrainę i Polskę. Bruksela, która nie protestowała otwarcie, wiedząc, iż to się źle kończy, dumnie odmówiła.
Już 22 października, dwa tygodnie po podpisaniu paliwowego układu, ruszył pierwszy grecki tankowiec z 40 tysiącami ton rosyjskiego diesla do Ameryki. Chwilę po tej dostawie ruszyły dwa kolejne statki, a w ciągu października było ich już siedem. Znaczenie takiego dealu jest dla światowego rynków paliwa mikroskopijne, pierwszy tankowiec rosyjski to dwie godziny amerykańskiej konsumpcji. I nie wpłynął on na poziom cen.
Stany Zjednoczone cynicznie rozgrywają swoją podwójną rolę – są jednocześnie sprawcą tego kryzysu, uczestniczą w nim bezpośrednio, dostarczając rakiety i technologie oraz dane wywiadu satelitarnego. I jednocześnie występują jako arbiter konfliktu. Ale to prawo silnych, którzy dbają jedynie o własne interesy.
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2026)














