Polski system partyjny, po trzech dekadach swego bytu – uderzył głową w mur, którego nie da się przebić standardowymi metodami. Przez ponad trzy dekady obserwowaliśmy, jak merytokracja stawała się zagrożeniem dla partyjnej oligarchii, a wybitni Polacy byli i są systemowo poniżani i eliminowani z przestrzeni publicznej przez bezduszne, zajadle zwalczające się dwie partie wodzowskie.
Oto, jak ocenia polskich polityków – prof. Mariusz Jędrzejko :
Dlatego, jako obywatele stoimy dziś, wobec wyboru zasadniczego: albo pozostaniemy biernymi obserwatorami postępującego partyjniactwa i postępującego osłabienia państwa, albo podejmiemy wysiłek współtworzenia nowego ładu — opartego na odpowiedzialności, podmiotowości i ambitnej wizji polskiej przyszłości.
Wśród wielu Polaków dojrzewa przekonanie, iż nadszedł czas powrotu do normalności rozumianej nie jako hasło polityczne, ale jako porządek oparty na rozsądku, kompetencji i odwadze strategicznego myślenia. Tę nadzieję coraz częściej wiąże się z prezydenturą dr. Karola Nawrockiego — jako symbolem państwa, które chce odzyskać powagę, sprawczość i zdolność działania w interesie własnych obywateli.
Nie chodzi wyłącznie o zmianę personalną ani o kolejną korektę partyjnego układu. Stawką jest głębsza przebudowa sposobu myślenia o Rzeczypospolitej — tak, aby państwo stało się organizmem nowoczesnym, sprawnym i zdolnym do samodzielnego pomnażania własnego potencjału.
Państwo jako wspólne przedsięwzięcie
Jedną z najciekawszych metafor porządkujących tę wizję, jest koncepcja „Państwa, jako firma”. Nie należy jej rozumieć dosłownie ani sprowadzać do języka czysto ekonomicznego. Jej istota polega na zmianie filozofii zarządzania państwem: odejściu od modelu, w którym instytucje publiczne przede wszystkim konsumują zasoby, ku modelowi, w którym państwo potrafi je twórczo pomnażać, inwestować i budować trwałe podstawy własnej siły.
W dotychczasowym układzie obywatel traktowany jest, jak petent — ktoś, kto ma podporządkować się procedurze, zaakceptować miałkość instytucji i cierpliwie znosić ich niewydolność. W nowej perspektywie powinien stać się współgospodarzem państwa: nie biernym odbiorcą usług, ale współodpowiedzialnym uczestnikiem narodowego przedsięwzięcia.
Taka zmiana ma znaczenie nie tylko ustrojowe, ale także moralne. Oznacza bowiem przywrócenie obywatelowi godności, a wspólnocie politycznej — poczucia sensu. Państwo powinno być przestrzenią, w której talent, pracowitość i odpowiedzialność znajdują realne uznanie i zastosowanie.
Od państwa zależnego do państwa podmiotowego
Sednem tej propozycji jest odzyskanie suwerenności rozumianej praktycznie, a nie wyłącznie deklaratywnie. Nie ma bowiem pełnej niezależności politycznej bez siły gospodarczej, zdolności inwestycyjnej i finansowej samodzielności. Państwo, które nieustannie żyje na kredyt, w sposób nieuchronny ogranicza własną wolność decyzji.
Dlatego fundamentem nowoczesnej polskiej podmiotowości powinno być państwo zdolne do generowania realnych nadwyżek, uruchamiania strategicznych inwestycji i rozwijania własnych przewag. Tylko takie państwo, może skutecznie chronić obywateli, prowadzić poważną politykę rozwojową i zachować autonomię wobec zewnętrznych centrów nacisku.
W tym sensie postulowana zmiana jest próbą odpowiedzi na pytanie najbardziej podstawowe: jak sprawić, by Polska nie tylko trwała, ale rzeczywiście się rozwijała.
Potrzeba nowej elity państwowej
Żadna ambitna reforma nie powiedzie się bez ludzi zdolnych ją unieść. Dlatego jednym z najważniejszych elementów tej wizji jest postulat powołania Obywatelskiej Rady Prezydenckiej — środowiska złożonego z wybitnych Polaków, dotąd niezwiązanych z bieżącą grą partyjną, a zarazem gotowych włączyć się w pracę na rzecz dobra wspólnego.
Jej sens polegałby na stworzeniu rzeczywistego zaplecza intelektualnego dla głowy państwa: miejsca, w którym kompetencja wygrywa z lojalnością partyjną, a dalekowzroczność z doraźnym taktycyzmem.
Zadania Obywatelskiej Rady Prezydenckiej, byłyby potrójne:
- Po pierwsze, programowe — a więc formułowanie odważnych, spójnych i profesjonalnie przygotowanych reform.
- Po drugie, strategiczne — czyli wzmacnianie niezależności ośrodka prezydenckiego wobec presji środowisk politycznych, medialnych i instytucjonalnych.
- Po trzecie, formacyjne — przez przygotowanie nowego pokolenia elit państwowych, dla których służba publiczna będzie nie narzędziem kariery, ale formą odpowiedzialności za wspólnotę.
To właśnie tutaj pojawia się pytanie najważniejsze: czy Polska pozostało zdolna wydobyć ze swojego wnętrza ludzi kompetentnych, uczciwych i gotowych do bezinteresownego zaangażowania?
Innymi słowy: czy potrafimy odnaleźć tych, którzy traktują państwo nie jako łup, ale jako zobowiązanie?
Polska – wspólnota ambicji
Polska-krajem przyszłości, jeżeli używać tej metafory — nie powinna oznaczać propagandowego sloganu, ale projekt odnowy narodowej oparty na kilku prostych zasadach: państwo ma być sprawne, elity kompetentne, obywatel podmiotowy, a rozwój traktowany jako obowiązek, nie jako luksus.
W takim państwie talent nie jest zagrożeniem dla miernoty, ale wartością publiczną. W takim państwie procedury nie służą tłumieniu inicjatywy, ale porządkowaniu działania. W takim państwie wspólnota polityczna nie rozpada się na walczące plemiona, ale jednoczy się wokół nadrzędnego celu.
Tym celem powinno być dobro wspólne rozumiane dojrzale, jako zdolność narodu do organizowania własnej siły — intelektualnej, gospodarczej i instytucjonalnej. Bez tego Polska przez cały czas będzie raczej przedmiotem cudzych strategii niż podmiotem własnej.
Nasza odpowiedzialność
Ostatecznie, każda poważna zmiana zaczyna się od decyzji obywateli. Żaden program, żadna instytucja i żaden przywódca nie zastąpią wspólnoty, która sama nie wierzy w możliwość odrodzenia.
Dlatego pytanie o przyszłość Polski jest zarazem pytaniem o nas samych: o naszą gotowość do wysiłku, do przekroczenia politycznych nawyków i do odbudowania myślenia w kategoriach państwowych.
Jeżeli chcemy Polski silnej, suwerennej i nowoczesnej, musimy nauczyć się myśleć o niej nie w perspektywie jednej kadencji, ale jednego pokolenia. Musimy odrzucić logikę doraźności i odzyskać zdolność działania z rozmachem adekwatnym narodom świadomym własnej wartości.
Przyszłość Rzeczypospolitej, będzie zależeć od tego, czy potrafimy zaufać ludziom roztropnym, kompetentnym i zdolnym do myślenia w kategoriach interesu narodowego, a także od tego, czy sami odważymy się wejść w rolę obywateli odpowiedzialnych, a nie jedynie komentatorów wydarzeń, a co najgorsze popleczników dotychczasowych wodzów partyjnych.
Polska, dziś potrzebuje przede wszystkim energii, talentu i powagi – Polaków. Potrzebuje wspólnoty – Polaków, która uwierzy, iż może być autorem własnego losu.
Edmund Szwed









