Sylwester Republiki bez fajerwerków. Okno na media

3 godzin temu

Nie sądzę, żeby zapomniał, raczej jako prywatny właściciel stacji telewizyjnej skorzystał z tego przywileju, iż nie ma obowiązku transmitowania orędzia prezydenta. W noc sylwestrową dla Sakiewicza ważniejsza była maksymalna oglądalność programu niż pokazanie prezydenta Nawrockiego głoszącego orędzie, które według wielu komentatorów nie miało cech tradycyjnego noworocznego orędzia. Byli i tacy, którym się nie podobało, bo było napastliwe w stosunku do rządu, a powinno być pojednawcze.

Dla kilkuset rozbawionych i podskakujących w rytmie disco na Placu Niepodległości w Chełmie ludzi, których redaktorka Popek zagrzewała do wystrzałowej zabawy, było to zupełnie obojętne. Natomiast łatwo wyobrazić sobie wnerwionych wyznawców Republiki, którzy, co najmniej w liczbie miliona, nie doczekali się przed telewizorami orędzia prezydenta. Żaden Papa Dance ani Playboys nie byli w stanie wynagrodzić im poniesionej straty. Sylwestrowy wieczór bez orędzia prezydenta Nawrockiego to dla telewidzów Republiki jak serwis informacyjny „Dzisiaj” bez Danuty Holeckiej. Najwierniejsi wyznawcy stacji uznali brak transmisji orędzia „za karygodne zaniedbanie, poważny błąd, wręcz skandal”, o czym dali znać postami w mediach społecznościowych.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w TVP. Opozycja wszczęłaby natychmiastowe dochodzenie. Jeszcze w czasie sylwestra posłowie PiS dotarliby do TVP z kontrolną wizytą i żądaniem dymisji. Właściciela Republiki zdymisjonować nie sposób. Można tylko w mediach społecznościowych wyrazić krytyczne uwagi pod adresem Republiki i Sakiewicza – i tak się stało.

Internauci zmienili obiekt zainteresowania, gdy 3 stycznia Trump najechał na Wenezuelę i pojmał prezydenta Nicolása Maduro z małżonką. Świat oniemiał z powodu tego bezprecedensowego napadu na suwerenne państwo. Dla Sakiewicza, jak sądzę, to zaskakujące wydarzenie światowe miało zgoła inne znaczenie. Nadarzyła się okazja, by najazdem Trumpa przykryć brak orędzia w sylwestrowym programie Republiki. Wykorzystał więc pojmanie dyktatora Maduro, przenosząc reżim z Wenezueli na grunt polski. W serwisie X redaktor naczelny znaczącej stacji „zabłysnął wystrzałowo” skandalicznym wpisem: „Assad, Maduro… Tusk?”. W tym momencie nikt już nie pamiętał o orędziu, którego nie było. Zaczęto się zastanawiać, jak Sakiewicz mógł tak potraktować premiera.

Wyjaśnił to poseł Zbigniew Kuźmiuk: „Żyjemy w wolnym kraju, jest wolność słowa, więc Sakiewicz miał prawo wypowiedzieć swoje zdanie”. Nie zauważył jednak poseł, iż ten post Sakiewicza może mieć głębsze znaczenie i tak przez wielu został odczytany. Wskazał bowiem Trumpowi kierunek działania w czasie przyszłej kampanii wyborczej w Polsce. Wprawdzie trudno wyobrazić sobie porwanie „dyktatora Tuska”, ale wpływanie na kampanię wyborczą w roku 2027 już znacznie łatwiej. Wiele znaków na ziemi i niebie wskazuje, iż polska opozycja oczekuje obcego wpływu na wybory. Potwierdził to swoim wpisem na X Mariusz Kamiński, europoseł: „Zobacz Donald Tusk, jak kończą dyktatorzy”. Czyta się to nie jak prognozę, a wręcz bezpośrednią groźbę.

Idź do oryginalnego materiału