Świat według Marcusa: Polityka ma krótką pamięć

wschodni24.pl 3 tygodni temu

Polityka jest przedziwną dziedziną życia. Pozwala bowiem z wielką powagą wystąpić przeciwko rozwiązaniom, które kilka lat wcześniej samemu się przygotowywało.

Posłowie Rozwoju Plus postulują dziś zmianę przepisów dotyczących warunków zabudowy. Chcą, aby w gminach, które nie zdążyły uchwalić planów ogólnych, przez cały czas można było wydawać decyzje o Warunkach Zabudowy dla nowych wniosków. Argument jest prosty i trudno odmówić mu logiki: nie można blokować ludziom możliwości budowy domu tylko dlatego, iż samorząd nie zdążył z dokumentami.

Brzmi rozsądnie.

Tylko pojawia się jedno niewygodne pytanie:

Dlaczego nie pomyślano o tym wcześniej?

I nie chodzi choćby o rok wcześniej. Chodzi o moment, kiedy te przepisy tworzono.

Reforma planowania przestrzennego została bowiem uchwalona ustawą z 7 lipca 2023 roku, czyli za rządów Mateusza Morawieckiego. To właśnie wtedy wprowadzono plany ogólne gmin i powiązano z nimi możliwość wydawania decyzji o warunkach zabudowy. Oficjalne dokumenty rządowe mówiły wprost, iż decyzje WZ mają być związane z ustaleniami planu ogólnego.

Ale jest coś jeszcze ciekawszego.

W dokumentacji prac legislacyjnych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jako osobę odpowiedzialną za opracowanie projektu wskazano Piotra Uścińskiego, ówczesnego sekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Tego samego Piotra Uścińskiego, który dziś przekonuje, iż trzeba gwałtownie ratować inwestorów przed skutkami obowiązujących przepisów.

I właśnie tutaj zaczyna się polityka.

Bo być może dzisiejsza propozycja jest dobra. Być może rzeczywiście trzeba stworzyć przepisy pomostowe. Być może rolnik powinien mieć większą swobodę budowania siedliska, a człowiek chcący postawić dom dla swojej rodziny nie powinien być zakładnikiem tempa pracy swojego urzędu gminy.

Tylko skoro dzisiaj jest to takie oczywiste, dlaczego nie było oczywiste w 2023 roku?

Dlaczego wtedy nie zapisano, iż o ile gmina nie zdąży uchwalić planu ogólnego, obywatel przez cały czas będzie mógł wystąpić o WZ?

Dlaczego nie przewidziano okresu przejściowego wystarczającego do tego, aby samorządy spokojnie przygotowały plany miejscowe?

Dlaczego dopiero stojąc po drugiej stronie politycznej barykady dostrzega się ryzyko dla dziesiątek tysięcy inwestorów?

Oczywiście trzeba być uczciwym. Przepisy od czasu reformy były zmieniane, a terminy przesuwano. W 2026 roku obecny rząd również zdecydował się przesunąć termin obowiązywania studiów do 31 sierpnia.

I obecna władza także nie może powiedzieć: „to nie nasze przepisy, więc nic z tym nie zrobimy”.

Rządzi się po to, żeby rozwiązywać problemy, także te odziedziczone po poprzednikach.

Ale opozycja również nie powinna zachowywać się tak, jakby dostała właśnie do ręki ustawę przyniesioną przez nieznanego autora.

Bo autorzy są znani.

Dokumenty istnieją.

Daty istnieją.

Nazwiska również.

Dziś słyszymy, iż od 1 września w gminach bez obowiązującego planu ogólnego nowych WZ co do zasady wydawać nie można. Potwierdza to samo Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Postępowania rozpoczęte wcześniej mogą być kontynuowane, obowiązujące plany miejscowe zachowują moc, ale nowy inwestor na obszarze bez MPZP może znaleźć się w zupełnie innej sytuacji.

I teraz politycy przychodzą z rozwiązaniem.

Świetnie.

Tylko obywatel ma prawo zapytać:

Panowie, gdzie byliście, kiedy te przepisy powstawały?

Mateusz Morawiecki był wtedy premierem. Piotr Uściński był wiceministrem odpowiedzialnym za obszar budownictwa i planowania, a według dokumentacji rządowej odpowiadał za opracowanie projektu reformy.

Nie można więc dziś opowiadać tej historii tak, jakby problem pojawił się nagle 1 września 2026 roku.

On został zapisany w ustawie kilka lat wcześniej.

I chyba właśnie to najbardziej drażni mnie w polityce.

Nie to, iż ktoś zmienia zdanie. Człowiek może zobaczyć, iż rozwiązanie nie działa i zaproponować lepsze. To choćby dobrze.

Drażni mnie brak jednego prostego zdania:

„Wtedy tego nie przewidzieliśmy. Dziś widzimy problem i chcemy go naprawić”.

Ileż inaczej wyglądałaby polska polityka, gdyby takie zdania padały częściej.

Zamiast tego każda strona po objęciu opozycyjnych ław odkrywa problemy, których jakimś dziwnym trafem nie widziała, kiedy miała ministerstwa, większość parlamentarną i możliwość stanowienia prawa.

Potem role się zmieniają.

Ci, którzy wczoraj pytali: „dlaczego tego nie zrobicie?”, jutro słyszą dokładnie to samo pytanie.

Bo w polityce pamięć bywa krótka. Internet i Dziennik Ustaw – na szczęście znacznie dłuższa.

I może właśnie dlatego, zanim kolejny polityk rozpocznie zdanie od słów „rząd doprowadził do…”, warto czasem sprawdzić, kto kilka lat wcześniej napisał ustawę, której skutki właśnie oglądamy.

Marcus

Idź do oryginalnego materiału