Świat okiem Marcusa: 21 postulatów, szach i szept Sasina

wschodni24.pl 1 godzina temu

Mateusz Morawiecki mówi jasno: żadnej lojalki nie podpisze. Ponawia jednocześnie propozycję rezygnacji z funkcji wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości. Chce pozostać szeregowym członkiem partii, zachować swoje stowarzyszenie i skupić się na docieraniu do nowych grup wyborców.

Były premier przedstawił Jarosławowi Kaczyńskiemu 21 punktów kompromisu.

Liczba przypadkowa?

Być może. Jednak w czasie, gdy wracamy pamięcią do pierwszych strajków i narodzin Solidarności, trudno nie pomyśleć o słynnych 21 postulatach.

Tamte zapisano na sklejkach i wywieszono na bramie Stoczni Gdańskiej. Te Morawiecki prawdopodobnie przyniósł na Nowogrodzką w bardziej eleganckiej formie.

Historia lubi się powtarzać. Czasami jednak robi to wyjątkowo złośliwie.

Tamte postulaty miały doprowadzić do porozumienia. Te mogą rozpocząć polityczny rozwód.

Morawiecki deklaruje, iż nie będzie budował alternatywnego wobec PiS ośrodka politycznego ani konkurencyjnych struktur terenowych. Proponuje wymianę informacji, uzgadnianie tematów i rezygnację z funkcji wiceprezesa partii.

Według byłego premiera sam Jarosław Kaczyński miał przyznać, iż przedstawione propozycje są daleko idącą koncesją.

Morawiecki oddaje więc stanowisko, ale nie oddaje swojej pozycji.

Rezygnuje z miejsca przy partyjnym stole, ale pozostawia sobie ludzi, zaplecze, rozpoznawalność i możliwość dalszego działania. Ruch, który z pozoru wygląda jak ustępstwo, na politycznej szachownicy może oznaczać coś zupełnie innego.

To może być szach.

A być może choćby szach i mat.

Problem w tym, iż przy szachownicy pojawił się Jacek Sasin.

Morawiecki twierdzi, iż był umówiony z Jarosławem Kaczyńskim na rozmowę w cztery oczy. Ze zdziwieniem zobaczył jednak na spotkaniu także Sasina. Były premier zasugerował później, iż bez obecności dodatkowego uczestnika rozmowa mogłaby potoczyć się inaczej.

Można więc zapytać, czy Jacek Sasin tylko obserwował partię, czy może podpowiedział prezesowi kolejny ruch.

Jeżeli podpowiadał, to najwyraźniej uznał, iż zamiast przesuwać figury, najlepiej zepchnąć je wszystkie z szachownicy.

Morawiecki pyta również, co zmieniło się od kwietnia. Wtedy jego stowarzyszenie Rozwój Plus miało działać w ramach PiS, a partia miała oddychać „dwoma płucami”. Dzisiaj jedno z tych płuc najwyraźniej zaczęło przeszkadzać.

Według Morawieckiego na Nowogrodzką ruszyła „grupa intrygantów”, „garstka kombinatorów” i „wichrzycieli”, którzy zaczęli zmieniać nastawienie prezesa. Mieli w ten sposób przykrywać nieudolność strategii polegającej na obchodzeniu Grzegorza Brauna od prawej strony.

To bardzo precyzyjnie wymierzony atak.

Morawiecki nie uderza bezpośrednio w Jarosława Kaczyńskiego. Przekonuje raczej, iż prezes został otoczony przez niewłaściwych doradców, źle poinformowany i nakłoniony do decyzji, która może zaszkodzić całej partii.

Król przez cały czas pozostaje poza ostrzałem.

Winni są dworzanie, szeptacze i ci, którzy stoją najbliżej jego ucha.

Teraz przed Jarosławem Kaczyńskim znajduje się decyzja, od której może zależeć przyszłość całej formacji.

Czy prezes zdecyduje się wyrzucić z PiS członków stowarzyszenia Rozwój Plus? Czy ograniczy się do ich zawieszenia?

Wyrzucenie oznaczałoby faktyczny rozłam.

Morawiecki zostałby wypchnięty poza partię razem ze swoim środowiskiem i mógłby bez żadnych ograniczeń rozpocząć budowę własnego projektu politycznego. Z autora 21 punktów kompromisu gwałtownie stałby się liderem tych, którzy chcieli porozumienia, ale zostali wyrzuceni za bramę.

Zawieszenie oznaczałoby coś zupełnie innego.

W praktyce byłoby zachowaniem status quo. Morawiecki formalnie utraciłby część praw partyjnych, ale przez cały czas pozostawałby członkiem PiS. Jego stowarzyszenie przez cały czas mogłoby istnieć, jego ludzie przez cały czas by działali, a czas zacząłby pracować na jego korzyść.

Dlatego zawieszenie byłoby politycznym zwycięstwem Morawieckiego.

Nie podpisałby lojalki. Nie zlikwidowałby swojego zaplecza. Nie musiałby natychmiast zakładać nowej partii. Mógłby spokojnie czekać, obserwować sondaże i przypominać, iż przedstawił 21 punktów kompromisu, a druga strona odpowiedziała karą.

Były premier adekwatnie zastawił więc pułapkę.

Jeżeli zostanie wyrzucony, otrzyma wolność do budowania własnego ugrupowania oraz argument, iż został usunięty mimo próby osiągnięcia porozumienia.

Jeżeli zostanie tylko zawieszony, zachowa zaplecze, czas i możliwość działania wewnątrz szeroko rozumianego obozu PiS.

Jeżeli natomiast jego propozycje zostaną przyjęte, pozostanie w partii na własnych warunkach.

Szach.

A może rzeczywiście mat.

Pytanie brzmi więc nie tylko, jaki ruch wykona Jarosław Kaczyński.

Ważniejsze jest to, czyim głosem będzie podszyta jego decyzja.

Czy prezes wysłucha 21 punktów Morawieckiego i zdecyduje się na polityczne porozumienie?

Czy wybierze zawieszenie, pozwalając obu stronom zachować twarz?

Czy może zdecyduje się na wyrzucenie ludzi Rozwoju Plus, otwierając byłemu premierowi drogę do samodzielności?

I czy szept Jacka Sasina nie okaże się ostatnim głosem, jaki prezes usłyszy przed wykonaniem ruchu?

Ponad czterdzieści lat temu 21 postulatów otworzyło drogę do wielkiego porozumienia.

Dzisiaj 21 punktów Morawieckiego może otworzyć jedynie tylne drzwi wyjściowe z Nowogrodzkiej.

Chyba iż wcześniej ktoś przewróci całą szachownicę.

Marcus Pryszberg

Idź do oryginalnego materiału