Straż Graniczna wydaliła trzech Ukraińców. Państwo musi działać twardo

dzienniknarodowy.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Straż Graniczna wydaliła trzech Ukraińców. Państwo musi działać twardo


Trzech obywateli Ukrainy opuściło Polskę 25 i 26 sierpnia pod eskortą Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Straży Granicznej. Według SG jeden 39-latek prowadził auto, mając ponad 4 promile, 26-latek niszczył samochód, a 31-latek wyszedł z więzienia po wyroku za kradzieże. Bezpieczeństwo Polaków wymaga realnej kontroli.

Decyzje po wnioskach policji

Trzech obywateli Ukrainy zostało zobowiązanych do opuszczenia Polski i doprowadzonych do granicy przez funkcjonariuszy Straży Granicznej. Jak podał Warmińsko-Mazurski Oddział Straży Granicznej, cudzoziemcy opuścili kraj 25 i 26 sierpnia przez przejścia graniczne w Dorohusku oraz Medyce. Sprawa jest konkretna: za naruszeniem prawa musi iść decyzja państwa.

Według komunikatu policjanci z Olsztyna i Mrągowa zwrócili się do Straży Granicznej o wydanie decyzji wobec dwóch mężczyzn. Pierwszy, 26-latek, będąc pod wpływem alkoholu, niszczył samochód, skacząc po nim. Nie chciał też okazać dokumentów tożsamości do kontroli. Drugi, 39-latek, prowadził pojazd, mając ponad 4 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.

Trzeci przypadek po wyroku za kradzieże

Trzeci mężczyzna 24 sierpnia opuścił zakład karny, gdzie odbywał wyrok za kradzieże. On również otrzymał decyzję o przymusowym wyjeździe z Polski. To nie są administracyjne drobiazgi. Jazda po alkoholu przy tak wysokim stężeniu, niszczenie mienia i przestępstwa przeciwko własności uderzają w porządek publiczny, w bezpieczeństwo mieszkańców i w zaufanie do państwa.

Straż Graniczna działa tu jako służba, która domyka procedurę po ustaleniach policji oraz po odbyciu kary. W podobnych sprawach opisywaliśmy już, iż Straż Graniczna wykazała 10 836 osób z nielegalnym pobytem w pół roku. Liczby i pojedyncze przypadki prowadzą do tej samej lekcji: kontrola pobytu cudzoziemców nie może być fikcją.

Prawo ma chronić obywateli

Ocenie podlegają czyny i egzekwowanie prawa, nie narodowość jako taka. Polska pomagała obywatelom Ukrainy w czasie wojny, ale pomoc nie oznacza rezygnacji z własnych zasad. Gościnność państwa ma granice tam, gdzie pojawia się przestępstwo, lekceważenie kontroli albo zagrożenie dla ludzi na drodze. Państwo, które tych granic nie pilnuje, samo osłabia swój autorytet.

Twarda polityka migracyjna nie polega na haśle, ale na codziennej pracy służb: kontroli dokumentów, decyzjach administracyjnych, eskortach do granicy i współpracy z policją. Właśnie dlatego takie komunikaty nie powinny znikać w natłoku krótkich depesz. One pokazują, czy państwo potrafi rozróżnić uczciwego cudzoziemca od osoby, która łamie prawo i traci prawo pobytu.

Powtarzalny mechanizm

To kolejny przypadek, w którym po naruszeniu prawa zapada decyzja o opuszczeniu Polski. Niedawno opisywaliśmy sprawę, w której 38-letni Ukrainiec z wyrokami miał wrócić na Ukrainę. Nie chodzi o automatyczne rozszerzanie winy na całą grupę. Chodzi o wymóg, by państwo reagowało za każdym razem, gdy konkretny cudzoziemiec łamie reguły pobytu albo bezpieczeństwa.

Taki mechanizm jest uczciwy także wobec tych cudzoziemców, którzy pracują, płacą podatki i respektują polskie prawo. Brak reakcji wobec sprawców uderzałby również w nich, bo tworzyłby społeczne napięcia i poczucie bezkarności. Porządek publiczny wymaga jasnych zasad dla wszystkich.

Stawka dla Polski

Dla Polaków stawką jest bezpieczeństwo na ulicach, na drogach i w miejscowościach przyjmujących cudzoziemców. Dla państwa stawką jest suwerenność w najprostszym znaczeniu: możliwość decydowania, kto może przebywać na jego terytorium, a kto po złamaniu prawa musi je opuścić.

Służby zrobiły w tej sprawie to, czego obywatele mają prawo oczekiwać. Zadziałała policja, zadziałała Straż Graniczna, zapadły decyzje i cudzoziemcy zostali doprowadzeni do granicy. Tak powinno wyglądać państwo poważne: spokojne w procedurach, ale stanowcze wtedy, gdy chodzi o bezpieczeństwo własnych obywateli.

Źródło: Warmińsko-Mazurski Oddział Straży Granicznej, Kresy.pl.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału