Strach zamiast odpowiedzialności. Jak PiS handluje losem polskiej wsi

2 godzin temu

Gdy Prawo i Sprawiedliwość organizuje kongres pod hasłem „Bronimy Polskiej Wsi”, trudno oprzeć się wrażeniu, iż mamy do czynienia z politycznym teatrem, w którym dekoracje są starannie dobrane, ale scenariusz od dawna znany. Wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, Daniela Obajtka czy Mariusza Błaszczaka brzmią jak echo minionej epoki – epoki, w której PiS chętnie opowiadał o trosce o rolników, jednocześnie systematycznie osłabiając ich realną pozycję na rynku.

Prezes Kaczyński zapewniał, iż „kiedy rządziliśmy, sprawy wsi szły w kierunku korzystnym dla rolników”. Problem w tym, iż rolnicy pamiętają coś innego: wzrost kosztów produkcji, chaos w polityce dopłat, upadek wielu małych gospodarstw. PiS przez osiem lat rządów budował narrację o „polskiej wsi jako bastionie suwerenności”, ale w praktyce promował model rolnictwa uzależniony od wielkich koncernów, często powiązanych z państwem i polityką.

Na tym tle szczególnie groteskowo wypada alarm Błaszczaka w sprawie umowy UE–Mercosur. Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS ostrzega: „Umowa Unia Europejska–Mercosur to poważne zagrożenie dla polskich rolników i naszego bezpieczeństwa żywnościowego”. Brzmi dramatycznie, niemal apokaliptycznie. Tyle iż to PiS współtworzył unijną politykę handlową, a premier Morawiecki brał udział w negocjacjach. Dziś partia próbuje wmówić opinii publicznej, iż była jedynym obrońcą, który „zablokował” umowę w 2019 roku. W rzeczywistości była to decyzja polityczna wynikająca z presji wewnętrznej, a nie konsekwentna strategia ochrony rolnictwa.

Błaszczak idzie dalej i przerzuca winę na obecny rząd, mówiąc, iż „nie zbudował w Brukseli mniejszości mogącej zablokować Mercosur”. To klasyczna taktyka PiS: przez lata zaniedbań i konfliktów z partnerami europejskimi doprowadzić do marginalizacji Polski, a potem narzekać, iż nikt nas nie słucha. Trudno zbudować jakąkolwiek koalicję w Unii, gdy wcześniej traktowało się Brukselę jak wroga, a nie przestrzeń negocjacji.

Jeszcze bardziej ironicznie brzmi zapowiedź projektu uchwały i skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE. Ten sam TSUE, który w narracji PiS był symbolem „dyktatu” i „ingerencji w suwerenność”. Dziś okazuje się nagle instytucją, do której warto się odwołać, gdy potrzebny jest polityczny spektakl. „Polska nie może płacić ceny za bierność rządu” – przekonuje Błaszczak. Tyle iż przez osiem lat to właśnie rządy PiS były synonimem bierności w sprawach strukturalnych reform wsi.

Cały kongres „Bronimy Polskiej Wsi” wygląda jak próba odzyskania elektoratu, który coraz częściej czuje się oszukany. PiS mówi o tanim imporcie z Ameryki Południowej, ale milczy o tym, iż za jego rządów polski rynek zalewały produkty gorszej jakości z Ukrainy czy z państw UE, a państwowe instytucje nie radziły sobie z kontrolą. Mówi o bezpieczeństwie żywnościowym, ale zapomina, iż jego polityka energetyczna i nawozowa windowała ceny do poziomów nie do udźwignięcia dla małych gospodarstw.

W efekcie mamy partię, która najpierw przez lata budowała system zależności i centralizacji, a dziś próbuje uchodzić za jedynego obrońcę „zwykłego rolnika”. To nie jest realna troska, ale cyniczna gra na emocjach. Błaszczak i spółka nie tyle bronią polskiej wsi, ile bronią własnej pozycji politycznej, wykorzystując strach i poczucie zagrożenia. A to już nie polityka rolna, ale czysta propaganda.

Idź do oryginalnego materiału