Debata o umowie handlowej Unii Europejskiej z Mercosur stała się dla Prawo i Sprawiedliwość kolejną okazją do głośnych oskarżeń i politycznej gry na emocjach. W centrum tej narracji znalazł się poseł PiS Krzysztof Ciecióra, który w serii wypowiedzi dla prawicowych mediów kreśli obraz rządu jako biernego wykonawcy cudzej woli, a siebie i własne środowisko – jako jedynych obrońców polskiego rolnictwa. Problem w tym, iż im dłużej słucha się tej opowieści, tym bardziej widać jej publicystyczne, a nie analityczne fundamenty.
Państwa UE zgodziły się na zawarcie umowy z Mercosur, a przeciwko głosowały m.in. Polska, Francja i Irlandia. To fakt, który PiS chętnie pomija, bo nie pasuje do tezy o „absolutnej bierności” rządu. Ciecióra mówi jednak stanowczo: „Polski rząd zachował absolutną bierność w sprawie umowy z Mercosur”. Brzmi to mocno, ale brzmi też jak skrót myślowy, który ma zastąpić rzetelną analizę mechanizmów unijnych negocjacji.
W opowieści posła PiS kluczowym momentem jest rzekomo zmarnowana prezydencja Polski w Radzie UE. Według niego temat Mercosur „był schowany”, a rząd nie próbował choćby budować mniejszości blokującej. Tyle iż umowa była negocjowana przez dwie dekady, także w czasach, gdy PiS sprawował pełnię władzy i realnie mógł wpływać na unijną agendę. Wtedy jednak Mercosur nie był symbolem zagrożenia, ale jednym z wielu technicznych tematów, które nie dawały politycznego paliwa.
Ciecióra idzie dalej, strasząc „żywnością bez jakiejkolwiek gwarancji jakości”, która ma „wypychać nasze produkty z naszych rynków”. „To podmywanie naszego bezpieczeństwa żywnościowego, które było dotychczas naszą chlubą” – przekonuje. To klasyczny przykład retoryki PiS: uproszczenie skomplikowanej umowy do obrazu zalewu „gorszej żywności” i upadku polskiej wsi. Brakuje tu jednak konkretów: liczb, okresów przejściowych, mechanizmów ochronnych. Jest za to sugestia katastrofy, która świetnie mobilizuje elektorat.
Na celowniku posła znalazł się także Stefan Krajewski i PSL, oskarżani o niewiarygodność i „opowiadanie bajek”. Ciecióra zarzuca, iż poprawki forsowane przez ludowców nie znalazły się w treści umowy. Można dyskutować o skuteczności tych działań, ale trudno nie zauważyć, iż PiS – zamiast zaproponować własne, realistyczne rozwiązania – ogranicza się do punktowania cudzych porażek.
Najbardziej polityczny jest jednak fragment, w którym poseł PiS wiąże wejście umowy w życie z osobą Donald Tusk, sugerując jego „uległość” wobec Niemiec. To stary chwyt, dobrze znany z czasów rządów PiS: każde niekorzystne zjawisko da się wytłumaczyć spiskiem Berlina i Brukseli. W tej logice nie ma miejsca na refleksję nad tym, dlaczego Polska – także za rządów PiS – nie zbudowała trwałych koalicji zdolnych skutecznie blokować niechciane rozwiązania.
Wypowiedzi Ciecióry pokazują szerszy problem PiS w opozycji. Partia, która przez osiem lat centralizowała władzę i lekceważyła dialog w UE, dziś zarzuca innym brak sprawczości. Krytyka rządu jest potrzebna, ale traci wiarygodność, gdy opiera się głównie na straszeniu i selektywnej pamięci. Umowa z Mercosur zasługuje na poważną debatę. PiS i Ciecióra oferują zamiast niej polityczny hałas, w którym łatwo zgubić realne interesy rolników i konsumentów.

18 godzin temu




